Anna de Loiret
Może powiedzą... Może i nie... Chodźmy do nich... Powiedziała spoglądając na giermka, wyczekując odpowiedzi.
Wersja do druku
Anna de Loiret
Może powiedzą... Może i nie... Chodźmy do nich... Powiedziała spoglądając na giermka, wyczekując odpowiedzi.
Arathena
Idźcie, ja koni popilnuję.. odparła elfka... Na dyplomacji się nie znam.
Może warto tu by było nocleg przy okazji znaleźć? Daleko nie zajedziemy zanim noc zapadnie rzekła Liothannea.
Christophe Leroy
Wybacz... Pani... - odpowiedział jej, choć zmęczonym tonie. Naprawdę ma ochotę walnąć się na ziemi i zasnąć jak gdyby nigdy nic...
Liothannea zsiadła z wierzchowca. To kto idzie ze mną i z Anną do środka?
Alessio
Ja pójdę - odpowiedział jej zsiadając z konia
Christophe Leroy
Pójdę z Tobą... pani - powiedział zsiadając z konia uważając przy tym, żeby się nie wyrżnąć.
Gdy weszliście do środka zostawiając Arathenę z końmi gwar rozmów ucichł jak ucięty nożem. Wpatrują się w was oczy około tuzina mężczyzn siedzących przy ławach. Kilku zbrojnych, jacyś flisacy i jacyś rybacy sądząc po ich ubiorach. Jedyny stojący kuśtykając podszedł do Was, otaksował wzrokiem Wasze ubrania i spytał Czego Jaśnie Państwo sobie życzą?
Alessio
Noclegu i posiłku dla 5 osób,opieki dla 7 wierzchowców a także przeprawy z samego rana
Posiłek już się robi, izb niestety nie posiadam by godny nocleg zapewnić. Ale można noc w stajni na sianie spędzić, razem z końmi. A co do przeprawy dam znać flisakom. Za posiłek i obroki dla wierzchowców to złota moneta będzie odparł szynkarz.
Anna de Loiret
Raz się z Thilbautem mogę przespać - wzruszyła ramionami. Miłą ma sierść, czaprak się pod głowę położy i dobrze będzie.
Pozostali bywalcy szynku przestali zwracać na Was uwagę, znów powrócili do swoich rozmów.
Alessio
A Tobie to nie przeszkadza Pani? - zapytał elfkę
Skoro potrafię zasnąć na kocu rozłożonym na ziemi, to tym bardziej będę potrafiła na rozłożonym na sianie Liothannea wzruszyła ramionami i podała karczmarzowi monetę. Ten zniknął na moment na zapleczu by po chwili przynieść Wam siedem obroków z owsem.
Alessio
Zanieś to do stajni,my przyprowadzimy konie - powiedział do karczmarza po czym skinął na Christopha by ten pomógł mu i Arathenie w zajęciu się ich wierzchowcami
Ależ Panie, nie mogę ostawić szynku bez opieki, kiej mam w nim gości. Dziewki służebnej mi nie staje. Wczoraj... tak dobrze mówię, będzie to wczoraj. Koń się spłoszy co wóz ciągnie. Łachudra stygan ściągnie wodze, ale bydle ani mrugnie, tylko chyżo pobiegnie naprzód. Ale uważajcie Panie co się zdarzy. Dziewka wyjdzie chwilę potem z drzwi szynku, a wóz wprost na Nią ciągnięty przez tą szkapę, oby wyliniała. Jej szczęście, że pod koła Jej nie weźmie. Ręka ani chybi na trzy się Jej wygnie, przez miesiąc tacy nie podniesie, ani ścierki nie użyje. To każę jej siedzieć w sadybie co by się pod nogami nie kręciła - odparł oberżysta.
Daj mi, zaniosę westchnęła Liothannea I tak iść muszę, by żaden z Was nie stracił dłoni gdy wyciągnie ją do mego wierzchowca. Szynkarz podał obroki elfce.
Alessio
Skoro nalegasz Pani...., a Ty zaprowadź mnie do niej może zdołam pomóc....
Jak tylko posiłek zjecie, a szynk opustoszeje. Wpierw jednak muszę go przygotować Panie, szewce się same nie ugotują - odparł kuternoga.
Arathena
Ciekawa jestem czemu cyrulik taki jakiś niechętny do mnie jest. Na żartach nic a nic się nie zna... Wszystko bierze do siebie. Biedna Anna, szkoda dziewczyny. To prawda co mówią... Miłość jest ślepa... Dobrze że mam ją tylko do ojca odprowadzić a nie za przyzwoitkę robić. Może Pan Tankred de Loiret będzie miał na nią jakiś wpływ. Kogo jak kogo ale Ojca chyba Anna posłucha. No chyba, że ćwoka za zięcia chce mieć.... A co mi tam... niech robią co chcą. Ja im świecy trzymać nie będę i prześcieradeł pilnować.... Biedny Giermek by pasował do niej... Żal chłopaka. Na mnie obrażony już do końca życia będzie, i nie ma się co dziwić... Co bym nie powiedziała do niego teraz to i tak będzie za mało. Szkoda tylko, że we mnie widzą winę całego tego chędożonego bałaganu. Ale cóż, kim ja jestem. Przepatrywaczka wynajęta by ich do celu dowieść....
Co koniku.... Odpocząć byś chciała? Ucałowała policzek konia i pogłaskała po szyi///
Anna de Loiret
To ja sobie oczami wyobraźni popatrzę na rycerza, który zawsze wolał być przy mnie, to się nazywa miłość... Raz tylko takiej doświadczyłam... Powiedziała pierwsze zdanie tonem rozkapryszonej księżniczki, a drugie jakoby rozmarzona, zerkając katem oka na Alessia.
Alessio
A kto powiedział,że nie chcę byś przy tym była? - wyszeptał przytulając się do niej - Zrozum,to moja wiara i nie mogę nikomu odmówić pomocy....
Anna de Loiret
Bolą mnie nogi, sama nie zajdę - odparła zadziornie, dając się wtulić ale nie odwzajemniając pieszczot.
Alessio
Oh co za szkoda - odparł wyraźnie zasmucony - Jest taka urocza gdy bawi się w kapryśną księżniczkę,ale są granice, nie będę jej dźwigał z tą zbroją...., aż tak silny nie jestem i jeszcze mi kręgosłup pójdzie albo co - po chwili dodając - myślałem że zechcesz mi przy nim towarzyszyć,zawsze lepiej się czuję gdy jesteś nieopodal
Oberżysta pokuśtykał do dużej ławy, przetarł ją ścierką i pokuśtykał za szynkwas i na zaplecze. Liothannea wyszła z obrokami na zewnątrz. Konie do stajni zaprowadźmy, nałóżmy im obroki, wieczerza już dla nas się szykuje, a nocleg przy wierzchowcach, na sianie. rzuciła do Aratheny.
Techniczny:
Jeśli Anna zdejmie kaftan kolczy, to Alessio zaniesie Ją bez problemu. Jeśli nie... to może być różnie, zależy jak daleko będzie chciał Ją zanieść.
Arathena
I niech bogowie mnie bronią bym znowu z jakimiś wodnymi mieszkańcami nie rozmawiała... Arathena zaprowadza konie do stajni, którą wskazała jej elfka. Tam nimi się zajmuje..(techniczny Tzn no to co się z końmi robi :D )
Chyba pierwsza wartę obejmę. Spać mi się jeszcze nie chce, a i przydało by się rozejrzeć po okolicy....
Techniczny:
Kto w końcu oprócz Liothannei wyszedł z szynku zaopiekować się wierzchowcami?
Alessio
Wyszedł za Liothanneą, wyciągając ręce po obroki i mówiąc do niej - Daj Pani,chociaż tak się na coś przydam,bo prawdę mówiąc nigdy jeszcze konia nie oporządzałem....
Anna de Loiret
Oh co za szkoda, oh rzeczywiście - powiedziała, po czym ruszyła za Liothanneą do koni. Chodź, nauczę cię oporządzać wierzchowca - dodała do Alessia.
Christophe Leroy
Wychodzi na zewnątrz z resztą.
Liothannea podała prawie wszystkie obroki oprócz dwóch Alessio. Jeden przekazała Arathenie, a ostatni zostawiła dla siebie. Zaprowadziła swego wierzchowca do stajni. Zostawię Świt na straży stada, wartować więc nie trzeba będzie Aratheno przy koniach. Poza tym wieczerza dla pięciu osób jest szykowana, choć przy tak niskiej cenie mam pewne wątpliwości co do jej jakości. Ktoś wiec co to są w ogóle te gotowane szewce? Twarde mięso niczym zelówki butów, gotowane by dało się je ugryźć?
Alessio
Obstawiam że są to ryby Pani,choć za tą cenę wszystkiego się możemy spodziewać....- odparł elfce idąc za ukochaną
Christophe Leroy
To są takie raki rzeczne, pani. Dobra to strawa, lecz rzadko dostępna, ponieważ te raki zamieszkują tylko w najbardziej czystych wodach. Tylko po ugotowaniu trzeba zdjąć ich skorupę, by się dobrać do mięsa - odparł zmęczony elfce.
Skoro woda w tej rzece tak wyjątkowo czysta, to zdatna będzie do napojenia koni. Weź wiadro Christophe i napełnij nią poidło - Liothannea wskazala puste wiadro w stajni leżące obok równie pustego koryta. Już wiem czego mi brakowało w tej osadzie, studni. A zbrojni temu w szynku siedzą miast patrolować okolicę, bo w razie ataku pewno wszyscy mieszkańcy na tratwie się mieszczą i przeczekują napaść na środku rzeki.
Arathena
Dobrze, skoro Świt będzie pilnował koni to faktycznie wart nie ma co stawiać. Ale i tak się przejdę... muszę Sobie poukładać co nieco... Poczekam tylko na te szewce... dziwna nazwa, ale z tego co mówi giermek może być smaczne
Christophe Leroy
Wziął wiadro i poszedł nad rzekę nabrać wody, po czym napełnił nią poidło. Wiadro postawił gdzieś obok i wrócił do towarzyszy.
Anna de Loiret
Szlachcianka zdjęła Thilbautowi siodło oraz ogłowie i zaczęła mówić - żeby założyć ogłowie, najpierw zarzuć wodze na szyję. Potem hmmm jak ci to wytłumaczyć... Obejmij konia za głowę i patrz, tutaj zakładasz te pasy, przełóż uszy przez nie, wędzidło do pyskaaaa, dawaj dawaj aj! No cóż, czasem trzeba wsadzić mu palec do pyska, zobacz o tu, gdzie nie ma zębów i nie dziabnie. Gdy skończyła, zdjęła znów ogłowie i rzekła - teraz ty.
Alessio - Tileański
Podszedł do swojego wierzchowca i powiedział do niego uspokajająco próbując pogłaskać go po pysku - Hej,pomożesz mi? Nigdy tego nie robiłem a my Tileańczycy powinniśmy sobie pomagać....,to jak będzie?
Ogier Alessia tylko parsknął, nie wiadomo czy się zgadzając, czy śmiejąc z tego co mówił do niego Tileańczyk. Jednak nie było to trudne zadanie. Nawet zdał sobie sprawę, że został mu jeden luźny pasek i sprzączka, tak samo jak Annie, która wcześniej była zapięta.
Alessio
Stella,mordko Ty moja,wiedziałem że Tileańskie chłopaki są najlepsze - powiedział zadowolony po Tileańsku przytulając się do szyi konia po czym zapiął pasek,który pozostał,to samo zrobił u wierzchowca ukochanej dodając po chwili po Bretońsku wciąż z lekkim uśmiechem - Kochanie,chyba zapomniałaś o jednym elemencie....,chciałaś mnie sprawdzić,prawda?
Arathena
Wyszła do Ani i cyrulika i przyglądała się jak szlachcianka poucza swojego wybranka... Dobrze nauczaj Anno, złe nawyki trudno potem wyplenić. Jak teraz pan Alessio będzie wiedział co zrobić to już zawsze będziesz miała z niego dobrego kompana...
Warować i aportować pewnie już umie... Uśmiechnęła się przyjaźnie....