Catherine
Zaczęła łapczywie pić wodę z bukłaka po czym gdy zaspokoiła pragnienie,delikatnie acz stanowczo odsunęła go od swoich ust - Tak....,nawet za gorąco.... - przyznała,choć rękami przytrzymywała górę kołdry...
Wersja do druku
Catherine
Zaczęła łapczywie pić wodę z bukłaka po czym gdy zaspokoiła pragnienie,delikatnie acz stanowczo odsunęła go od swoich ust - Tak....,nawet za gorąco.... - przyznała,choć rękami przytrzymywała górę kołdry...
Arstan
Idioci, zachowują się jak na biwaku i to oni mają wzniecić powstanie, na śmiech się zbiera burknął pod nosem, po czym wrócił oporządzić wierzchowca i zobaczyć co tam przy dybach się wyrabia
Kersijana
Gdy elf rozebrał się ze swej zbroi dała gest ręką by wszedł do niej na posłanie i ułożył się obok niej... Wtulając się w niego i wsłuchując w noc, która zaczęła wlewać się na świat zamknęła oczy... Nie wiedziała czy będzie w stanie zasnąć ale to nie było teraz ważne. Ogarniający ją spokój i bezpieczeństwo były równie pokrzepiające jak sen.... Położyła swą głowę na jego piersi a zgiętą nogę w kolanie wplotła między jego nogi.... Pod policzek wsunęła swą dłoń a drugą głaskała Go po torsie.... Bardzo powoli i delikatnie...
Arstan:
Gdy wróciłeś do dyb, dostrzegłeś że zakuta w nie kurtyzana jest już przytomna. Z jej tyłu stoi jakiś sierżant zakonny i z podwiniętą do góry dolną częścią kolczugi oraz zsuniętymi nogawicami, bierze od tyłu szmatę. Ta jednak, teoretycznie gwałcona, krzyczy "mocniej! Mocniej! Och!".
Kersijana:
Elrohir objął Cię jedną ręką, a drugą zaczął głaskać Cię po całym boku, aż do biodra. Dotyk, choć delikatny to bardzo podniecający...
Catherine:
Margaret odkryła Twe nogi do kolan i po prostu położyła swoją głowę na nich...
Arstan
Widać dobrze zrobiłem, wszyscy są zadowoleni po czym oporządził konia i udał się na spoczynek do namiotu kurtyzany
Catherine
Pogłaskała ją czule i troskliwe po głowie po czym opadła zmęczona na posłanie,przymykając delikatnie oczy....
Kersijana
Och Eliochirze, nikt mnie jeszcze nie dotykał w ten sposób co Ty.... Podnieca mnie to, a tego właśnie chcę uniknąć.... Zaśmiała się nagle wiedząc że jeśli nie rozładuje w ten sposób napięcia, które w niej narasta to za chwilę go pożre z pożądania.
Jeśli nie przestaniesz tego robić to obiecuję Ci że pójdę spać na podłogę.... he he... Usiadła na niego okrakiem chwytając jego ręce i starając się je położyć za jego głową.
Arstan, Catherine:
Prędko zmorzył was sen...
Kersijana:
Gdy usiadłaś na Elrohira okrakiem, poczułaś pod swą kobiecością jego twardą męskość... On westchnął z rozkoszy i rzekł - unikasz podniety, a sama do niej doprowadzasz, księżniczko... Uśmiechnął się nieco, patrząc w Twe oczy.
Kersijana
Czując jego męskość.. Bogowie, ale on wielki....
Przepraszam, powiedziała jednak głośno... Nie chciałam... Uśmiechnęła się czule do niego... Wybacz... Już będę grzeczna... Położyła się obok niego znowu wsówając sukienkę między nogi i ściskając je szczelnie kolanami... Dobranoc mój Książę... Pocałowała go w policzek i wtuliła swoją twarz w jego próbując zasnąć.
Arstan, Catherine, Kersijana:
W końcu, z większym czy mniejszym trudem, wszyscy usnęliście...
Arstan:
Obudziłeś się związany grubym sznurem, cały nagi. Przed sobą widzisz takoż rozdzianą, znajomą Ci kurtyzanę, która siedzi okrakiem na Tobie uśmiechając się szyderczo - i co kochanieńki, warto było uciekać przede mną?
Catherine:
Zbudziłaś się i całkiem miło zaskoczyłaś... Bowiem na Twych kolanach wciąż leży Margaret, u prawego boku wtulona mała Adela, a u lewego Beatrice. Nie czujesz już, żebyś była chora, wręcz przeciwnie, rozpiera Cię energia.
Kersijana:
Zbudziłaś się u boku śpiącego jeszcze ukochanego...
Arstan
Ale ja wcale nie uciekałem, tylko plan realizowałem, chyba nie powiesz że nie podobało Ci się w dybach, sam słyszałem jak głośno wyrażałaś swe zadowolenie haha
Catherine
Roześmiała się radośnie,objęła mocno Adele i Beatrice,przytulając je do siebie i pocałowała je obie w głowę,po czym powiedziała głośno - No już,wstawać moje kochane śpiochy,ale mam ochotę po prostu przebiec się na bosaka po całym obozie....
Kersijana
Gdy otwarła oczy... Miałam nadzieję na ten widok gdy oczy zamykałam, że rano będzie... Pocałowała Go w policzek... Wstawaj, dziś będzie piękny dzień..... Od dziś.. poprawiła się szybko.....
Wstała i szybko poprawiła swoją garderobę i uczesanie.... Głodna jestem jak wilk... zaśmiała się.....
Arstan:
Ale przypomniałam sobie, że zalegasz mi z pieniędzmi... 1000 denarów - rzekła niewiasta, zaciskając zęby.
Catherine:
Beatrice i Adela zbudziły się mrucząc i mrugając oczkami, zaspane jeszcze. Co się drzesz... O Cathy! Dobrze wyglądasz, ozdrowiałaś!? Nagle krzyknęła uradowana siostrzyczka. Margaret tymczasem dalej śpi jak zabita...
Kersijana:
Elrohir zbudził się i ziewnął przeciągle, spoglądając na Ciebie. Po tym dość opieszale zebrał się z posłania i zaczął zakładać zbroję. Zaraz coś zjemy, ale ponoć królewna chciała nas widzieć już wczoraj, tyle żeśmy posnęli i odłożyła na dziś. Warto więc do niej zajrzeć... Ale po śniadaniu bym proponował, wszak to tylko człowiek a my jesteśmy Noldorami.
Arstan
Rozwiąż mnie to Ci zapłacę
Catherine
Tak,wyzdrowiałam!Hihi - powiedziała i mocno ją do siebie utuliła całując przy tym w policzek,po chwili przysunęła się do śpiącej wciąż Veccavianki,także ucałowała ją w głowę i powiedziała dość głośno do jej ucha - Margaret wstawaj!Piękny dzień przed nami!Czas na spaceeeeer!
Kersijana
Dobrze. Powiedziała z aprobatą.
Królewna Waas chciała widzieć ale nie przewidziała, że Nordolczycy mają ważniejsze rzeczy do omówienia... Powiedziała dość przekornie i żartobliwie drocząc się z nim...
Królowa miała rację... Jesteś prawdziwym rycerzem... Kusiłam Cię i prowokowałam choć nieświadomie. spojrzała na jego krocze uśmiechając się... Podeszła do niego i go pocałowała... Dziękuję Ci, żeś swego oręża wczoraj nie wyciągnął by mnie nim... Nie dokończyła myśli ale uśmiech swoje mówił...
Arstan:
Jaką mam gwarancję kochanieńki, że nie zaatakujesz mnie znów? Spytała kurtyzana, klękając i liżąc delikatnie, szybkimi ruchami Twą męskość.
Kersijana:
Ponoć siła woli jest równie ważna, co siła mięśni. Jednakoż mój oręż wczoraj sam się z pochwy swej wysuwać pragnął, a patrząc na Twe piękno ciężko go do porządku przyprowadzić - odparł Elrohir całując Cię w usta.
Catherine:
Margaret wreszcie się zbudziła, ale widać że jest straszliwie zaspana i ledwo kontaktuje. Caathyy? Jęknęła patrząc na Ciebie nieprzytomnym wzrokiem.
Catherine
Ojej,Margaret co się stało?Czemu jesteś taka zmęczona? - powiedziała wyraźnie zaniepokojona i aż przyłożyła jej dłoń do czoła by sprawdzić czy jej nie zaraziła,gdy nie wyczuła gorączki powiedziała wzruszona aż nie mogąc w to uwierzyć - Czy Ty....czuwałaś nade mną?
Kersijana
A to tym bardziej świadczy o Twej rycerskości.... Powiedziała przerywając pocałunek....Marny by był Rycerz co nad koniem i mieczem panować by nie umiał.... hi hi...O Bogowie.... Konie.... Zapomniałam z tego wszystkiego rozkubłaczyć wczoraj mojego Braciszka I pewnie biedak męczy się.... Wybacz.... zaczęła wychodzić z namiotu
Artsan
Przecież bym Cię nie skrzywdził, do tej pory wszystko robiłem dla Twojego dobra i zadowolenia, choć w tej sytuacji pozostanie związanym nie wydawało się najgorsze bo robiło się dość miło
Kersijana:
Dostrzegłaś, że zarówno Twój rumak jak i Elrohira stoją przed namiotem rozkulbaczone. No no, ktoś się zajął naszymi końmi, mam nadzieję że nie ludzka ręka bo urżnę z całym ramieniem - podsumował Twój ukochany, wychodząc na zewnątrz i przypinając swój pas.
Catherine:
Mhm - mruknęła cicho Margaret ledwo żywa. Beatrice tymczasem z pomocą Adeli przebrała się w piękną, czerwoną suknię, a na nią nałożyła biały, futrzany płaszcz, na głowę zaś złoty diadem. Do pasa z kolei przypięła sobie swój potężny miecz.
Arstan:
Przysięgasz, rycerzu? Spytała i przygryzła delikatnie Twą kuś...
Catherine
Uroniła łzę wzruszenia i delikatnie ułożyła ją na posłaniu,okrywając po tym kołdrą,ucałowała ją jeszcze czule w czoło i wyszeptała z trudem - Zaraz do Ciebie wrócę,obiecuję.... - nie zwracając uwagi na to jak stroi się Betty,założyła swoją prostą koszulę i spodnie,złapała za miecz i wybiegła z namiotu by podziękować Lothiriel za to że tak szybko postawiła ją na nogi - Jakie to miłe uczucie,być takim kochanym!
Arstan
Tak przysięgam,
+18
Spoiler:
Kersijana
Nie ważne, już w każdym bądź razie oba wyglądają się dobrze... Pogładziła konie po szyjach... Nie dobra,, oj nie dobra jestem... Zapomniałam o Tobie mój skarbie... Jej pocałunek w policzek konia powinien mu wynagrodzić zaniedbanie, gdyż Kersi wlała w niego wszystko co miała najlepsze.
Kersijana:
Twój rumak zarżał radośnie, chyba się nie gniewa. Elrohir tymczasem, najwidoczniej niepotrafiący się powstrzymać, podszedł do Ciebie, odgarnął Twe włosy i zaczął całować po karku namiętnie...
Catherine:
Za Tobą wybiegła na bosaka Adela krzycząc - czekaj Cathy!
Arstan:
Kobieta zajęczała, choć jej głos przytłumiła Twa męskość. Nie potrzeba było wiele czasu, by nasienie wytrysnęło wprost do jej gardła... Jesteś pełny rozkoszy i podniecenia, trzeba jej przyznać że zna się na swoim fachu.
Catherine
Na moją księżniczkę?Zawsze! - powiedziała z uśmiechem do Adele i zaczekała na nią z wyciągniętą dłonią,gdy już ją dogoniła i złapała za rękę rzekła - Znasz drogę do namiotu Lothiriel siostrzyczko?Chciała bym jej podziękować,i....kto jeszcze nade mną czuwał?Ty też?
Kersijana
Głaszcząc jeszcze przez chwilę ogiera... Popukała elfa dyskretnie po zbroi na kroczu.... Jak teraz twój oręż się napręży to wypukłość na zbroi zostanie... hi hi.. zażartowała....
Jeść mieliśmy a potem do Księżniczki... Całusy na jej karku przyprawiły ją o przyjemne ciarki ale starła się nie odpływać w marzeniach....
Arstan
Rozwiąż mnie to pobawimy się jeszcze
Kersijana:
Wypukłość na zbroi mi się przyda, jeśli będę cię miał u boku - rzekł, wciąż obcałowując Twój kark, masując dłońmi Twe podbrzusze...
Arstan:
Kobieta posłusznie, dysząc przy tym, rozcięła Twe pęta. Spojrzała lubieżnie na Ciebie...
Catherine:
Znam, chodźmy! A czuwały nad tobą chyba prawie całą noc Margaret z Lothiriel, Betty też, ale nie wiem jak długo. Ja chciałam... Ale jak się przytuliłam do ciebie to sen mnie strasznie morzyć zaczął - odparła Adela, nieco smutniejąc pod koniec.
Catherine
Beatrice i Lothiriel też?Ojej....,jakie to miłe.... - powiedziała znów wyraźnie wzruszona i zaraz ucałowała Adele w policzek mówiąc - Wiem że chciałaś,nic nie szkodzi,dobrze że zasnęłaś i wypoczęłaś.... - dała jej jeszcze deikatnego prztyczka w nosek i dodała - A skoro znasz drogą to prowadź,moja mała księżniczko
Catherine:
Adela zachichotała wtulając się na chwilę, ale po chwili wskazała palcem i rzekła - chyba nie muszę cię do niej prowadzić, patrz! Zauważyłaś, że Lothiriel na swym białym niczym śnieg wierzchowcu ćwiczy jakieś jeździeckie sztuczki. Królowa ma na sobie niedługą, bo nie sięgającą kolan sukienkę w takim samym kolorze co sierść jej konia. Jej rękę i kostkę zdobią złote łańcuszki, a klejnot na pierścionku błyszczy w promieniach słońca, zapewne bez ingerencji magii.
Catherine
Bez zastanowienia podbiegła do niej z uśmiechem na ustach,wciąż trzymając Adele za rękę,i stanęła na tyle blisko by ją zauważyła i na tyle daleko by nie przeszkadzać jej w zabawie,cierpliwie czekając aż skończy,cóż przynajmniej póki co cierpliwie....
Catherine:
O! Moja córeczka już ozdrowiała? Spytała radośnie Lothiriel, podjeżdżając do Ciebie i Adeli.
Catherine
Tak,to Twoja zasługa...,jeszcze nikt się tak o mnie nie troszczył,dziękuję.... - powiedziała na chwilę przytulając się do jej nogi,po czym puściła ją,posłała przyjazny uśmiech na odchodne i zaczęła iść w stronę namiotu,nie przeszkadzało jej nazywanie córeczką ale wciąż nie czuła by Lothiriel była jej jak matka....
Kersijana
Dała się jeszcze przez chwilę obcałowywać i pieścić po ciele ale w końcu bez słowa jednak uśmiechając się do elfa ruszyła w stronę namiotu księżniczki trzymając Elfa za rękę.
Catherine:
Gdy tylko puściłaś Lothiriel i się odwróciłaś, ujrzałaś znajomego Ci rycerza Lwa, którego zaganiają gdzieś dwaj sierżanci Gryfa. Biją go przy tym i poniżają, śląc przekleństwa w jego stronę. Ten nie ma spętanych rąk, u pasa zaś przypięty miecz ale jakby z dumą to znosi. Masz pewność, że to ten, który ocalił życie Twoje i Adeli. W oddali widzisz też Kersijanę z jakimś Noldorem, trzymają się za ręce.
Kersijana:
Widzisz tą samą scenę co Catherine... W tym i ją za bitym rycerzem.
Techniczny
Kersi i Cat są naprzeciwko siebie w sporej odległości, między nimi jest naparzany rycerz.
Catherine
Natychmiast przestańcie bo ze mną będziecie mieli do czynienia! - krzyknęła władczo sama zdziwiona swoim tonem i zaczęła wściekle iść w ich stronę
Kersijana
Co wy robicie? krzyknęła nagle starając się wypuścić rękę Elfa i podbiec do bitego rycerza... Spostrzegła Cathy która równie jak i ona była oburzona bestialstwem Rycerzy Gryfa...
Catherine, Kersijana:
Adela próbowała podbiec również zezłoszczona, ale w porę chwyciła ją królowa i wzięła na swe siodło. Jeden z Gryfów odkrzyknął - to bydło z zakonu Lwa, nie widzicie?! Należy mu się!