-
Kersijana
Nie Anno...Jeśli nie dam mu tego co chce to nigdy nie da Ci spokoju...Moje poświęcenie,,, Jednej Nordolki za cenę Waszego spokoju... To uczciwa propozycja. Kersijana wstała i ze spuszczoną głową podeszła do księcia... Jeśli obiecasz, że wypuścisz Annę, waszą córkę i Moją Królową to wsiądę z tobą na twego konia i pojadę do twych komnat... Ale musisz dać słowo przy tych wszystkich ludziach....Jeszcze nigdy kersijana nie była tak piękna jak teraz.. Mimo tego, że ślady krwi jeszcze były świeże, że dała się poniżyć, stała się śmiertelnie poważna.. Tak jakby nagle wydoroślała. Mówiła spokojnie ale i z dumą w głosie...Zrozumiała, że żołnierze są świadkami w jakich okolicznościach przegrała z księciem. Kersijana widziaiła, że wśród żołnierzy zaczynają się przebijać twarze tych których ta sytuacja być może bulwersuje.
-
Catherine:
Nagle przed sobą zauważyłaś za błękitną mgłą jak jeden z rycerzy w lariańskich barwach uderza buzdyganem Lothiriel w głowę, zrzucając ją z siodła. Nieprzytomną Noldorkę inny wziął na ręce i przerzucił przez łęk siodła, a następnie wszyscy odjechali, znikając we mgle... Wtem przed oczami ujrzałaś tylko jaskrawą łunę, a po tym już oblicze swej siostry, Beatrice, mówiącej do Ciebie rozgorączkowana - siostrzyczko, co ci jest? Siostrzyczko!
Kersijana:
Przysięgam, że tak się stanie! Krzyknął książę i wskazał Ci ręką wejście do zamku. Anna tymczasem zemdlała, a jeden z rycerzy podbiegł do niej i wziął na ręce szepcąc Ci - zaniosę ją do medyka, kiedy wrócisz już pani od księcia, pytaj o sir Bowena, wskażę ci drogę do twej przyjaciółki.
-
Catherine
Nagle oprzytomniała a jej oblicze zmieniło się o 180 stopni,z zagubionego i nie do końca obecnego stało się zdecydowane a z oczu bił ogień furii jaka zaczynała w niej wzbierać,postawiła Adele na ziemi i rzekła stanowczo głosem sugerującym że to nie czas i miejsce na sprzeciw - Idź do Tristana i zaopiekuj się nim,zrób to dla mnie siostro,później Ci wszystko wyjaśnię - i delikatnie pchnęła ją w stronę zamku
-
Kersijana
Widziałeś ich twarze? Twoich ludzi... Powiedziała idąc do wejścia, które jej wskazał... Nie są ci tacy lojalni jak się można by spodziewać... Ja widziałam w ich oczach zażenowanie.... Kersijana stanęła przy drzwiach do komnaty... CO się z nimi stanie? z Anną waszą córką i Królową jak przekroczę ten próg?
-
Catherine:
Adela posłusznie pobiegła do Tristana, a Betty skrzyżowała ręce na piersiach i zadarła nosek, tupając nogą. Tak, niech nikt mi nie mówi co się dzieje, bo po co!
Kersijana:
Szkoda że nie widać w ich oczach zażenowania, gdy dostają łupy wojenne albo żołd. A co się z nimi stanie? Puszczę je wolno, jak obiecałem - odparł Alamar.
-
Kersijana
Wzięła głęboki oddech i przeszła przez drzwi... Nic nie mówiła ale po policzku spływały jej łzy.
-
Kersijana:
Książę zamknął drzwi komnaty na klucz i stanął przy łożu mówiąc - a więc czekam.
-
Kersijana
Podeszła powoli do niego... Nadal łzy płynęły po jej policzkach. Pomóż mi rozpiąć tę zbroję...
-
Kersijana:
Alamar pokręcił głową i sam zdjął swą zbroję, a także spuścił spodnie, rzecząc - przestań szlochać dziewko, tylko rób co do ciebie należy.
-
Kersijana
Popatrzyła na jego przyrodzenie... Było wielkie jak na człowieka. Uklęknęła przy nim i wzięła je w rękę... czuła jak jest nabrzmiały i krew w nim pulsuje... Żylasta wielka kuś... Kersi schyliła głowę nad jego kroczem, Jej włosy opadły na jego nogi....Głową i włosami zasłaniała jego dolne partie ciała...
Gdy książę rzucił w swą żonę sztyletem Kersi zrozumiała to co wcześniej już było wiadome... Ten zwierz nie miał krzty honoru i jego słowo było nic nie warte. Jego dni własnie się dokonały. Wydał na siebie wyrok śmierci... Kersi obiecała Annie, że ją uwolni od cierpień zadanych przez niego... Gdy wyciągnęła jej sztylet z ramienia zdawała sobie sprawę że zadaje jej ogromny ból ale tylko w ten sposób mogła zdobyć jakąś broń. Nikt jej nie rozbroił. Byc może książę był zbyt pewny że wygrał i już ją ma...
Kersijana bardzo dobrze znała się na leczeniu ludzi, ale to co może leczyć może tez i zabić.... Tym samym sztyletem co dał pogardę swej żonie, pchnęła go w tętnicę udową... Bardzo precyzyjnie zadała pchnięcie rozcinając przy okazji ścięgno udowe.
Wyszarpując sztylet odskoczyła od niego... w twym ciele psie jest sześć litrów krwi... a przez twą tętnicę przelewa się trzy litry na minutę... Twa chuć to spowodowała że tętnica pracuje szybciej.... Masz mniej niż minute życia... już nic się nie da zrobić..... Obyś zgnił....