-
Katarina
zrobiła dość duże oczy gdy usłyszała obcy język... Où vuloez-wous alleir?... (z translatora tłumaczenie "Gdzie pani chce iść"... i tak troche pozmieniane) prawie połamała sobie język chcąc powtórzyć słowa francuza...
Nie rozumiała wprawdzie nic co do niej powiedział ale domyślała się co on chce...
Do Króla chciałam... Pokazała palcem na siebie.... potem pokazała coś na kształt korony na głowie.. a potem palcami zrobiła ludzika na ramieniu dając do zrozumienia że chce wejść...
(polski) Roo-zu-miesz??? Jaaaa.... iść ... do... Króóó-laaa.... Każdą sylabę głośno akcentowała....
-
Katarina:
Oui, Baldwin est le roi de Jerusalem! Odpowiedział strażnik, wciąż zastępując wejście do namiotu.
Robert:
Agnes przybrała z trudem dumną postawę, podała Ci dwornie dłoń i dosiadła Twego konia, w każdym calu zachowując się jak dama.
-
Katarina
(polski)A przepuść mnie... Zrobiła krok w stronę wejścia... Przecie nie zrobię mu krzywdy..... ....Jest leroj.. (przedrzeźniała słowa "...est le roi..." Naucz się rozmawiać po rozumnemu jakoś....
(Łacina)
A po Bożemu umiecie? zatrzymała się nagle nie chcąc prowokować strazników
-
Robert
Uśmiechnął się widząc jej zachowanie,cały czas patrząc na nią z wyraźnym szacunkiem i sympatią i myśląc - Ledwo stoi a mimo to jest taka dumna.....,może i czasem zachowuje się jak rycerz a i jestem pewien iż w takiż sam sposób o sobie myśli,ale mimo że ma w sobie szaleństwo i brawurę to przy tym potrafi zachowywać się dwornie,dostojnie i z gracją....,doprawdy niezwykła to kobieta - gdy zajęła miejsce w siodle,objął ją w pasie drugą ręką chwytając za wodze a Boemund instynktownie i bez konieczności wydawania żadnej komendy podniósł się z ziemi i ruszył ku wyjściu z namiotu
-
Katarina:
Qu'est-ce? Spytał strażnik zdziwiony.
Robert:
Wyjechaliście z namiotu, Amalryk podążył od razu za wami. Agnes oparła się o Ciebie wygodnie. Chyba ta podróż do Jerozolimy nie będzie taka ciężka, jak myślałam... Mógłbyś pomówić z ojcem Charlesem? Nie wiem, czy będzie chciał wyruszyć z nami do Francji a potrzeba mi dobrego medyka.
-
Katarina (łacina)
Już rozeźlona dość mocno widząc, że strażnik ni w ząb jej nie pojmuje... Królu! Wasza Wysokość!.. Odważyła się krzyknąć w stronę wejścia do namiotu....
Słyszysz mnie Panie?... Wasza straż chyba nierozumna jaka... Słowo zamienić bym musiała niecierpiące zwłoki....Ale ni jak tych tu przekonać jeno.. W ostatnim zdaniu zmierzyła strażnika od stóp do głów.....
-
Robert
Zrobiło mu się cieplej na sercu gdy się o niego oparła,mruknął lekko z zadowoleniem i po chwili odparł uśmiechając się - Też myślę że będzie znośna.....,a co do księdza to dobrze,pomówię z nim przed naszym wyjazdem....,obawiam się jeno że będzie to trudne zadanie aby go przekonać....
-
Katarina:
Po krótkiej chwili z namiotu wyszedł powolnym, ale bardzo dumnym krokiem król Baldwin. Strażnicy natychmiast ukłonili się przed nim, a on sam spojrzał na Ciebie swymi bystrymi oczyma oraz z lekkim uśmiechem. Moja straż wykonuje tylko me rozkazy dobrze się przy tym sprawując, w jakimż to celu przybywasz do mnie przy okazji moich zbrojnych wprowadzając w zakłopotanie hmmm?
Robert:
Wiem... Boemund nieźle mu dał w kość, ale zobaczymy czy coś poradzisz... Odrzekła, po czym ujęła Cię za dłoń, którą obejmujesz ją w pasie.
-
Katarina
Ukłoniła się bardzo uprzejmie i mimo tego, że zamiast strojnej sukni miała na sobie kolczugę starała się by ukłon ten był bardzo dworny i dostojny, ale i zarazem skromny...
Straż masz Panie bardzo dobrą ino strasznie nierozumną... Tylu chłopa to juz dawno powinien jeden Do Ciebie Mój Panie przyjść skoro widać że nie mamy wspólnej mowy... Przecie jedna niewiasta nie może reszcie krzywdy zrobić..... Uśmiechała się do króla pokazując swe białe zęby...W sumie była szczęśliwa, że król jej nie zbeształ za najście..
Wybacz Panie, że nachodzę.... Spotkałeś mnie wcześniej jak żegnałam przyjaciół... Widzisz Panie... starała się dać do zrozumienia, że nieładnie tak damę trzymać przed wejściem i wypadało by ją zaprosić do środka...
-
Robert
Zrobię co w mojej mocy.... - powiedział ściskając ją za dłoń którą ujęła jego własną