-
Kersijana:
Okazało się, że komnata medyka jest w zamku. Wbiegłyście razem z Neldą do niej, a wówczas dostrzegłyście siwego człowieka z brodą, który przeczyszcza ranę nieprzytomnej Anny. Mamo! Krzyknęła jej córka i podbiegła do niej, siadając na łożu i łapiąc za rękę, płacząc obficie.
-
Kersijana
Panie,,, domyślam się żeś jest medykiem... Ja jestem przyjaciółką Anny... Mogę jakoś pomóc? zapytała z troską. Co z nią?
-
Kersijana:
Straciła wiele, wiele krwi. Nie wiem, czy przeżyje, żadna pomoc tu nie zda się już, pozostaje tylko modlić się do Astrei o jej zdrowie, ja poczyniłem co mogłem - odparł medyk. Jak nie wiesz czy przeżyje, mamusiu... Jęknęła Nelda przytulając się do matki.
-
Kersijana
Jam jestem nordolską uzdrowicielką. Panie, jeśli nie wiesz czy jest nadzieja dla niej pozwól mi jej pomóc, zanim będzie za późno.
Ton głosu był łagodny i pełen sympaii i troski.
-
Kersijana:
Czyń więc pani to co pragniesz, obyś ocaliła naszą księżną.
-
Kersijana
Podeszła do dziewczynki... Twoja troska i miłość do Twej matki będą bardzo pomocne... Ona Cię słyszy i czuje, choć tego nie może teraz okazać.. Położyła dłoń na ramię dziewczyny... CO by sie nie działo nie puszczaj jej, niech wie że ją kochasz a wróci do Ciebie... Kersi wzięła dłoń dziewczyny i położyła na sercu Anny.
Kersijana sama zaś przysiadła na skraju łoża... Położyła jej dłoń na czole, rozgarniając jej delikatnie włosy.
Anno,,, Moja przyjaciółko najmilsza, już jesteś wolna... Ty i Twoja córka... Obiecałam CI że uwolnię Was od cierpień i dotrzymałam słowa. Teraz gdy możesz wreszcie żyć życiem na jakie zasługujecie, wróć do nas.
Kersijana patrzyła na Annę dłuższą chwilę. Starała sie zebrać i przekazać jej jak najwięcej pozytywnej energii. Chciała pomóc jej odnaleźć na nowo sens życia, dobrze wiedząc że to od Anny zależy w którą stronę zechce jej dusza iść. Z jednej strony pokusa ulgi i spokoju a z drugiej osoby, które ją kochają i za nią tęsknią...
Roztarła swoje dłonie rozgrzewając je... Stanęła za jej głową i położyła na niej swe dłonie...
Zaczęła śpiewać cicho, starą Elfią pieśń...
Wczesnym rankiem kiedy świta
I noc z wolna ustępuje
Tarcza słońca jeszcze skryta
Z horyzontem się mocuje
Brzask do świtu się przytula
Cienie mroku zaraz skosi
Ogromna czerwona kula
Z widnokręgu się podnosi
Mgiełka jak cukrowa wata
Opadając trawę zrasza
Rozbudzona brać skrzydlata
Narodziny dnia ogłasza
Mrok i szarość szybko znika
Zewsząd słychać dźwięczne głosy
Wstań, najbliższa sercu mego
Otwórz Swoje piękne oczy....
-
Catherine
Nie wygłupiaj się i nie zadzieraj mi tu nosa!Lothiriel porwali jacyś rycerze w barwach księcia,miałam wizję dzięki jej pierścieniowi! - rzekła śmiertelnie poważnym głosem dosiadając swej wiernej klaczy po czym rzekła do Ealdreda i pozostałych - Nie wiem dlaczego to uczynili lecz my musimy spróbować ją uwolnić....Wiem,że musieli byście wystąpić przeciw swemu suzerenowi dlatego nie proszę Was o pomoc,lecz każda była by na wagę złota....
-
Catherine:
Daj im chwilę by się przygotowali, dobrze że wieża więzienna blisko, dziesięciu rycerzy, migiem, konno się stawić! Ryknął Ealdred. Beatrice zaś nerwowo odparła - jak to? Porwali mamę?! Musimy ją ratować, ojej, mamo... Królewna podłamała się i pobiegła dosiąść konia ale w nerwach potknęła się i przewróciła...
Kersijana:
Anna wraz z kresem Twej pieśni zbudziła się... Otworzyła oczy i spojrzała najpierw na swą córkę, a potem na Ciebie. Ma... Mamo! Krzyknęła Nelda tuląc się do niej mocno.
-
Kersijana
Anno... Wiem że to nie jest teraz najbardziej odpowiedni moment, ale wedle prawa Ty jesteś teraz Panią tych ziem... Owdowiałaś, a ja.... A mnie musisz... Kersi nie wiedziała co ma powiedzieć... Zabiłam go.... Przepraszam ale nie mogłam inaczej... Kersi padła głową na poduszkę koło Anny. Jestem morderczynią... Kersi szlochała w poduszkę.
-
Catherine
Zeskoczyła z konia i podbiegła do siostry pomagając jej wstać szepcząc przy tym - Betty,musimy być silne,dla niej....Bez Ciebie nie dam rady.... - sama najchętniej by się podłamała ale wiedziała że to na jej barkach spoczywa teraz los królowej,nie mogła jej zawieść i zalać się łzami choć to z pewnością było by najprostsze.... - Ale dlaczego ją pojmali? Aż tak go obraziła że wysłał kilkunastu rycerzy? Ale to bez sensu,inaczej by ją od razu wrzucił do lochu....Co więc się mogło stać?