-
Catherine:
Za Tobą wbiegła Betty, Margaret, Rita i Ealdred. Dotarłyście do krętych schodów prowadzących w górę... Na nich jest świeża krew, tak jakby ciągnęli Lothiriel po podłodze zranioną częścią ciała. Usłyszałaś też krzyk... Kobiecy krzyk, pełen bólu i cierpienia, nie masz wątpliwości że to głos Twej opiekunki.
-
Catherine
Pobiegła pędem w stronę z której dobiegł krzyk a oczy zaszły jej łzami,czuła że zaraz wybuchnie od gniewu który zbierał się w niej od momentu kiedy dojrzała ową wizję....
-
Catherine:
Wbiegliście na samą górę już nieźle zdyszani. Po otwarciu drzwi prowadzących do wielkiej komnaty, rzuciło się na was dwóch zbrojnych, których bez problemu pokonaliście... Wtem dostrzegłaś Lothiriel, przywiązaną do wysokiego, żelaznego pręta wyrastającego z podłogi. Jej sukienka jest zdarta z lewej strony, a na piersi ma ścięty płat skóry, który przed chwilą jeden z katów posypywał solą. Drugi kat wrzyna się jakimś kolczatym, namoczonym sznurem w jej prawą nogę tuż pod kolanem.
-
Catherine
Wyszarpnęła sztylet z pochwy i z dzikim okrzykiem runęła na pierwszego z katów,stojącego bliżej niej,najpierw zdzieliła go płazem w czoło by zachwiać jego równowagą a następnie z całej siły potęgowanej furią wbiła mu sztylet prosto w przyrodzenie i z satysfakcją patrzyła jak osuwa się na ziemię wyjąc z bólu. Nie napawała się jednak tym widokiem zbyt długo bowiem dość szybko przypadła do królowej i przez łzy wyjąkała - Przepraszam,zawiodłam,przybyłam za późno....Co mogę zrobić? Jak Cię z tego uwolnić? - co chwila też przybliżała do niej drżące ręce i je cofała,z jednej strony chciała jak najszybciej ją uwolnić z drugiej wiedziała że zrobienie tego w nieumiejętny sposób zada jej jeszcze więcej bólu....
-
Catherine:
Na drugiego z katów rzuciła się Beatrice obalając go na ziemię i od razu, po zakręceniu młynka mieczem odrąbując mu głowę z wściekłym okrzykiem. Podbiegła też do niego Margaret i kopnęła w prącie z całej siły.
Cathy córeczko... Nie zawiodłaś... Kochanie moje... Szepnęła Lothiriel wylewając wiele łez ze swych oczu, nie ma jednak siły płakać. Ealdred przeciął pęta królowej, a ta wpadła wówczas w Twe ramiona bezwiednie.
-
Catherine
Wzięła ją na ręce najdelikatniej jak potrafiła i wyjąkała przez łzy - Niech ktoś ją czymś okryje.... - nawet nie dostrzegła kto to zrobił,jednak nagle czyjeś ręce okryły nagą pierś jej ukochanej opiekunki,gdy to sie stało tylko chlipnęła nosem wciąż wylewając morze łez i powoli zaczęła iść w stronę wyjścia szepcząc - Jeszcze tylko trochę,uleczę Cię na zamku Twym pierścieniem,tylko musisz mi powiedzieć jak....
-
Catherine:
To Betty okryła swoją matkę i złapała ją za rękę przerażona. Połóż mnie gdzieś tu na chwilę, muszę odpocząć - szepnęła Lothiriel, z uśmiechem dodając - jesteście takie dzielne, moje córeczki...
-
Catherine
Czy to na pewno dobry pomysł by odpoczywać w tym ohydnym miejscu? - zapytała przez łzy jednak mimo to zatrzymała się i spojrzała na nią swym załzawionym obliczem
-
Catherine:
Muszę chwilę, połóż mnie, proszę... Odszepnęła i zajęczała z bólu.
-
Catherine
Załkała gorzko i ułożyła ją zgodnie z życzeniem,starając się by miała najwygodniej jak to możliwe w tym miejscu,dręczyło ją tyle pytań jednak postanowiła że zachowa je na później by nie obciążać jej dodatkowo....