Mitrydates
Podstępna i zdradliwa syrena,kolejnego wciągnęła w odmęty swej fałszywości-rzekł po ormiańsku pozorując skruchę w głosie.
Wersja do druku
Mitrydates
Podstępna i zdradliwa syrena,kolejnego wciągnęła w odmęty swej fałszywości-rzekł po ormiańsku pozorując skruchę w głosie.
Adriano
Z zaciekawieniem przygląda się swoim towarzyszom.
- Że też Bóg takie barwne osobistości na mej drodze postawił.
Robert
Nie ma walk pieszych? - na twarzy Roberta można dostrzec wyraźne rozczarowanie - A me miano Robert de Modica.
Robert:
Nie ma, szlachetny panie, zapisać więc na walki konne?
Reszta:
Ujrzeliście wreszcie bramę Czerwonego Fortu, Oswald również jedzie obok was, przez ostatnią część drogi zaczęli coś szeptać z Agnes i się chichrać, kobieta czasem też rzucała spojrzenia Bertrandowi. Strażnicy z tego co widzicie nie zatrzymują rycerzy wjeżdżających do fortu.
Robert
Nie nie zapisuj,nie interesują mnie walki konne - odparł zdecydowanym głosem po czym pojechał oddać konia do stajni.
Robert:
Herold spojrzał zdumiony na Ciebie, po czym usiadł, nic nie odpowiadając. Gdy dojechałeś do stajni, od razu podeszło do Ciebie dwóch stajennych.
Robert
Oddał im konia mówiąc - Dbać jak o rodzoną matkę bo ze mną będziecie mieli do czynienia - po czym zaczął iść w kierunku blanek zamku by pooglądać panoramę miasta z góry.
Bertrand
A ten zakonnik od siedmiu boleści na co się za nami wlecze? Prowadź pani do hrabiego.
Robert:
Tak panie! Odpowiedział jeden ze stajennym. Gdy wyszedłeś na zewnątrz by pooglądać miasto z murów, spostrzegłeś wjeżdżającą do fortu znaną Ci kompanię z chichrającymi oraz szepcącymi coś Agnes i Oswaldem na czele. Co ciekawe, Bertrand prowadzi zwiazanego Ormianina za swym koniem ...
Reszta:
Wjechaliście za mury fortu, widzicie znajomego wam Roberta.
Bertrand
Pomachał Robertowi.