Robert
Boemundzie! Bywaj tu! - krzyknął po Włosku na co koń natychmiast podbiegł,nie namyślając się długo Robert dosiadł go i pognał w stronę postaci.
Wersja do druku
Robert
Boemundzie! Bywaj tu! - krzyknął po Włosku na co koń natychmiast podbiegł,nie namyślając się długo Robert dosiadł go i pognał w stronę postaci.
Bertrand
A jego gdzie powiało? Przecie tam nic nie ma. Rzekł Bertrand przyglądając się ze zdziwieniem odjeżdżającemu Robertowi.
Robert dojechał do postaci, mając w głowie i sercu tylko jedną myśl, jedno imię, jeden cel... Gdy stanął obok niej na swym potężnym koniu, ta odwróciła się do niego... Ujrzał wówczas pełną cudownej urody i wdzięku swą umiłowaną nade wszystko Julię, uśmiechającą się serdecznie do niego...
Agnes dosiadła swego rumaka i pognała za Normanem, nie mając pojęcia co się dzieje.
Robert
Julio......,czy Ty......,czy Ty wróciłaś do mnie? - powiedział Robert trzęsącym się głosem,nie mogąc uwierzyć własnym oczom, wyciągnął drgającą rękę chcąc dotknąć kobiety i rozwiać wszelkie obawy
Norman przeżył chwilę niewysłowionej radości, nadziei i uniesienia, czując, że jego ukochana do niego powróciła... Leczy gdy wyciągnął rękę, by jej dotknąć, co też nastąpiło, Julia nagle jak za dotknięciem różdżki wiedźmy, zniknęła całkowicie, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. W międzyczasie podjechała do niego zadziwiona Agnes, całkiem zdezorientowana, przyglądając się rycerzowi.
Robert
Nie wytrzymał nerwowo tego rozczarowania,wtulił się w konia i począł łkać co chwila powtarzając - Och Julio,tak mi Cię brak,tak mi Cię brak.........-zaiste żenujący to musiał być widok - wojownik potężnej postury łkający niczym niemowlę - Robert nie był w stanie się jednak opanować całkowicie się rozklejając....
Robert:
Pani de Montmirail podjechała do Ciebie bliżej, z obliczem pełnym żalu, smutku i współczucia. Zmieszała się wyraźnie, nie wiedząc co powiedzieć, położyła więc swą dłoń na Twym plecach, by dodać Ci otuchy.
Reszta:
Usłyszeliście przytłumiony, męski szloch dobiegający od strony Roberta, który jest wtulony w swego konia. Agnes położyła mu rękę na plecach. Co mu jest? Spytała Charlotte.
Bertrand
Brwi zmarszczył Ogłupiał? Najpierw w pustą przestrzeń pędzi na złamanie karku a teraz beczy?
Robert
Łkał tak jeszcze przez chwilę jednak dotyk Agnes pozwolił mu się nieco uspokoić,dokładnie otarł twarz z łez po czym powiedział do Agnes - Dziękuję......,dziękuję że jesteś
Robert:
Agnes uśmiechnęła się tylko serdecznie i odrzekła - wracajmy do reszty, wracajmy...
Reszta:
Kobieta chyba swym dotykiem uspokoiła Normana... Godwyn rzekł, zupełnie nie zwracając na nich uwagi - piwa bym się napił, ta beczka wczoraj tylko pobudziła me pragnienie hehe.
Robert
Pokiwał tylko głową na znak zgody i zawrócił konia,oblicze miał jednak pogrążone w smutku a wzrok nieobecny,widać było że myślami wciąż jest gdzie indziej....
Bertrand
Ty to byś chyba najchętniej słodu do oceanu dodał i poczekał aż piwo z tego sfermentuje, a i tak by Ci tyle nie wystarczyło, hehe
Robert z Agnes powrócili do reszty, rycerz ma wyraźnie smutne oblicze, widać również że ronił łzy przed chwilą. Zaiste dziwny to widok, biorąc pod uwagę że jego postawa wciąż jest dumna, oraz dosiada potężnego destriera. Godwyn na słowa Bertranda zaśmiał się tylko, nic nie odpowiadając. I co się tak wpatrujecie - warknęła pani de Montmirail, w odpowiedzi na spojrzenia reszty.
Bertrand
Ha, pewno, jak ja żem w nocy miał przeboje to dalej wszyscy się z tego śmieją, a mazgaj się pobeczał i patrzać na niego nawet nie można. Phi.
Robert
Uniósł jedynie dłoń by pokazać Agnes że wszystko w porządku po czym widząc kpiący wyraz twarzy Bertranda spiorunował go wzrokiem i warknął - Nie życzę Ci "panie",żebyś kiedykolwiek takie chwile tęsknoty za kimś przeżywał - po czym dodał już spokojniej - zresztą żadnemu z Was, a teraz ruszajmy w drogę
Techniczny
Zastraszanie na Berciu ;D
Hardy ton Roberta i jego okrutne spojrzenie sprawiły, że Bertrand poczuł w swym sercu, jak ulatuje z niego odwaga. Poważny strach nim targnął, choć jest w stanie racjonalnie myśleć i działać...
Techniczny
Rzut na zastraszanie -1 co dało razem wynik 3.
Bertrand
Ależ ja tęsknie, nawet nie wiesz jak bardzo. Nie można jednak wiecznie smutkiem i tęsknotą żyć. - odparł Robertowi całkiem poważnie.
Robert
Złagodniał nieco i powiedział - Widzisz Bertrandzie,w moim wypadku to nie takie proste.....
Bertrand
Tęsknię i nienawidzę zarazem nieprzerwanie od dwudziestu pięciu zim. Co noc przypominam sobie wszystko co się wtedy wydarzyło, kiedy modlitwę wieczorną zmawiam. Lecz wiem, że poprzez zamartwianie się wydarzeń tych nie cofnę i pomimo tego że smutek czuję, to staram się w życiu szukać szczęścia.
Adriano
Panowie, może zamiast na wzajemnych docinkach skupimy się na wykonaniu zadania?
Robert
Zamyślił się nieco po czym odparł - Ja z kolei od roku cierpię,mniej czasu miałem by się pogodzić z tą stratą.....,wspomnienia są świeże,jak gdyby wszystko się wydarzyło wczoraj a na dodatek niektóre są dość......żywe, tak więc nie oceniaj mnie Bertrandzie nie wiedząc nic o tym co przeżywam,słowa Twe jednak przemyślę,jest w nich bowiem dobre przesłanie
Bertrand
Przemyśl i zapamiętaj. A teraz zbierajmy się, tak jak pan Adriano rzecze, bowiem nie warto czasu mitrężyć więcej. rzekł, po czym dosiadł swego wierzchowca.
Skończywszy swą rozmowę, wyruszyliście dalej. Gdy pierwsze promienie słońca poczęły oświetlać jasnozieloną równinę oraz piękną wodę, ujrzeliście przed sobą zapierający dech w piersiach widok. Oto przed wami potężna forteca o grubych, podwójnych murach z blankami, wzmocniona wysokimi basztami, wokół których pobudowane są hurdycje. Sztandary nad warownią powiewają dumnie, przedstawiając wszystkim przybyszom herb Królestwa Jerozolimskiego, pięć żółtych krzyży, jeden duży oraz cztery małe, na białym tle. Bastion łączy obydwa brzegi, więc możliwe jest przeprawienie się na drugą stronę.
Robert
Dużego wrażenia na nim ten zamek nie zrobił,potężniejsze fortece w swym życiu miał okazje widywać a i jego niegdysiejszy do małych nie należał,nic nie powiedział jeno poprowadził konia w stronę bastionu.
Bertrand
Niebrzydka forteca. Dokąd dotarliśmy?
Do Gwiazdy Jordanu, warowni Belvoir - odparła wpatrująca się pełna wrażenia w zamek Agnes. Z wesołym okrzykiem pognała swego rumaka w stronę twierdzy, puszczając go cwałem. Charlotte się zaśmiała mówiąc - ona lubi robiące wrażenie wjazdy przez bramę. Po tym również zaczęła cwałować, a za nią Godwyn.
Robert
Popędził konia by nie zostać zbytnio w tyle za resztą
Bertrand
Także Guillaume'a do cwału puścił, by pozostałych dogonić.
Mimo usilnych prób już nie dogoniliście gnających chyżo na swych wierzchowcach kobiet, które wnet wpadły do wnętrza fortecy. Dopiero po chwili, mijając strażników odzianych w kolczugi, oraz czarne tuniki z białymi krzyżami, z takim samym znakiem wymalowanym na tarczach, dotarliście za bramę, gdzie te na was wciąż czekają. Wnętrze warowni wygląda równie imponująco, pełne jest potężnych, kamiennych budowli dostosowanych do obrony. Wokół chodzą zbrojni w barwach zakonu świętego Jana Chrzciciela, czasem przejedzie też jakiś rycerz na koniu, z tymi samymi emblematami.
Robert
Podjechał do kobiet uśmiechając się lekko,lubił ich towarzystwo a Agnes do tego była nieocenioną przyjaciółką, po czym zapytał - To jakie plany na teraz drogie Panie?
Adriano
Robi wrażenie. W Północnej Italii próżno takich miejsc szukać.
Bertrand
Rękawic w ludzkiej cenie pewno się tutaj nie dostanie, co?
Nie planuję się tu zatrzymywać, przyznam iż na zachód słońca już w Jerozolimie chciałabym być. A co do rękawic, płatnerze wykonujący usługi kawalerów świętego Jana są uczciwi, więc zapewne coś kupisz po rozsądnej cenie Bertrandzie, byle chyżo - odrzekła Agnes.
Bertrand
Skoro zatrzymywać się nie chcesz to jedźmy dalej, w Jerozolimie najwyżej sobie coś znajdę.
Nagle rozległ się głośny okrzyk z baszty po łacinie - saraceni nadchodzą! Saraceni nadchodzą! Setki saracenów, w oddali! Pędzą na koniach, spójrzcie na tą ogromną chmurę kurzu jaką za sobą zostawiają! Od razu wszyscy wewnątrz fortecy zaczęli biegać w różnych to kierunkach, większość żołnierzy, rycerzy i mieszczan pobiegła na mury, by na własne oczy zobaczyć nadchodzącą armię.
Robert
Wychodzi na to że Jerozolima poczeka - powiedział z ciężkim westchnięciem
Adriano
No ale za to w północnych Włoszech nie ma Saracenów hehe.
Poczeka? Nie może poczekać - ozwała się Agnes dość donośnie - załoga zamku Belvoir stawi tu czoło saracenom i albo ich odeprze, albo i nie. Ale da nam czas na bezpieczne dojechanie do Jerozolimy, bowiem kolejna przeprawa przez Jordan jest daleko stąd. A więc... Zostajecie i walczycie, czy jedziecie ze mną?
Robert
Jadę z Tobą...... - powiedział choć spojrzał na nią pobłażliwie jak gdyby przed chwilą zadała oczywiste pytanie
Bertrand
Zamyślił się chwilę Niehonorowo tak uciec z pola walki, lecz z drugiej strony jeśli zostanę to później mogę jej już nie odnaleźć z powrotem... Jedźmy zatem.