Catherine
To nie bydło a szlachetny człowiek,rycerz,i jako takiego macie go traktować!Jak zwierzęta to co najwyżej Wy się zachowujecie! - syknęła wściekle,opierając przy tym dłoń na rękojeści swojego miecza
Wersja do druku
Catherine
To nie bydło a szlachetny człowiek,rycerz,i jako takiego macie go traktować!Jak zwierzęta to co najwyżej Wy się zachowujecie! - syknęła wściekle,opierając przy tym dłoń na rękojeści swojego miecza
Kersijana
Zezłoszczona ale uprzejma jak zwykle... Ale bydło też zasługuje na prawe traktowanie... Gdybyś Ty panie w niewolę trafił i Cię tak traktowano byś był zadowolony?
Arstan
Ujął jej głowę w ręce jakby chciał pocałować po czym szybkim ruchem skręcił kark Wariatka, że też mnie Los taką pokarał, ale jej śmierć to też wina Losu, po co stawiał Ją na mej drodze, wie przecież że ze mnie wredna menda hehe
Catherine, Kersijana:
Dobrze, już dobrze! Odkrzyknął zbrojny, nieco wystraszywszy się. Ale skoro panie takie łaskawe, to niech odstawią go do sir Archibalda! Dodał po czym razem z kompanem oddalił się szybko. Rycerz Lwa ukłonił się wam rzecząc - dziękuję, piękne panie, choć nie było warto nerwów marnować na dwóch gołowąsów, co za nic mają kodeks rycerski.
Arstan:
Kobieta padła martwa na ziemię... Po prawdzie, i tak była brzydka. Ciekawe gdzie chowa swój zarobek?
Arstan
Ułożył kobietę na posłaniu jakby spała, po czym ubrał się i pozbierał swe rzeczy, następnie wyszedł przed namiot i oporządził wierzchowca, po czym ma zamiar znaleźć Archibalda
Catherine
Jak mogłaś nazwać go bydłem i podlizywać się tym palantom!Wstydziła byś się! - krzyknęła wściekle na Kersijanę po czym zwróciła się do rycerza - A....nie ma za co dziękować,można powiedzieć że jesteśmy kwita choć żadne z nas o tym nie myślało gdy działało....I nie jestem panią jak byś nie zauważył wcześniej.... - nagle odwróciła głowę i krzyknęła jeszcze w stronę siostrzyczki - Adele znasz drogę do niejakiego Sir Archibalda?
Kersijana
Spojrzała na Cathy jak na idiotkę,ale nic nie powiedziała do niej... Kiedy go nazwałam bydłem? zastanawiała się przez chwilę, i od kiedy bycie uprzejmym nazywa się podlizywaniem? widocznie jest jeszcze psychicznie chora, choć na tę przypadłość wszystkie leki i moce są bezsilne. Przynajmniej ja nie znam... Dała sobie z nią spokój do rycerza zaś powiedziała uprzejmie i sympatycznie. Nie kodeks świadczy o rycerskości a czyny... Taki kodeks wyznaję i jemu wierna jestem... A do Sir Archibalda zapewne sami traficie..... Gdy odeszła kawałek wracając do Elfa... Nie wiem o co chodzi tej dziewczynie, wczoraj gorączkę miała i chyba jeszcze majaczy... powiedziała szeptem i chwyciła go za rękę prowadząc dalej do księżniczki.
Arstan:
Dopytawszy się o drogę, szybko znalazłeś sir Archibalda, ćwiczy właśnie samotnie walkę mieczem. Ujrzawszy Cię, spojrzał tylko w Twą stronę swymi czerwonymi oczyma.
Catherine:
Twoja mała siostrzyczka podeszła do Ciebie, złapała za rękę i odparła - znam... A ty panie, nie przejmuj się tym, co Cathy mówi, jest panią, przyjaciółką królewny, szlachetną i zacną kobietą hihi. Zwróciła się do rycerza Lwa, na co ten Ci się ukłonił wyciągając dłoń w Twą stronę i rzecząc - to zaszczyt, pani, jam sir Tristan.
Kersijana:
Jak to ludzie, durni i nieokrzesani, moja miła. Odparł Elrohir ściskając również Twą dłoń. Po chwili dotarliście do namiotu królewny, widzicie jak siedzi w pięknej, czerwonej sukni nad jakąś śpiącą kobietą o równie jasnych włosach (Margaret). Beatrice zauważyła was, mówiąc - och witajcie, co was do mnie sprowadza?
Catherine
Westchnęła ciężko wyciągając niechętnie rękę w jego stronę,oblicze miała jednak wyraźnie rozgniewane,nie dość że traktował ją jak kogoś kim nie była to jeszcze dodatkowo poirytowała ją ta tępa Kersicośtam....
Catherine:
Rycerz ucałował Twą dłoń i spojrzał w oczy, z wyraźnym uznaniem i sympatią... Wiesz, jak moja siostrzyczka pięknie śpiewa? Wtrąciła znów Adela.
Catherine
Nie wyrywała dłoni,jednak gdy ją puścił niemal od razu powiedziała - Prowadź Adele....,wystarczy tego mówienia o mnie....
Arstan
Pokręciłem się po obozie i widzę macie tu bardziej piknik, niźli obóz wojskowy i w nim ludzi gotowych na wojnę, oj czarno wiedzę odzyskiwanie tronu rzekł patrząc z podziwem na ćwiczebną walkę
Kersijana
No mówię... chora była jeszcze wczoraj więc pewnie dlatego nie ma dobrego humoru. Gdy ją znaleźliśmy jak z Adel siedziała przemoczona jak kura, ale opiekowała się nią jak własnym dzieckiem... To dobra dziewczyna ino coś ją trapi... zresztą mniejsza o nią...
Gdy doszli do namiotu księżniczki i weszli do środka... Och Beatrice, Eliochir miał wczoraj się z Tobą spotkać,,, Wybacz mi, to moja wina, że... Zasiedzieliśmy się i zupełnie straciliśmy poczucie czasu....
Arstan:
Rycerz schował swój miecz do pochwy, gdy usłyszał Twe słowa. Założył ręce na piersiach i rzekł - uważasz zatem, że skoro się darzą przyjaźnią, szacunkiem i wręcz braterstwem, to będą gorzej walczyć? Uważasz, że mam postępować z nimi tak jak w armii Imperium?
Catherine:
Dość? Naprawdę? Spytała Adela słodkim głosem i patrząc niewinnie na Ciebie, mrugając oczkami.
Kersijana:
Beatrice wstała i podeszła do Ciebie - ach tak, chciałam porozmawiać z wami oboje, ale nie tylko, też z Catherine i tym rycerzem z zakonu Hebanowej Rękawicy... Kersijano, mam do ciebie pytanie... Boisz się?
Catherine
Tak.... - powiedziała krótko i wzięła ją za rękę - Prowadź wreszcie,chcę jak najszybciej zajrzeć do Margaret....
Catherine:
Nie mam siły hihi - odparła Adela i zatrzymała się z wrednym uśmieszkiem.
Catherine
Co za żmija! - powiedziała poirytowana jednak mimowolnie się do niej uśmiechnęła,wzięła ją na ręce,tak jak matka bierze swoje dziecko i dodała - Zatem kieruj mnie głosem!
Arstan
Ależ ja nie bronię im przyjaźni, czy też braterstwa, ale są strasznie radośni, a wojna to nie zabawa, boję się że jak zobaczą śmierć przyjaciół mogą się załamać lub ruszyć do straceńczej szarży. Mam nadzieję, że znasz ich na tyle by wiedzieć co dla nich dobre, ja tylko mówię to co spostrzegłem i obawiam się, że jeśli nie będą odpowiednio przygotowani to po dwóch trzech bitwach będziecie mieli armię mimowolnych kukieł.
Arstan:
To świadomość, że każdy dzień może być ich ostatnim sprawił, że są do siebie tak przywiązani i chcą każdą chwilę uczynić szczęśliwą. Większość z nich widziała śmierć, walczyła mężnie wiele razy i wiem, że nie zawiodą.
Tymczasem zobaczyłeś znajomego rycerza Lwa w niewoli i... Catherine, niosącą na rękach jakąś dziewczynkę.
Catherine:
Mrr hihihi - zachichotała Twa siostrzyczka wtulając się. Nakierowała Cię odpowiednio i zauważyłaś jakiegoś rycerza Gryfa, który według Adeli jest Archibaldem, oraz znajomego Arstana...
Catherine
O,witaj Arstanie,widzę że Tobie też się udało.... - rzekła na powitanie choć nie wyglądała na szczególnie zadowoloną z faktu spotkania starego znajomego,od razu też podeszła do rycerza gryfa i dodała - Tyś jest panie Sir Archibald?
Arstan
Wierzę w Twe zapewnienia, bo jeśli to prawda to macie szansę dostrzegłszy Cat ruszył w jej stronę Jednak udało Ci się uciec, powiem szczerze miałem ochotę Cię ubić za tamtą kabałę w wiosce, ale niech tam daruję se
Arstan, Catherine:
Rycerz Gryfa ukłonił się kobiecie, która dopiero dostrzegła czerwoną poświatę, jaka bije z jego oczu. Jam sir Archibald, istotnie, w jakiej sprawie do mnie przychodzisz, pani, i czy zaszczycisz mnie wyjawieniem swego miana? Po tym zwrócił się do Arstana stanowczo i groźnie - waż na swe słowa i czyny, nie chcę bowiem widzieć jak atakujesz jakąkolwiek kobietę.
Catherine
Ubić ale za co? - uniosła brew ze zdziwienia po chwili jednak kontynuowała wzrok przenosząc Archibalda - Zresztą nieważne....ja jestem Catherine i nie jestem panią ani damą,choć dziwi mnie to że wszyscy się tak mylą....Ale do rzeczy,przyprowadziłam do Ciebie Panie, niejakiego sir Tristana z zakonu Lwa. Mieli to zrobić Twoi ludzie ale po tym jak zobaczyłam w jak skandaliczny sposób go traktowali musiałam interweniować,poganiali go jak bydło,bijąc i lżąc przy tym!Mieli szczęście że miałam dobry dzień bo powinnam ich za to obić....,właściwie nie wiem czemu tego nie zrobiłam,zasłużyli na nauczkę.... - na jego słowa o kobietach uśmiechnęła się przelotnie jednak wkrótce znów powaga wróciła na jej oblicze,zastanawiała ją tylko ta dziwna poświata.... - Widziałam już czerwone oczy,choć by u Erilli ale czegoś takiego? Jeszcze nigdy....,ciekawe co mu się stało,może nie jest do końca człowiekiem?
Arstan
Wybacz Panie, żem szczery, ale to cecha wrodzona i często mówię co myślałem, chcę żeby ludzie mieli jasny ogląd sytuacji usłyszawszy słowa Cat obić można ich i po fakcie, głupi nie wiedzą, że za nienaruszonego rycerza większy okup, a i traktowany należycie jest bardziej skory do współpracy prawda sir Tristanie?
Co co planowanego zgonu, no cóż ruszyłaś jak szalona, potem Nas obili a Ciebie nigdzie widać nie było, czy to pojmanej czy truchła, czyli dwa wnioski albo zdradziła, albo stchórzyła kara ta sama
Catherine
Jeśli ratowanie życia dziecka uważasz za tchórzostwo to nie mamy o czym rozmawiać.... - powiedziała chłodno przypatrując mu się nieprzyjaźnie
Arstan
A skąd miałem wiedzieć co robiłaś, nie widziałem, ale mówię nie żywię urazy
Arstan, Catherine:
Zajmę się sprawą moich ludzi, nie ominie ich surowa kara, pani. Co zaś do twego tytułowania, z tego co mówiła Adela, to choć urodzeniem nie jesteś damą, to szlachetnością jak najbardziej. Przyjmij me uznanie, pani - rzekł Archibald i znów się ukłonił, a Adela zachichotała.
Tristan zaś wtrącił - istotnie, panie Arstanie, po czynach mych braci zakonnych tylko przysięga trzyma mnie przy nim i ci, którzy jeszcze poważają kodeks rycerski. Nie było jednak miłym patrzyć, jak tyś obijał niewinnego wieśniaka a twój kompan zabił małe dziecko swym toporem.
Arstan
Nie zawsze jak rzekłeś robimy co Nam się podoba, fakt biłem wieśniaka choć dopytywałem czy mamy szansę na odsiecz Gryfów, jakby powiedział że mamy to bym bił tak żeby w jako takim zdrowiu dotrwał do owej, a i moja głowa przez to by nie spadał. A co do tamtego jak rzekłeś "kompana" znałem go dzień ledwo jak i obecną tu niewiastę. I jego już, żem ubił bo okazał się głupi jak but.
Catherine
Zrobiła się cała czerwona,nie dość że kłaniał się przed nią jak przed księżniczką to jeszcze okazuje się że miała siostrzyczka nie umiała utrzymać języka za zębami - Jak ona mogła mnie wydać?Żmija! - pomyślała i powiedziała wyraźnie zmieszana - Eeee,tak,dobrze wiedzieć że nie ujdzie im to na sucho,wybaczcie panowie,mam coś do załatwienia.... - skinęła im głową i zaczęła wracać na pięcie do namiotu Beatrice,zasmuciły i zdenerwowały ją słowa Tristana o Arstanie ale wiedziała że robił to by przeżyć,choć na jego szczęście to nie on zabił to dziecko,tego by już nie darowała....,gdy znalazły się same zapytała Adele ze zdenerwowaniem - Jak mogłaś mu o mnie opowiadać?!
Arstan:
Taki żywot rycerza, niejeden z nas musiał zrobić coś niehonorowego, nawet jeśli na co dzień jest prawym człowiekiem - odparł Tristan. Archibald zaś wtrącił nerwowo - co Lwy wiedzą o nas!?
Catherine:
Oj Cathy... Chciałam się pochwalić swoją kochaną siostrzyczką, przepraszam - odrzekła Adela ze smutną miną, patrząc słodkimi oczkami na Ciebie.
Arstan
Wojna jeśli chcesz wygrać z liczniejszym przeciwnikiem zawsze jest niehonorowa dodał A co wiedzą, no że macie spadkobierczynię, że knujecie, a ci co wieś spalili wywiedzieli się gdzie macie obóz, tylko nie wiem czy wieść dalej przekazali czy nie zdążyli, dlatego też ten radosny nastrój może być zabójczy za mało czujni jesteście i zbytnio się zdradzacie z pobytem
Catherine
Żmija!Już mnie tu zaczyna na słodkie oczka brać! I raczej chciałaś mnie wyswatać a nie się chwalić,ehh....Gdzie buziak dla mnie?!
Arstan:
Cholerni wieśniacy, wszystko wygadają! Ryknął rozgniewany Archibald, aż poświata z jego oczu przybrała jeszcze bardziej jaskrawą barwę i dodał - udaj się do Beatrice, ma zadanie dla ciebie też, potrzebujemy sprzymierzeńców a ty wyruszysz do Larii z innymi. Jeszcze dziś.
Catherine:
Adela zachichotała i pocałowała Cię kładąc obydwie swe dłonie na Twych policzkach. Czy te oczy mogą kłamać? Hihi - spojrzała na Ciebie znów tak samo.
Arstan
Każdy odpowiednio przyciśnięty wygada czy to wieśniak czy nie. A gdzie tą Beatrice znajdę?
Catherine
Czy mogą?Oczywiście hihi,ale wierzę że siostry nie okłamujesz i nie będziesz okłamywać,co? - zapytała z uśmiechem stykając się z nią nosem
Arstan:
Pokażę ci gdzie, tylko zachowuj się przy niej, jest nieco szalona, ale odważna i niegłupia, wydaje się, iż dobra z niej królowa będzie w przyszłości, jak doświadczenia nabierze - odparł Archibald.
Catherine:
Siostrzyczki? Niee nie okłamię, chyba że dla jej dobra hihi - powiedziała i zaczęła bawić się kosmykiem Twych włosów.
Arstan
To że szalona to wiem Prowadź zatem
Catherine
O...okłamała byś mnie?! - powiedziała wyglądając na naprawdę zszokowaną,postawiła ją ze smutkiem na ziemi i dodała chłodno z wyraźnym smutkiem w głosie - Odpoczęłaś,dasz radę dojść sama....- i zaczęła iść w stronę namiotu Beatrice
Catherine:
Przecież ja żartowałam Cathy... Odrzekła ze smutkiem Adela łapiąc Cię za rękę i wtulając się w nią ze szlochem.
Catherine
No już dobrze....,nie płacz....,ale nie okłamuj mnie,proszę.... - powiedziała w międzyczasie ocierając jej łzy i zaraz po tym ponownie wzięła ją na ręce - Jestem nieco wredna,ale nie okłamuje się starszej siostry!Co najwyżej ona okłamuje młodszą hihi....Dla jej dobra oczywiście hihi