-
Catherine:
Ealdred odebrał Lothiriel od Ciebie, starając się być najdelikatniejszy jak potrafi. W tym samym jednak momencie wtargnęli do komnaty rycerze Stanowczego Wezwania, pięciu z nich. Ludzie Alamara dowiedzieli się, że wpadliśmy tu uwolnić Noldorkę. Całe mnóstwo ich zebrało się na placu, pięciu naszych zabarykadowało drzwi do wieży ale nie wiem ile się utrzymają! Rzekł jeden z nich, zdyszany.
-
Catherine
Westchnęła ciężko i z trudem nie spojrzała na królową z wyrzutem jednak mimo to zachowała zimną krew i spytała z nadzieją - Jest stąd jakieś inne wyjście?
-
Catherine:
Jest, przez okno, droga prosto do zaświatów - odparł Ealdred i ułożył królową przy ścianie, daleko od drzwi. Rita usiadła w oknie, wyglądając na zewnątrz. Z łuków można postrzelać do nich, ale ich jest... O Astreo, z kilkudziesięciu na pewno, w tym rycerze. Aj! Strzała poszybowała w córkę marszałka raniąc delikatnie jej policzek. Ta wyszła z okna łapiąc się za ranę.
-
Catherine
Dobyła miecza ze świstem i podbiegła do Rity odciągając ją pod ścianę i oglądając troskliwie jej ranę,gdy utwierdziła się w przekonaniu że to zaledwie draśnięcie odetchnęła z ulgą - Ta troska mnie wykończy,o tyle osób się muszę martwić.... - jednak po chwili odwróciła się i rzekła do wszystkich - Zatem nie ma wyboru,musimy walczyć,Wam pewnie pozwolą odejść wolno....Nie chcę sprowadzać śmierci na Ciebie i Twą córkę Panie,już i tak wiele dla nas zrobiliście....
-
Catherine:
A ja ci wyglądam na rycerza czy na pizdę, pani? To też pizdy, a nie rycerze? Ealdred wskazał na swych podwładnych, którzy się zaśmiali cicho. Rita przytuliła się do Ciebie szepcą - dzięki Cathy za troskę...
-
Catherine
Nie,nigdy bym tak nie pomyślała....Ale musiałam to powiedzieć.... - rzekła z uśmiechem przytulając Ritę - Zatem musimy wykorzystać to że mamy przewagę wysokości i zaledwie jedno wejście prowadzi do środka,jeśli my się zdyszeliśmy wbiegając po tych schodach to i ich to samo czeka....
-
Catherine:
Ealdred zaśmiał się i podniósł leżące nieopodal narzędzie tortur - gruszkę i podrzucił ją niewysoko. Hehe, korci żeby kogoś tym potraktować po walce. Rycerze, do okien i strzelać, tylko uważajcie byście nie trafili jakiegoś mieszczucha przypadkowo bo potem jak pójdziemy się narąbać do karczmy to nam muchomorki do mord powsadzają hehe.
Rycerze wykonali natychmiast rozkaz i zaczęli strzelać z łuków do żołnierzy księcia, to samo zrobiła Rita, całując Cię uprzednio w policzek. Betty coś szpera po wszelakich niebezpiecznych narzędziach tortur...
-
Catherine
Betty,chodź,staniemy razem przy drzwiach.... - rzekła odciągając ją od narzędzi zanim zrobi sobie nimi krzywdę - Ach....I czy nie lepiej by Twoi ludzie którzy zostali na dole do nas dołączyli Panie? W pięciu ich na pewno nie zatrzymają....
-
Catherine:
Tak będzie lepiej, istotnie - odparł Ealdred. Margaret rzuciła tylko - sprowadzę ich tu - i pobiegła prędko na dół. Betty dała się odciągnąć ale w dłoni już trzyma jakieś dziwne narzędzie. Na publicznych egzekucjach z wyjątkowym okrucieństwem czasem widziałaś takowe - służy do miażdżenia męskich jąder...
-
Catherine
Margaret by Ci z pewnością lepiej opisała do czego to służy - zażartowała cicho gdy Veccavianka już wyszła i odebrała jej to urządzenie odrzucając je natychmiast na stół i całując ją w policzek....