Catherine:
Betty wzruszyła ramionami i odwzajemniła pocałunek w policzek. Po niedługiej chwili wróciła zdyszana Margaret prowadząc pozostałych rycerzy za sobą. Rozbili drzwi, za chwilę tu będą - rzekła łapiąc z trudem kolejne oddechy.
Wersja do druku
Catherine:
Betty wzruszyła ramionami i odwzajemniła pocałunek w policzek. Po niedługiej chwili wróciła zdyszana Margaret prowadząc pozostałych rycerzy za sobą. Rozbili drzwi, za chwilę tu będą - rzekła łapiąc z trudem kolejne oddechy.
Catherine
Ale nie mów jej o tym żarciku hihi - szepnęła jeszcze na moment kładąc dłoń na jej policzku i podeszła do Margaret delikatnie sadzając ją pod ścianą - Usiądź i odpocznij kochana,dobrze się spisałaś.... - rzekła cicho i nie czekając na odpowiedź stanęła przy drzwiach z mieczem w dłoni mówiąc do pozostałych rycerzy którzy przybiegli z jej przyjaciółką - Wszyscy złapcie oddech,ja i Betty przez chwilę ich powstrzymamy....
Catherine:
Bądźcie ostrożne, od okien, ustawić się zwarto z napiętymi łukami! Kiedy uznacie, że brak wam sił schowajcie się za nami, wtedy wystrzelimy i ruszymy do walki - rzekł Ealdred nakładając strzałę na cięciwę. Betty z mieczem w dłoni ustawiła się przy Tobie i spojrzała Ci w oczy raz jeszcze. Dostrzegasz w niej niepewność, ale też rosnącą chęć walki... Może kilka podniosłych słów sprawiłoby, że bojowy duch ogarnął ją całkowicie?
Catherine
Skinęła Ealdredowi i zaraz po tym złapała Betty w pół ramienia,szepcząc tylko - Kocham Cię siostro.... - po czym ustawiła się w oczekiwaniu do odparcia nadbiegających sługusów księcia
Catherine:
I ja ciebie - odszepnęła królewna. Po chwili nadbiegli ludzie księcia, lecz tylko dwóch ich się mieści w wąskim przejściu. Natarli na was dwaj rycerze, dobrze uzbrojeni i wprawni w walce. Walczyłyście zażarcie pojedynkując się jedna na jednego. Pokonałyście swych przeciwników, jednak same otrzymałyście po dość poważnej ranie (średnie) zadanej mieczem. Betty ma rozciętą, prawą rękę, od łokcia aż do dłoni. Nadbiegają kolejni...
Kersijana:
Nelda spojrzała w Twe oczy i rzekła - ocaliłaś mą matkę pani i... Zabiłaś tego łotra? Jestem więc twą dłużniczką... Ale, pani... Sama nie wiem... Wiedz, że jeśli będziesz kiedyś czegoś ode mnie potrzebowała, to zrobię wszystko by ci pomóc.
Catherine
Stała w oczekiwaniu gdy nagle usłyszała dudniące po posadzce kroki i potęgujący się z każdą upływającą sekundą hałas spowodowany ciężkim opancerzeniem ich przeciwników,ona miała ledwie kolczugę jednak w tych okolicznościach to była zaleta bowiem wbieganie po schodach w zbroi płytowej musiało być udręką....W końcu dostrzegła swojego przeciwnika,nie mogła dojrzeć jego twarzy przez przyłbicę ale oddała by prawicę że jest cały czerwony i spocony,dlatego nie dała mu ochłonąć i runęła na niego z okrzykiem spychając go do rozpaczliwej obrony,wyraźnie nie spodziewał się takich umiejętności fechtunku po kobiecie....Jednak po chwili konsternacji i zaskoczenia odezwały się dziesiątki walk w których brał udział,podobnież i ona z bólem głowy i zmęczeniem wywołanym wydarzeniami całego dnia nie była tak sprawna jak zwykle,dlatego udało mu się wybrnąć z ciężkiej sytuacji i samemu przejść do ofensywy,po trwającej dłuższą chwilę wymianie ciosów przełamał jej obronę i silnym cięciem rozciął jej bok,gdyby nie kolczuga zapewne już by leżała martwa. Zakrzyknęła z bólu i mimowolnie przyłożyła rękę do broczącej krwią rany,wróg ryknął tryumfalnie i musiał być już pewny zwycięstwa bowiem uniósł miecz do wykonania finalnego ciosu,ale mimo ran i zmęczenia wciąż była szybka i zdołała wykorzystać kardynalny błąd przeciwnika przeszywając jego szyję mieczem,rzucił jej jeszcze spojrzenie pełne szczerego zaskoczenia i nienawiści przemieszanej z szacunkiem.... Nie trwało to jednak długo bowiem wyszarpnęła ostrza i posłała mu solidnego kopniaka którym wysłała go z powrotem w dół wywołując tym głośny brzęk i liczne przekleństwa jego towarzyszy. Wreszcie odetchnęła i spojrzała na siostrę,która wyglądała równie źle co ona sama,dlatego złapała ją za rękę i odciągnęła od drzwi krzycząc do pozostałych - Teraz!
Kersijana
Popatrzyła w oczy dziewczyny... Nic mi nie jesteś winna. Najważniejsze, że ten łajdak już nie będzie was gnębił... I nie jestem Panią... mam na imię Kersijana...
Catherine:
Gdy tylko następni wbiegli do komnaty, a było to dwóch rycerzy i pięciu zbrojnych, zakonnicy wystrzelili z łuków, wszystkich zabijając od razu. Ciężko nie być pod wrażeniem ich celności, gdyż strzały trafiały akurat tam, gdzie poddani księcia byli najsłabiej opancerzeni. Po tym rycerze Stanowczego Wezwania dobyli mieczy i pod przewodem Ealdreda runęli z głośnym okrzykiem na swych przeciwników, którzy wciąż przybywają...
Kersijana:
Dobrze, Kersijano... Szepnęła Nelda, w tym czasie jednak wpadło do komnaty trzech rycerzy, w jednym z nich poznajesz Bowena - tego, który niósł Annę do medyka. Znaleźliśmy ciało księcia, a ty byłaś ostatnią, która go widziała! Warknął w Twą stronę, trzymając dłoń na rękojeści niewydobytego miecza.
Kersijana
Tak, byłam ostatnią, która go widziała,,, I patrzyłam jak te bydle zdycha... Oby jego ścierwo zgniło zapomniane... A teraz czyń co mówisz... Kersijana spuściła głowę....
Catherine
Betty,cokolwiek by się nie działo,zostań przy niej,ja ruszę do walki jeśli zaczną przegrywać ale Ty jej pilnuj,dobrze? - szepnęła do siostry stając wraz z nią koło Lothiriel