-
Robert
Nie puszczę Cię,to jest wykluczone,jeżeli zemsty spróbujesz to zaiste z Jerozolimy nie odejdziesz bo Cię usieką....,myślisz że tego by chciał? Żebyś w taki sposób życie swoje zaprzepaściła? - powiedział wzmacniając uścisk jednak nie na tyle by jej krzywdę uczynić - Wariat z tego Polaka....,tłumaczy go tylko to że jej nie znał i nie wiedział że to nie taka dama jak sobie wyobrażał....,ale po co do cholery teraz jeszcze mąci?
-
Spytko po łacinie:
Ponadto obiecał żem coś Twemu mężowi Pani. Jeśli dobędziesz oręża na księcia w obecności króla, jam to samo uczynię i tą samą karę poniosę.
-
Charles de Tournemire
Rozkaz i obietnica? No... Czyli to ja wyboru nie mam żadnego już. Dobrze, że nie odmówiłem od razu, bo bym miał kłopoty u swego mistrza... Ale też i Boemund widzę, że zaplanował to sobie dobrze. Mam nadzieję, że nie pożałuję tego wyjazdu do Francji... Choć zawsze pozostaje mi ucieczka... - Skoro tak... to dziękuje, panie... I żegnaj - ukłonił się mu jeszcze raz, po czym wsiadł na swego wierzchowca i ruszył w poszukiwaniu Agnes. Po drodze pyta się pacholików, czy widział ją gdzieś tu, lub niejakiego "Roberta de Modica".
-
Katarina
I ja stać bezczynnie nie będę. zawtórowała mężowi. Obietnicę Panu Boemundowi składałam razem z mężem, za co między innymi klejnot mi podarował... Wyciągnęła rękę do Spytka po swój wisiorek...
Ten pies kąsać będzie... A teraz sam przy królu skamle pewnie. Jeśli Król wysłucha pierwej jego skamlenia nam już może wiary nie dać. Mamy ino jedno wyjście. Król Spotkał mnie gdy sama spacer nocny robiłam i rozmawiał ze mną iż nic mnie nie grozi i Pani Agnes za to że w przebraniu mężów zbrojnych na wojnę wyruszyłyśmy. Nawet ręczył za to honorem . Jeśli uda się księcia sprowokować to będzie jawny sprzeciw jego przeciw woli Króla. Straci swe kły wtedy i z podkulonym ogonem pójdzie do swej budy....
-
Spytko po łacinie:
Odpiął wisior i założył go żonie na szyję Oby Ciebie chronił, tak jak i mnie podczas bitwy.
-
Charles:
Po niedługim czasie pacholikowie odpowiednio Cię nakierowali i ujrzałeś Agnes, Robert, Katarinę oraz Spytko rozmawiających ze sobą. Norman trzyma kobietę mocno, a ta jakby próbowała się wyrwać.
Reszta:
Masz rację Katarino, to powinno się udać, tylko jak go sprowokować? Chatillon nie jest głupcem, wie dobrze że przy królu musi zachowywać pozory - rzekła Agnes i szarpnęła się jeszcze dość mocno, by Robert ją puścił. Zauważyliście też, że ksiądz do was podjeżdża.
-
Robert
Spojrzał na Katarinę z wdzięcznością i wypuścił Agnes z objęć - To jaki jest ten plan? Chętnie Wam pomogę skoro Wam tak uchybił ale zastrzegam że nie przyklasnę takiemu samobójstwu i głupocie jak wparowanie na koniach do namiotu króla w czasie rozmów pokojowych..... - gdy skończył mówić przeniósł wzrok na Agnes patrząc na nią z dezaprobatą
-
Katarina
Zamiaru takiego nie mam nawet.. odpowiedziała Robertowi... Chatillon nie jest głupcem, ale działam mu na nerwy jak mało kto. Wpierw prosto w jego głowę mierzyłam z łuku przy jego ludziach i wiem, ze mi tego płazem nie puści. Nerwy mu długo nie wytrzymają i jestem pewna, że sam burdę zacznie ino go sprowokować muszę jakoś... Poprawiła Naszyjnik... "Łza pustyni" tak go nazwę.... Gdy książę pomyśli że dostałam go za zasługi dla królestwa w gniew wpadnie i błędy zacznie popełniać... Niech myśli że sam król mi go dał nawet.... Powinniśmy ta teraz się udać...
-
Charles de Tournemire
Zemsta na de Chatillonie? W takim razie zostawię ich samych... Nie chce mieć nic z tym wspólnego, bo życie mi jeszcze miłe. A nawet jeżeli im się uda to i tak nie mogę się mścić i skazywać na śmierć bliźniego swego... Chyba, że znowu spróbuje nas dorwać - pomyślał, po czym zawrócił i począł kierować się do swojego namiotu.
-
Spytko po łacinie:
Może ojciec Charles niech się z nami uda. Był świadkiem napadu przy oazie, książę też pewno najchętniej by go martwym widział.