-
Kersijana:
Nie przyszedłem tu by cię zabić, Noldorko. Książę był bydlakiem ale miał wielu popleczników, tu w Larii i poza nią. Gorszą jednak sprawą, że Jatu będą tu lada moment a my zostaliśmy bez wodza i wybuchną waśnie, jeśli tylko reszta dowie się o śmierci Alamara. Nie będziemy mieli wtem szans się obronić. Tyś zawiniła, i chociaż śmierć mu się należała, to nie w chwili kiedy może zgubić nas wszystkich, ty więc wymyśl teraz co poczynić, by jedność wśród obrońców zachować - rzekł Bowen.
Catherine:
Dobrze - Betty skinęła Ci głową. Tymczasem wywiązała się okrutna walka, zakonnicy póki co dobrze sobie radzą dzięki widocznie lepszej wprawie w walce oraz uzbrojeniu. Ealdred okazał się znakomitym fechmistrzem, tnąc wielu przeciwników z głośnymi okrzykami. Ale żołdacy księcia wciąż napierają, a wśród nich także jego rycerze... Nagle dosłownie przed Twym nosem świsnęła strzała Rity wypuszczona z długiego łuku. Gdy obejrzałaś się gdzie poleciała, dostrzegłaś łucznika, który jak się okazało przed chwilą celował w Lothiriel, a teraz kona w męczarniach.
-
Catherine
Miała ochotę podbiec do Rity i mocno ją uściskać jednak wiedziała że w tej chwili to nie najlepszy pomysł....To co dostrzegła uświadomiło jej jedną rzecz,mimo tego że myślała iż na tyłach jej siostra i....Lothiriel będą bezpieczne to najwyraźniej mocno się pomyliła w tej ocenie,dlatego postanowiła że i ona będzie czuwać nad jej bezpieczeństwem,od tej pory wyławiała wzrokiem każde potencjalne zagrożenie dla życia ciężko rannej królowej.
-
Kersijana
Kto jest wśród wysokich dowódców szanowany zarówno wśród popleczników księcia jak i jego mniej lojalnych ludzi? Wedle prawa Anna jest teraz wodzem i tylko Ona może wskazać swojego Namiestnika...
-
Catherine:
Margaret walcząc z jednym ze zbrojnych podbiegła do okna, kilkoma finezyjnymi ruchami miecza pozbawiła go oręża, obróciła i zasadziła kopa w tyłek, tak że wyleciał na zewnątrz. Miłego lootuuu niewykastrowany złamasieeee! Krzyknęła za nim, machając ręką.
Rita oddaje co jakiś czas celne strzały z łuku, powalając podanych księcia Larii. Ealdred i jego zakonnicy zawzięcie walczą, trzech z nich już poległo, a kolejni ludzie Alamara nacierają... Betty widząc to ruszyła biegiem naprzód, dołączając do walki.
Kersijana:
Może kasztelan, zdaje się że marszałek Stanowczego Wezwania Ealdred jest też przez wszystkich szanowany. Ale co z tego, że księżna Anna wskaże namiestnika, jeśli książę został zamordowany? Od razu posądzą ją o to, że sama zleciła zamach na niego tobie.
-
Kersijana
Prowadź mnie na dziedziniec Panie... Ludzie Larii muszą się dowiedzieć. Niech ktoś weźmie Annę na ręce i ją tez tam zaprowadzi... Wiem, widziałam wśród waszych twarzy, że mieli dość Tyrani...
-
Catherine
Już miała zerwać się do biegu za siostrą jednak w ostatniej chwili oprzytomniała i stanęła jak wryta w miejscu,mogła teraz jedynie modlić się o to by Betty wyszła cała i sama sobie poradziła,ona musiała dbać o to by Rita i Lothiriel przeżyły tą walkę....
-
Kersijana:
Dobrze, pani, ale ty będziesz mówić - odparł Bowen i wziął Annę na ręce, następnie zaś udaliście się na dziedziniec zamku. Córka księżnej również jest z wami. Na dziedzińcu są już zebrani rycerze w pełnym rynsztunku, czekający na księcia.
Catherine:
Betty walcząc z jednym rycerzem, dzięki swej zręczności powaliła go na ziemię, ale w tym samym momencie dostała toporem w plecy od drugiego i padła na podłogę jęcząc z bólu...
-
Catherine
Siostro! - krzyknęła rozpaczliwie i w tej samej chwili runęła na rycerza który obalił jej siostrę,liczyła tylko ze nikt nie wykorzysta tej chwili by dobić Lothiriel ale nie mogła stać bezczynnie i patrzeć jak to samo spotyka Betty....
-
Catherine:
Rita została przy Lothiriel, strzegąc jej. Udało Ci się obalić rycerza, który szykował się już do dobicia Twej siostry. Poddany księcia padł z raną na ziemię, wijąc się z bólu. Betty jest w nie lepszym stanie...
-
Catherine
Już miała wznosić miecz by dobić rannego jednak powstrzymała się od tego widząc jak ciężko został przez nią raniony i jak bardzo jej siostra potrzebuje pomocy.... - Och Betty,miałaś zostać ze mną.... - jęknęła i delikatnie złapała ją pod pachami zaczynając odsuwać od pola walki....