-
Zdradzie? Istotnie, to że wysłał na was swych zbrojnych było zdradą, ale nie udowodnimy mu tego. Tylko trójka z was może poświadczyć, że widziało to na własne oczy, a baron Roger poległ, więc nie sądzę by król dał w to wiarę. Chatillon ma wielu stronników, którzy na każdą jego prośbę staną murem za nim i stwierdzą na przykład, iż nie mógł was zaatakować bo był w zamku któregoś z nich wraz ze swymi zbrojnymi - odparła Agnes.
-
Spytko po łacinie:
Ech, to kolejny fortel upadł. Nie mam więcej pomysłów, dworskie intrygi nie na moją głowę.
-
Robert
Oczywiście że ich nie zostawię,nawet jeśli wiele nerwów mnie to w przyszłości kosztować będzie - powiedział patrząc z kwaśną miną na Agnes i wiedząc że to początek zabawy z jej samobójczymi planami.... - W ciężkiej sytuacji się znaleźliśmy,najłatwiej by było wyjechać do Francji ale i to rozwiązanie mi się nie podoba....
-
Katarina
A może Wy Ojcze... Przecie słyszeliście i byliście świadkami jak nam groził i chciał zamordować z zimną krwią... Ciebie król jako przedstawiciela kościoła musi wysłuchać.... Twoja bogobojność i niezłomna wiara sławna jest, więc Król nie będzie mógł Twych słów brać za pomówienie... A obrońcy Chatillona wyjść ino na stronniczych mogą. Nie znam się na polityce, ale jedno wiem na pewno.... Ich lojalność jet tak wielka i wierna jak długo na powierzchni pływać mogą. Jeśli jednak pies w budzie zdychać zacznie to i oni wścieklizną nie chcąc się zarazić obrócą się od niego...
Pani, widzę, że mieczem chcesz spór rozstrzygnąć... Zastanów się ino czy w śród jego popleczników nie znasz kogoś co świadczyć by mógł jednak za nami by słowem zaprzeczył Chatillonowi?
Nikt tak wiarygodnie nie brzmi jak oddany sługa....
-
Nie mam kontaktów z jego poplecznikami, choć wielu Templariuszy go popiera, może więc Oswald będzie mógł pomóc. Nie sądzę jednak, by nagle zwrócili się przeciw Reynaldowi, pamiętajcie że król darzy księcia wielkim szacunkiem, wszak praktycznie jest on dowódcą całej armii Jerozolimy i ma pod sobą całe księstwo Antiochii, przy tym jest znakomitym wodzem. Odrzekła Agnes i zaczęła stępować w stronę królewskiego namiotu, dzierżąc miecz w dłoni.
-
Robert
I dlatego chcesz zhańbić się wpadając tam z mieczem w dłoni i przerywając tym samym rozmowy pokojowe?! Odłóż miecz proszę,w ten sposób na pewno nic nie zdziałamy.... - powiedział poirytowany zastępując jej drogę swym wierzchowcem oraz myśląc ze smutkiem - Ta strata chyba kompletnie odjęła jej rozum,nie wiem czy jest w niej jeszcze ta którą miłowałem i za siostrę uważałem....
-
Charles de Tournemire
Może i król by mnie wysłuchał, lecz mimo to, że jestem kapłanem to nie przeforsuje sprawy z de Chatillonem. Jego pozycja jest zbyt wysoka, by moje słowa cokolwiek wskórały, a i jego poplecznicy doleją oliwy do ognia. Może i król zacząłby się zastanawiać, ale co dalej? No właśnie. A ja biskupem czy kardynałem nie jestem, bym zyskał silne poparcie... Ja mimo wszystko jestem dalej za wyruszeniem do Francji. Aż takim to on zawziętym łotrem chyba jest, by nas szukać po całym znanym nam świecie, a i tylko usilne szukanie sposobów na niego, albo co gorsza stanięcie do walki z nim sprowadzi na nas śmierć - tu po tym spojrzał na Roberta, gdy Agnes już nie widziała go ani księdza i dał znak by ją złapał i powstrzymał.
-
Agnes zakręciła energicznie młyńca ostrzem i schowała je do pochwy. Skoro nie dacie załatwić tego po mojemu, wracamy do Francji w hańbie, wasze rozwiązania wpędzą nas tylko do lochu. Wyruszamy od razu do Trypolisu, gdy tylko zawitamy do Jerozolimy i zabierzemy Charlotte. Stamtąd płyniemy... Do domu... Odrzekła smutniejąc pod koniec.
-
Katarina
Jeśli Bóg zechce kiedyś go postawić w innych okolicznościach Pani.... Uwierz mi że niczego bardziej nie pragnę nad to by go w dyby zapędzić, ale nie czas teraz nam dany by to spełnić... wszystko przeciw nam się sprzeciwiło tera.....
-
Robert
Hańbą było by zaatakowanie go gdy jest u boku króla i w rozmowach pokojowych udział bierze..... - mruknął pod nosem - Nieważne,jedźmy zatem do Jerozolimy i nie mówmy już o tym,ktoś za nami oczy wypłakuje....