-
Kersijana:
Bowen skinął Ci głowę i odszedł do swych rycerzy. Tymczasem dostrzegłaś, jak spomiędzy nich wychodzi Mirillia Lassi, poraniony i zmęczony... Podszedł do Ciebie i parsknął.
Catherine:
Jak chcesz, pani - odparł Ealdred i wziął królową na ręce. Beatrice zaś zabrał inny z rycerzy i wszyscy zeszliście na dół... Gdy już byliście przy swych wierzchowcach, Rita zaproponowała - Marion jest szybka, może spróbuję jeszcze się przebić do Sarleonu by ściągnąć posiłki? Wątpie, byśmy dali radę się utrzymać.
-
Catherine
Złapała Ritę za ręce,odciągnęła ją na bok i szepnęła - To bardzo zły pomysł,z dwóch powodów,po pierwsze to zbyt niebezpieczne i ryzykowne a po drugie co zrobią siły Sarleonu gdy sie dowiedzą kim jest Beatrice? Jedyne posiłki jakie można wezwać to armia która została w naszym obozie a Ty nie znasz drogi....
-
Kersijana
Mój Kochany... Uradowała się widząc konia żywego. Objęła go za szyję... co oni Ci zrobili? głos jej się załamywał... Dotknęła jego ran bardzo delikatnie.... Wyzdrowiejesz, już ja o to zadbam...
-
Catherine:
Rita westchnęła zrezygnowana i szepnęła - Cathy ale ja nie chcę tu umrzeć... W oczach dziewczyny zakręciły się łezki.
Kersijana:
Rumak zarżał, raz jeszcze ale już żałośnie... Dostrzegłaś ranę na jego kłębie, dość głęboką.
-
Catherine
Nie umrzesz,całe życie przed Tobą,razem przez to przejdziemy....I nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy to co dzisiaj zrobiliście,zwłaszcza Ty gdy ocaliłaś Lothiriel,nigdy Ci tego nie zapomnę....Dziękuję za wszystko Rito.... - rzekła przytulając ją do siebie i głaszcząc czule po włosach
-
Catherine:
Rita uśmiechnęła się przez łzy i również zaczęła Cię głaskać po włosach. Nie przeceniaj mnie... Cathy błagam cię zrób coś... Ja tak bardzo się boję...
-
Catherine
A ja to nie?Czemu muszę im wszystkim robić za niezłomną opatrzność? - pomyślała ze smutkiem,ona sama chciała by móc się bać,przytulić,pomartwić,zamiast stanowić przykład.... - Nie przeceniam,to Ty się nie doceniasz skarbie.... - rzekła całując ją w policzek - I dobrze,spróbuję coś wymyśleć.... - Ciekawe co....
-
Catherine:
Rita spojrzała Ci na chwilę w oczy i znów się mocno przytuliła. Po chwili nadjechał Tristan w zbroi, na swym potężnym rumaku, choć niezbyt dobrze trzyma się w siodle z powodu zadanej rany i aż zaciska zęby z bólu. Z tyłu siedzi Adela, obejmując go w pasie. Zeskoczyła natychmiast i podbiegła do Ciebie krzycząc - Cathy!
-
Catherine
Och Adele,jak dobrze Cię widzieć....Ale zaraz....Co Wy tu robicie?Czemu Tristan jest na koniu? - zapytała nieco zdezorientowana jednak mimo to przytuliła ją do siebie drugą ręką wciąż obejmując Ritę,rzuciła też pytające spojrzenie Tristanowi
-
Catherine:
Nie mogłem jej odmówić, jak tak słodko prosiła - rzucił wymijająco Tristan, ale widać że kłamie. Adela przytuliła się mocno nic nie mówiąc, chyba nie dostrzegła jeszcze strasznego stanu swej mamy oraz siostry...