-
Spytko:
Zara, zara, jaka hańba, jaka wina, jaka zdrada? Na um im padło całkowicie? Nie wyraził jednak swych wątpliwości na głos, nie chcąc pogarszać sytuacji. Już i tak o wiele za dużo powiedział. Następnym razem muszę przy Pani Agnes trzymać gębę zawartą na potężną kłódę.
-
Charles de Tournemire
Zaatakowanie go u boku króla byłoby czystą głupotą i szaleństwem, a nie okrywanie się hańbą. Widzę, że żądza zemsty przysłoniła jej umysł, choć i tyle dobrego, że ustawiliśmy ją do pionu... Choć obawiam się, że po stracie jej męża tego typu zachowanie będzie się coraz częściej pojawiało, a i pewnie we Francji nie tylko ona będzie źródłem problemów i kłopotów... Eh... Miej nas w swojej opiece, Boże.
-
Gdy wciąż promienie porannego słońca oświetlały pola wokół zamku Montgisard, potężna, choć jeszcze mniej liczna i zmęczona armia Jerozolimy zwinęła obóz, po czym wyruszyła w drogę powrotną do Świętego Miasta...
Kiedy słońce zaczęło zachodzić, ujrzeliście wielkie mury Jerozolimy, potężne baszty dumnie górujące nad ziemią i powiewające chorągwie z herbem królestwa. Był to widok, który pokrzepił serca wszystkich, bowiem wreszcie możecie czuć się bezpieczni, wreszcie z dala od wojny, która już się skończyła... Kres tego starcia nie jest jednak kresem wszystkich świętych wojen o czym każdy sprawę sobie zdaje, jednakoż większość postanawia cieszyc się tą chwilą, chwilą chwały i zwycięstwa.
Dotarliście na dziedziniec cytadeli w towarzystwie już nielicznych rycerzy, większość rozjechała się po całej Jerozolimie oraz podążyła do pałacu za królem. Widzicie Charlotte, piękną i zdrową już panienkę, z uśmiechem gnającą po dziedzińcu wraz z panią Elisabeth, która nie wie jeszcze o śmierci swego męża. Robert od razu pomyślał o swym śnie, na którym to Charlotte tak samo wesoła galopowała przed nim... Dostrzegła was, jej oblicze stało się jeszcze jaśniejsze i weselsze. Wstrzymała swego siwka, przyglądając się wracającym rycerzom witanym już przez damy, które wybiegły do swych mężów.
-
Robert
Pomachał jej radośnie zdrową ręką z wesołym uśmiechem na ustach i od razu skierował swego konia w jej stronę ujmując przy tym Agnes za rękę i mówiąc - Siostro nie sądzisz że choć by dlatego warto było oszczędzić sobie wymierzania sprawiedliwości w taki sposób w jaki to czynić chciałaś? Poszedł bym za Tobą w ogień ale nie pozwolę Ci życia marnować w taki sposób....,a teraz choć,musimy wyściskać Charlotte
-
Katarina
Pani, My chyba szybko przebrać się musimy by nie paradować w kolczugach...
-
Spytko po łacinie, przed dotarciem na dziedziniec cytadeli:
Zaczekajcie na mnie chwilę, łup muszę sprzedać. Wszedł do gildii płatnerskiej. Mistrzu, nie kupił byś ode mnie hełmu pięknej roboty? Za połowę ceny jakiej za niego zażądać byście mieli przy sprzedaży.
-
Spytko:
O, witaj panie, witaj ponownie! Mistrz wziął do rąk hełm i zaczął go oglądać dokładnie. Łoo, toż to przepiękny hełm, dam za niego trzydzieści sztuk złota!
Reszta:
Ciesz się swym mężem Katarino, spójrz na tych rycerzy, na te damy. Oni nie zwracają uwagi na to czy jesteś teraz w zbroi, radują się i to ich wypełnia. Raduj się i ty - odparła Agnes i ciągnięta za rękę przez Roberta pojechała do Charlotte. Ta zeskoczyła ze swego konia i zaczęła się wam przyglądać. Elisabeth również się uśmiechnęła, obie jednak milczą.
-
Spytko po łacinie, przed dotarciem na dziedziniec cytadeli:
Stoi. Śpieszno mi, temu wybacz że nie będę się targował jak tutejszy obyczaj każe. Odebrał zapłatę i ruszył do reszty.
-
Katarina
Tak Pani, masz rację...
Techniczny
Radowała się jak inni xD
-
Robert
Zeskoczył z konia puszczając Agnes i porwał Charlotte w objęcia wycałowując ją i mocno do siebie tuląc