-
Catherine
Wbiła w niego swoje spojrzenie,już nie pytające lecz przenikliwe i przeszywające,przytuliła też do siebie mocniej Adele,na tyle mocno by ta nie mogła się odwrócić a zarazem nie na tyle by nabrała podejrzeń,jej uścisk sprawia wrażenie jak by była bardzo stęskniona co również było prawdą....Od razu też rzekła do Ealdreda i rycerza który trzyma Betty - Jedźcie panowie,my zaraz do Was dołączymy....
-
Catherine:
Ealdred skinął Ci głową i wszyscy rycerze odjechali galopem. Tristan unika Twego wzroku, wyraźnie się denerwuje... Dłonią otarł pot z czoła.
-
Catherine
Aż uniosła brew ze zdziwienia widząc jego zdenerwowanie,nie miała było jednak czasu by brać go na spytki i uznała że zostawi to na później,dlatego ucałowała obie wtulone w nią dziewczyny w głowę i pomasowała je po plecach mówiąc - No,to i na nas czas.... - po czym spojrzała na Margaret i widząc że ta ma same niegroźne draśnięcia i sprawia wrażenie jedynie zmęczonej uśmiechnęła się radośnie - Chociaż jej się udało,nie zniosła bym tego gdybym nad trójką z nich musiała siedzieć i martwić się o każdą z osobna....
-
Catherine:
Tristan zsiadł z konia i rzekł - pani, możemy na chwilę pomówić na osobności?
-
Catherine
Możemy,siostro poczekaj na Rosie.... - rzekła puszczając Adele i Ritę i oddaliła się wraz z nim nieco od reszty,gdy byli już poza zasięgiem ich słuchu zapytała - Tak?
-
Catherine:
Rycerz westchnął, zebrał myśli i rzekł - pani, wiesz dobrze, że choć mego uczucia nigdy nie odwzajemniałaś, me serce należy tylko do ciebie. Proszę cię więc... Przechowaj mi to na czas bitwy, a jeśli polegnę, złóż na mym grobie. Tristan wyjął złoty łańcuszek i Ci go wręczył. To pamiątka po mej matce, dała mi go na łożu śmierci...
-
Catherine
Aż zaniemówiła a chęć wypytywania go o to co on tu właściwie robi zeszła na drugi plan,pokiwała jedynie głową nie wiedząc co powiedzieć i odwróciła się do niego plecami zabierając włosy na jedną stronę i odsłaniając tym samym kark i szyję by mógł jej założyć ten łańcuszek. Była zarazem zaszczycona co i zasmucona tym że tak bezpośrednio stwierdził że nic do niego nie czuje,zwłaszcza że nie było to do końca prawdą....
-
Catherine:
Zaskoczony nieco Tristan założył Ci delikatnie łańcuszek na szyję i objął w pasie mówiąc - nie lękaj się tego co nadchodzi, nie lękaj się o życie swych sióstr, swych przyjaciółek. Będę strzegł ich z poświęceniem, przysięgam ci to na mój ród. Zaszczytem było mi cię poznać, szlachetna pani. Rycerz zabrał swą rękę i odwrócił się, zakrywając dłonią oczy i spuszczając głowę.
-
Catherine
Po raz pierwszy czuła na sobie dłonie mężczyzny dotykające ją w tak delikatny sposób,było to zupełnie inne doświadczenie niż kobiece jednak także całkiem miłe....Z trudem nie westchnęła,poprawiła łańcuszek na swej szyi i odwróciła się do niego mówiąc łagodnie - Wiem,że byś tak zrobił....A co do strachu,czyż wszyscy go nie czujemy?Nawet Ty teraz,gdy boisz się o mnie....
-
Catherine:
Istotnie wszyscy go czujemy. Powiadają, ze strach trzeba przełamać odwagą. Ja zaś powiadam, że strach łatwiej pokonać dzięki dodającym otuchy słowom, po nich bowiem odwaga sama człowiekowi do serca napływa - odparł Tristan spoglądając Ci w oczy. Nie lękaj się więc pani jako rzekłem, miej nadzieję, bo widzę strach w twych oczach, strach nie o siebie a o bliskich twemu sercu. Kiedy uniesiesz miecz, myśl o tym, że robisz to w ich obronie. Wtedy nieznana siła pokieruje brzeszczotem tak, że odniesiesz zwycięstwo i nic ci nie sprosta, choćby i wszystkie moce Maltise.