Katarina
Gdy wszyscy się radowali to ona jednak przypominała sobie twarze tych, których za życia już nie zobaczy
Wersja do druku
Katarina
Gdy wszyscy się radowali to ona jednak przypominała sobie twarze tych, których za życia już nie zobaczy
Spytko po łacinie:
Podjechał do Elizabeth. Pani, Twój mąż dzielnie walczył, niestety uległ przewadze wroga, jak i wielu innych dzielnych rycerzy. Żałuję że muszę tak smutną wiadomość dostarczyć.
Charlotte uśmiechnęła się do Roberta i odwzajemniła kilka pocałunków. Po chwili jednak, gdy już emocje upadły przełknęła ślinę, westchnęła i spytała drżącym głosem - jego już nie ma, prawda?
Agnes patrzy się tylko na to, nie zsiadła ze swego konia.
Elisabeth tymczasem spojrzała jak wryta na Spytka... Co? Co!? Roger nie żyje? Roger poległ!? To niemożliwe! To... Przecież, ale jak! Ale czemu! Zaczęła się drzeć i oparła głowę o pierś byłego Bożogrobcy, wybuchając płaczem. Katarina to wszystko widzi...
Do księdza Charlesa podeszła natomiast Aurora i rzekła nieco nieśmiało - dobrze, że wróciłeś ojcze. Wiem, że wyruszasz do Francji, że mogę ci zaufać... Tak mi pani Agnes mówiła. Mogłabym się wyspowiadać?
Robert
Na jej słowa natychmiast spoważniał,przytulił ją i odparł - Tak....nie ma go już wśrod nas....,odszedł jak bohater,prawdziwy rycerz wierny swemu Panu do końca, tak jak tego chciał....
Charles de Tournemire
Hmm... Dobrze, ale czy my czasem nie mieliśmy już niedługo ruszać w drogę? - odparł nieznajomej...
Charlotte utuliła się do Normana szlochając. Nic już nie odrzekła, widać tylko smutek na jej twarzy i całkowite załamanie... Zaraz wyruszamy, Charlotte, Robercie, będzie jeszcze czas na opłakiwanie... Rzuciła Agnes na siłę starając się nie okazać emocji, nie wychodzi jej to jednak zbyt dobrze, widać doskonale jej cierpienie.
Cicho ojcze! Szepnęła Aurora - mój ojciec nie może się dowiedzieć, że jadę z wami bo mnie do zakonu chce oddać! Aurora de Tripoli mnie zwą.
Katarina
Spojrzała na Spytka...Delikatność kopi i miecza w boju... równie dobrze mógł powiedzieć, że stu saracenów ubił Baron zanim poległ.... Na co zranionej w serce kobiety pociecha gdy o śmierci męża się dowiaduje od tego co przeżył?
Podeszła do Spytka i Baronowej... Pani.... Widziałam Twego męża, widziałam też Pana Boemunda i wielu innych dzielnych i wspaniałych rycerzy.... Na swych wiernych rumakach jechali w pełnym galopie. Nie było trwogi i żalu w ich oczach a ino duma i szczęście... A każdy z nich pięknem się wyróżniał, równym sobie wzajemnie. Szczęście ich było ino jednym spowodowane, że Wy Wdowy i Matki, Siostry i Bracia.... Wy którzy przeżyliście i możecie w szczęściu trwać dalej Im zawdzięczacie ten cud... Poświęcili się dla was.... Dla nas.... Po to by... Rozejrzała się dookoła.... Byśmy z radością i dumą o nich wspominali.... Wiem, że myślicie iż łatwo mi to mówić gdyż mój Luby cały wraz ze mną wrócił.... Tak macie rację... Jestem szczęśliwa, Bo wiem, że oni też są szczęśliwi i nie chcą byśmy po nich w bólu i żalu opłakiwali....
Robert
Pocałował ją w głowę i lekko pogłaskał po plecach swe oblicze zaś odwrócił w stronę Agnes i jedną rękę w jej stronę wyciągnął,jasno jej w ten sposób sugerując by do nich dołączyła
Agnes zsiadła z konia i podeszła do obejmujących się, ale być może wbrew sercu, postanowiła tylko na chwilkę objąć Charlotte za szyję i ucałować ją w czoło. Następnie zamknęła oczy i odstąpiła kilka kroków do tyłu, mimo że siostra poległego konstabla chciała ją jeszcze utulić.
Robert
Ujął ją za dłoń i spojrzał na nią pytająco - No dalej,przecież sama tego potrzebujesz,nie każ mi ponawiać mojej prośby....