Kersijana:
Mam nadzieję, że nie powiesz mu o tym, co robiliśmy... Szepnęła i dodała głośniej do pachołka - sprowadź go tu. Ten wybiegł natychmiast z komnaty.
Wersja do druku
Kersijana:
Mam nadzieję, że nie powiesz mu o tym, co robiliśmy... Szepnęła i dodała głośniej do pachołka - sprowadź go tu. Ten wybiegł natychmiast z komnaty.
Kersijana
Przecież nie zrobiłyśmy nic złego... Spojrzała na Anne zaniepokojona.. To On nienawidzi ludzi nie ja... Zresztą Anno, CO złego jest w oddawaniu się wspólnym rozkoszom. Ale dobrze, skoro to ma Cię uspokoić to nie powiem mu o Nas... Ale obiecaj mi proszę że powtórzymy to jeszcze... Kersi mimo wycieńczenia wysiliła sie na szczery uśmiech...
Kersijana:
Tak... Powtórzymy - odparła nieco zmieszana Anna. Tymczasem Elrohir wszedł do komnaty trzymając za fraki pachołka, który miał go sprowadzić. Puścił go na ziemię i podszedł do łoża, patrząc na Ciebie i nie odzywając się ani słowem.
Kersijana
Spojrzała na Elfa badawczym wzrokiem, ale można w nich było dostrzec ulgę... Miała nadzieję,że go jeszcze ujrzy i powie mu jak bardzo go kocha... Może kiedyś przyzna się, jak elf będzie gotowy na to, że obudził w niej dzikość i ukryte pragnienia. Że wraz z jej niepohamowaną żądzą nie straciła do niego nawet odrobiny miłości i uczucia... Jemu powierzyła swoje serce i na zawsze będzie mu oddana i go kochała. Miłością wielką i gorącą... Ale Ona inaczej rozumiała niż większość dawanie sobie rozkoszy i dawania upustowi swym żądzom... Kiedyś jak będzie pewna że nie zrani Elrohira powie mu prawdę...
Jesteś.... przytul mnie , proszę.... Jej głos się załamywał ale był pełen prawdziwego uczucia...
Kersijana:
Rycerz Brzasku usiadł na skraju łoża i przytulił Cię mocno mówiąc - przyszedłem się pożegnać przed bitwą. Trzymaj się z dala od murów, Jatu już je ostrzeliwują.
Kersijana
Położyła mu dłoń na policzku.... Obiecuję, ale Ty tez mi obiecaj, że wrócisz tu... wrócisz po mnie.... wzięła wisiorek, który mu wcześniej podarowała i który nadal miał na szyi, w dłoń... pociągnęła delikatnie by się schylił ucałowała go namiętnie w usta.. Pamiętaj,, masz dla kogo żyć....
Kersijana:
Elrohir odwzajemnił namiętny pocałunek i chwycił Cię za dłoń mówiąc - wiem, że mam. Boję się jednak, że przez kolejną sprzeczkę przestaniesz darzyć mnie tym samym uczuciem, co teraz...
Catherine:
Dotarłyście na dziedziniec zamku zakonników. Tristan zsiadł z konia i pomógł Ci przełożyć nogę przez końską szyję, a następnie zdjął z siodła, nie stawiając na ziemi. Nie widzisz nigdzie Beatrice ani Lothiriel.
Catherine
Postaw mnie,muszę je odnaleźć - rzekła stanowczo,jednocześnie niepokój w jej sercu rósł coraz bardziej,zbyt wiele osób obdarzyła uczuciem by mogła teraz się nie martwić i udać na tak upragniony odpoczynek....
Kersijana
Jestem jeszcze młoda,ale wiem już na tle dużo z życia, że kłótnie nas hartują i wzmacniają.... Nigdy nie przestanę Cię kochać... Jesteś mi najbliższy na świecie i moje serce jest Twoje...
Catherine:
Jesteś ranna pani, nie pozwolę ci chodzić o własnych siłach, byś pogorszyła jeszcze swój stan - odparł równie stanowczo Tristan i zaczął iść z Tobą na rękach za Ritą, która rzekła - pewnie zanieśli je do mojej komnaty, chodźcie!
Kersijana:
A moje należy do ciebie, słodka Kersi... Odparł Elrohir wpatrując się w Ciebie. Po jego spojrzeniu jesteś niemal pewna, że gdyby nie zbroja to już coś by Ci się wbijało w udo...