Katarina
Jeśli strażnik będzie ten sam co był pilnować jak z Agnes tam szłam to on już upilnuje by nikt nam nie przeszkodził...Zaśmiała się do męża.....
Wersja do druku
Katarina
Jeśli strażnik będzie ten sam co był pilnować jak z Agnes tam szłam to on już upilnuje by nikt nam nie przeszkodził...Zaśmiała się do męża.....
Katarina dostrzegła, że zbrojowni pilnuje ten sam strażnik, który tam stróżował przed wymarszem armii, gdy wraz z Agnes postanowiły przyodziać zbroje. Jednak co i rusz ktoś do niej wchodzi albo wychodzi, może jednak znajdzie się jakieś ustronne miejsce?
Charles nie zdążył usłyszeć odpowiedzi, gdy Aurora znów podbiegła do niego i rzekła - zgodziła się! Powiedziała, że wyruszamy jednak jutro, mamy więc ojcze wiele wiele czasu na... Na spowiedź.
Robert dostrzegł, że Agnes jest już sama. Ma spuszczoną głowę zakrytą dłońmi, odwrócona plecami do Normana.
Robert
Podjechał do niej i delikatnie położył jej dłoń na ramieniu - Charlotte chce się z nim pożegnać przed naszym wyjazdem....,idziesz z nami?
Agnes drygnęła, gdy Norman położył dłoń na jej ramieniu. Otarła łzy i spojrzała tylko na niego jakby zdziwiona, zaskoczona...
Robert
Siostro....możesz zostać jeśli chcesz.... - rzekł łagodnie patrząc na nią ze współczuciem - Panie czy nigdy nie nastanie koniec mojej udręki? Najpierw odebrałeś mi żonę,kobietę o anielskim sercu,potem zesłałeś chorobę na moją drogą Charlotte równie czystą,dobrą i niewinną a teraz odbierasz zmysły mojej przybranej siostrze,którą i tak mocno już w życiu doświadczyłeś! Ile jeszcze tych cholernych prób przede mną postawisz?!
Robert:
Nie, pojadę z wami. Charlotte! Krzyknęła hrabina, wnet jej szwagierka przygalopowała do was. Wyruszyliście razem powoli, stępa, w stronę królewskiego pałacu. Opowiedzcie mi nieco o tej bitwie, zwyciężyliście w końcu... Rzekła Charlotte smutnym głosem, Agnes tylko westchnęła ciężko.
Robert
Zrównał się z Charlotte,ujął ją za rękę i powiedział z równie ciężkim westchnięciem - Wybacz kochana,nie jestem w nastroju do długich opowieści....,na nie przyjdzie czas kiedy indziej. Był to zaś długi i zacięty bój w wiele bohaterskich czynów obfitujący ale zarazem smutny i tragiczny gdyż zbyt wielką cenę za to zwycięstwo zapłaciliśmy....
Robert:
Charlotte nic już nie odpowiedziała. Po jakimś czasie dotarliście do dziedzińca królewskiego pałacu, gdzie zgodnie z przewidywaniami Normana rzeczywiście leżą w "szeregach" ciała poległych rycerzy, jeszcze nie pochowane. Na oko jest ich około setki. Lazarytów jest tylko kilku, łatwo więc dostrzegliście Boemunda spoczywającego ze swoim mieczem w obydwu dłoniach. Cała jego tunika jest we krwi i kurzu, a oblicze spokojne, choć nawet gdy życie z niego uleciało, to dumne... Charlotte od razu zeskoczyła z konia i podbiegła do brata, klękając przy nim oraz zalewając się łzami. Agnes ledwo opanowała Amalryka, który na widok martwego pana stał się nerwowy, kobieta zaś sama z uniesioną głową, tylko skierowanymi oczyma w dół, zaczęła przyglądać się swemu mężowi...
Robert
Mimo że nie był zbyt religijny na widok tylu ciał mimowolnie się przeżegnał,gdy jego luba podbiegła do swego brata sam wowoli zsiadł z konia i dołączył do niej obejmując ją jedną ręką i towarzysząc jej w milczeniu....
Robert:
Charlotte zaczęła zmawiać jakąś modlitwę po francusku trzymając w dłoni krzyż, który dostała od Ciebie. Trwało to kilka chwil aż w końcu panienka ucałowała ów krzyż i włożyła go z powrotem za suknię.
- Agnes, kiedy wyruszamy? Spytała Charlotte drżącym głosem.
- Jutro, o samym brzasku, o brzasku... Odrzekła hrabina zamykając oczy.
- Będę więc czuwać tu całą noc, chcę spędzić z nim trochę czasu...