-
Catherine
Zrobiła wielkie oczy i aż wstała wpatrując się w nią ze szczerym zdziwieniem - Jeszcze do tego wrócimy Adele....Idźcie,ja zaraz do Was dołączę,mam nadzieję.... - powiedziała jednak bez szczególnego gniewu czy nagany w głosie,jednak dało w nim się wyczuć pouczające nuty i to że nie była tym zachwycona....Zaraz po tym zaczęła biec z powrotem by dopaść Tristana zanim ten odjedzie na mury....
-
Catherine:
Udało Ci się jeszcze złapać Tristana, widzisz jak dosiada właśnie swego rumaka i zakłada hełm na głowę.
-
Catherine
Czekaj! - krzyknęła,jednak zaraz po tym zatrzymała się zdyszana i obolała,szaleńczy bieg z rozciętym,nawet nie zabandażowanym bokiem nie należał do najlepszych pomysłów jakie miała....
-
Catherine:
Rycerz zeskoczył z konia i podbiegł do Ciebie jak burza, natychmiast Cię obejmując troskliwie. Sama Azi Dahaka cię podkusiła byś biegła z taką raną? Mówiłem, byś ostrożna była, chciałem cię zanieść, nie pozwoliłaś... Pani moja... Nie mogę na twą krzywdę patrzeć...
-
Catherine
Prawie trafiłeś,to też była żmija,moja siostra ....- rzekła wciąż ciężko oddychając jednak uśmiechnęła się delikatnie na swoje słowa,przełknęła ślinę i kontynuowała - Przybiegłam bo widziałam jak się zezłościłeś,wiem że byłam okropna ale to nie Twoja wina,mam naprawdę bardzo ciężki dzień....A będzie jeszcze gorszy jeśli Ty też mi dołożysz zmartwień i ruszysz jak ta wariatka na mury i to z mojej winy....I wiem już czemu wtedy przyjechałeś,powiedziała mi,naprawdę myślałeś że uwierzyła bym że dobierał byś się do mojej własnej siostry?Sądziłam że masz o mnie lepsze zdanie....
-
Catherine:
Wiesz przecież, jak bardzo cię cenię, Catherine... Ale wiem też, co sądzisz o rycerzach, bałem się że po takich słowach uznasz, że wszystko co dotychczas robiłem było tylko po to, by sobie dogodzić... Odrzekł rycerz zdejmując rękawicę i kładąc dłoń na Twych włosach, głaszcząc je czule. i wciąż obejmując.
-
Catherine
Nie,nie pomyślała bym tak,nie o Tobie,już nie....A teraz zanieś mnie do nich,sama nie dojdę albo zajmie to wieczność,chyba nieco pogorszyłam swój stan.... - rzekła przykładając dłoń do rany i czując jak robi się cała czerwona
-
Catherine:
Mógłbym cię zanieść i na sam kraniec świata, byle tylko być przy tobie - stwierdził i wziął Cię na ręce, troskliwie przy tym tuląc Cię do siebie. W drodze rzekł jeszcze - nie krzycz tylko na swą siostrę proszę, ona to z tęsknoty i troski do ciebie zrobiła.
-
Catherine
Wiem!Nie miałam zamiaru....Ale porozmawiam z nią o tym po wszystkim.... - rzekła lekko poirytowana,jednak zaraz jęknęła i przyłożyła dłoń do rany - Ktoś musi mi to opatrzyć zanim pójdę na mury....
-
Catherine:
Na mury? Nie pójdziesz na mury w tym stanie, po co zresztą tam twa obecność, skoro i tak z łuku strzelać nie umiesz, jak mniemam - odparł.