-
Kersijana:
Spróbuję odnaleźć królową i jej to przekazać... I nie martw się, wywiozę cię stąd najszybciej jak się da. Szepnął Elrohir i ucałował Twoją dłoń. Anna zaś odrzekła - tak, poprę ją, jeśli jednak dane będzie nam wyjść stąd żywcem a w to zaczynam coraz bardziej powątpiewać...
-
Kersijana
Bądźmy dobrej myśli Anno... powiedziała, delikatnie uśmiechając się gdy Elrohir ucałował jej dłoń... Mój dzielny rycerz nie pozwoli nam zrobić krzywdy....
-
Kersijana:
Anna również uśmiechnęła się delikatnie. Na mnie już pora, Kersi, nie godzi się by Rycerz Brzasku nie walczył, gdy ludzie nadstawiają swe głowy - rzekł Elrohir i ucałował Cię w usta delikatnie, po czym udał się w stronę wyjścia... Ale przed nim zatrzymał się jeszcze, spoglądając na Ciebie już z widoczną tęsknotą.
Catherine:
Dotarłaś pod lariańskie mury. Widzisz na nich już łuczników ostrzeliwujących Jatu i kryjących się co i rusz za blankami przed deszczem strzał. Nie jest tu do końca bezpiecznie, bowiem co chwila jakaś strzała przelatuje przez mur i wbija się w ziemię za nim. Nie widzisz nigdzie ani Margaret ani Tristana, co gorsza robi Ci się już słabo... Zapewne od zadanej rany i ogólnego zmęczenia.
-
Catherine
Wzięła ze sobą tarczę I mimo że ta ciążyła jej jak nigdy dotąd to po prostu zacisnęła zęby i poszła na mury starając się przy tym nie nadwyrężać zanadto swych nadwątlonych sił....Nie dość że była wyczerpana fizycznie to jeszcze psychicznie,miała wyrzuty sumienia że musiała tak ostro wyrwać się Lothiriel i ją zostawić jednak z drugiej strony wiedziała że to było konieczne....
-
Catherine:
Na murach także nie widzisz Margaret ani Tristana... Ale przypadkiem usłyszałaś rozmowę dwóch łuczników, którzy w ją prowadzą w przerwach między strzelaniem, chowając się za blankami.
- Szkoda, że Jatu go ustrzelili, jeden z nielicznych porządnych kupców z niego był!
- Prawda, ale chociaż jego żonę wyratowała tamta kobitka! Jeszcze nie widziałem żeby ktoś wypadł z bramy, pod ostrzałem i wziął na konia uciekającą dziewkę, haha!
- Tak, mam nadzieję że chociaż odratują naszą bohaterkę, bo z tego co widziałem to nie była przytomna nawet!
- Ale Lwowi w łeb strzeliła jeszcze zanim zamknęła oczy, za to że ją dotknął, haha! Argh! Przeklęta strzała, dość gadki bo nas tu ustrzelą zaraz!
-
Catherine
Panowie,moment,gdzie oni są?!Proszę,powiedzcie,ja tu dla nich przyjechałam.... - rzekła podchodząc i patrząc na nich błagalnym wzrokiem
-
Catherine:
Łucznik wskazał palcem na spory, kamienny budynek - widzisz ten budynek pani? Tam szpital polowy u rządzili, odnieśli tam też tą kobitę!
-
Catherine
Spojrzała na niego z wielką wdzięcznością i zapominając o ranie zaczęła iść najszybciej jak mogła w stronę wskazanego budynku....
-
Catherine:
Gdy dobiegłaś do budynku, ujrzałaś duże pomieszczenie, w którym już znajduje się na podłodze sporo rannych, a wśród nich naga Margaret okryta kocem, który jest nieco odchylony a dość młoda, około 30-letnia kobieta o jasnych włosach, opatruje rany Veccavianki. Obok siedzi Tristan ze wzrokiem zawieszonym na ścianie.
-
Catherine
Margaret! - krzyknęła nie zwracając uwagi na Tristana ani na obcą kobietę,natychmiast podbiegła do niej,odrzuciła tarczę na ziemię i zaczęła ją gorączkowo oglądać z każdą chwilą czując coraz bardziej przejmującą rozpacz