-
Robert:
Charlotte skinęła głową, dosiadła zaraz swojego konia. Wyruszyliście z powrotem do cytadeli, docierając do niej po kilku chwilach. Po oddaniu wierzchowców do stajni, w której zastaliście już rozsiodłanego Amalryka, weszliście do wnętrza fortecy podążając przez długie korytarze. Wreszcie weszliście do komnaty Agnes, Charlotte od razu pociągnęła za klamkę a drzwi ustąpiły. Zastaliście panią de Montmirail wpatrującą się w ścianę, leżącą na swym łożu w ciemnoniebieskiej sukni, już boso. Ma też zarzuconą swą białą pelerynkę, która dodaje jej tylko uroku. Miecz kobiety jest oparty o ścianę.
Charles:
Znam ją dobrze ojcze... Dostanę rozgrzeszenie?
-
Robert
Cicho zamknął drzwi za sobą i stanął w milczeniu czekając aż Agnes do nich przemówi,cała sytuacja była nieco niezręczna bowiem nie miał pojęcia czego się może po niej spodziewać w jej obecnym stanie a i mówić nie bardzo miał co - Z jednej strony wzdycha i narzeka gdy jej swe ramię ofiaruje z drugiej zaś chce noc w jednym łożu spędzać....,i co ja mam o tym myśleć? Co my mamy o tym myśleć?
-
Robert:
Charlotte pokręciła głową i podbiegła do szwagierki, wskakując jej do łoża. Agnes natychmiast ją mocno objęła ale przy tym mówiąc - gdzie mi włazisz w butach, pościel zabrudzisz.
-
Robert
Przez chwilę miał ochotę odwrócić się i wyjść jednak dość szybko wybił to sobie z głowy i powiedział zmęczonym głosem,mając już serdecznie dość ich wahań nastrojów - Przynieść Wam coś? Zwłaszcza Tobie Agnes,w końcu od rana nic nie jadłaś....
-
Robert:
Nie jestem głodna - odparła Agnes. Ani ja - wtrąciła Charlotte.
-
Robert
Westchnął ciężko i powiedział wychodząc - Dobrze,dobrze,już idę.... - Najlepiej to by było nie wracać....,a i one może wolą same pobyć?
-
Charles de Tournemire
Dobrze... Bóg Ojciec Miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą, przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna izesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju, przez posługę Kościoła I jaodpuszczam Tobie grzechy, w imię Ojca, Syna i ducha Świętego. W ramach pokuty nakazuję ci odmówić 20 razy Ojcze Nasz, oraz 10 razy Zdrowaś Maryjo. Jeżeli pokuta ta nie wydaje ci się wystarczająca masz prawo do dołożenia sobie więcej, według własnych potrzeb... Pan odpuścił Tobie grzechy. Idź w pokoju i więcej nie grzesz... - ksiądz zapukał po tym od razu w konfesjonał. Chodź wydawało mu się, że szczerze ta dziewczyna mówi to i miał przeczucie, że jednak sobie stroi z niego żarty...
-
Robert:
Agnes coś mruknęła pod nosem po francusku i wstała nerwowo podchodząc do Ciebie. I co teraz!? Zostawisz nas? Jeden nas opuścił, a teraz ty!? Wykrzyczała wyglądając na zrozpaczoną, choć nie roniąc łez. Wybacz, nie chciałam - dodała po chwili już spokojniej, opierając się o ścianę.
Charles:
Ile!? Wykrzyczała Aurora, zaskoczona i jakby oburzona.
-
Charles de Tournemire
Że niby za dużo? Dla Boga, modlitwy nigdy czasu za wiele, zwłaszcza jeżeli masz go przepraszać za grzechy, panienko... Poza tym nie musisz tego odmówić na raz - odparł jej powstając z konfesjonału.
-
Robert
Spojrzał na nią szczerze zszokowany,nie wiedząc co powiedzieć,stał tak przez chwilę wyraźnie zmieszany po czym odparł głosem w którym można było wyczuć złość,niedowierzanie,smutek a przy tym współczucie i rozczarowanie.... - Ja......Was.......zostawić? Co Ty mówisz siostro?Ciebie i Charlotte? Dwie jedyne bliskie mi osoby na ziemi...... ,jak....,jak możesz?Staram się jak mogę żeby Wam otuchy dodać a Ty..... - oparł się o drzwi nie mogąc dokończyć zdania jednak widać po nim że mocno go dotknęły jej słowa