-
Robert:
Przyglądałam się jak rycerze i ich damy się radują ze zwycięstwa, jak pięknie grają na lutniach... Odparła Charlotte bawiąc się kosmykiem włosów Agnes, ta jednak już usnęła...
Charles:
- Aurora chyba się pochorowała, jak nas nie było, czyż nie Godwynie? Rzucił do Duńczyka Oswald.
- A nie wiem, nie znam jej prawie to co mnie pytasz... Odparł rycerz siląc się na jak najpoważniejszy ton.
Svenja wydaje się śledzić każdy ruch jednego i drugiego swymi bystrymi oczyma, chyba coś podejrzewając.
-
Charles de Tournemire
No ładnie... No nic. Kolejnego rozwodu czy czegoś podobnego nie chce przeprowadzać - W takim razie już więcej nie przeszkadzam. Z Bogiem - skinął głową całej trójce na pożegnanie, po czym idąc przez plac pomyślał, by przyjrzeć się tym wszystkim rycerzom i bohaterom, którzy polegli w walce za Boga... Zastanawiało go jak Boemund zginął, ale i co się stało z jego bratem zakonnym - Sir George'm, oraz Bertrandem, choć w przypadku tego ostatniego domyślał się, iż nie przeżył w walce z polakiem...
-
Robert
Wziął Agnes na ręce i ułożył ją w łożu do snu,przykrywając kołdrą i czule całując w policzek, gdy to zrobił podszedł do ukochanej ujął ją za ręce i powiedział z lekkim uśmiechem - A czy moja dama też mogła by mi coś zagrać? Jestem pewien że gra lepiej niźli wszystkie inne zebrane na dziedzińcu razem wzięte....
-
Charles:
Po odebraniu konia ze stajni, podążyłeś na dziedziniec pałacu, gdzie spoczywały ciała poległych rycerzy, czekające na jutrzejszy pochówek. Jest już dość ciemno, ale światło pochodni pozwala rozpoznać oblicza wojowników. Po chwili odnalazłeś Boemunda, mającego oblicze spokojne i dumne, dzierżącego w dłoniach swój potężny brzeszczot...
Robert:
Charlotte również ucałowała Agnes w policzek i zajrzała do kufra, stojącego obok łoża. Wyjęła z niego lutnię i odparła z uśmiechem - mogłaby. Usiadła na łożu i zdjęła buty, po czym zamyśliła się na chwilę. Szepnęła coś do siebie po francusku, pewno przypominając sobie słowa pieśni i melodię, następnie zaś zaczęła grać oraz śpiewać...
Le Roi Renaud de guerre revint,
Tenant ses tripes dans ses mains.
Sa mère était sur le créneau
Qui vit venir son fils Renaud:
- Renaud, Renaud, réjouis-toi !
Ta femme est accouchée d'un roi,
- Ni de ma femme, ni de mon fils
Mère, je ne saurais me réjouir.
Allez ma mère partez devant;
Faites-moi faire un beau lit blanc:
Guère de temps n'y resterai,
A la minuit trépasserai.
Mais faites-le moi faire ici bas,
Que l'accouchée n'entende pas.
Et quand ce vint sur la minuit
Le roi Renaud rendit l'esprit.
Il ne fut pas le matin jour
Que les valets pleuraient tous;
Il ne fut temps de déjeuner
Que les servantes ont pleuré.
- Mais, dites-moi, mère mamie
Que pleurent nos valets ici ?
- Ma fille, en baignant nos chevaux,
Ont laissé noyer le plus beau.
- Mais pourquoi mère mamie,
Pour un cheval pleurer ainsi ?
Quand Renaud reviendra,
Plus beau cheval ramènera.
Et dites-moi mère mamie,
Que pleurent nos servantes ici ?
- Ma fille, en lavant nos linceuls
Ont laissé aller le plus neuf.
- Mais pourquoi, mère mamie,
Pour un linceul pleurer ainsi ?
Quand Renaud reviendra,
Plus beau linceul on brodera.
Mais dites-moi mère mamie.
Que chantent les prêtres ici ?
- Ma fille, c'est la procession
Qui fait le tour de la maison.
Or quand ce fut pour relever,
A la messe elle voulut aller;
Et quand arriva le midi,
Elle voulut mettre ses habits:
- Mais dites-moi, mère mamie,
Quel habit prendrai-je aujourd'hui ?
- Prenez le vert, prenez le gris,
Prenez le noir pour mieux choisir.
- Mais dites-moi, mère mamie,
Qu'est-ce que ce noir-là signifie ?
- Femme qui relève d'enfant,
Le noir lui est bien plus séant.
Quand elle fut dans l'église entrée,
Un cierge on lui a présenté.
Aperçut en s'agenouillant,
La terre fraîche sous son banc.
- Mais dites-moi, mère mamie,
Pourquoi la terre est rafraîchie ?
- Ma fille ne puis plus vous le cacher
Renaud est mort et enterré.
- Renaud, Renaud, mon réconfort,
Te voilà donc au rang des morts;
Divin Renaud, mon réconfort,
Te voilà donc au rang des morts !
Puisque le roi Renaud est mort,
Voici les clefs de mon trésor;
Prenez mes bagues et mes joyaux,
Prenez bien soin du fils Renaud !
Terre ouvre-toi, terre fends-toi,
Que j'aille avec Renaud mon roi !
Terre souvrit, terre fendit,
Et si fut la belle engloutie.
Śpiew Charlotte i dźwięk jej instrumentu jest przepiękny, pozbawiony żadnego fałszu, wręcz idealny. Sama panienka wygląda uroczo śpiewając i grając na lutni, przy tym delikatnie się bujając na boki.
-
Robert
Usiadł koło niej na łożu także zdejmując buty,gdy zaczęła pieśń zapomniał o Bożym świecie całą uwagę na niej skupiając,gdy skończyła jedna łza poleciała mu po policzku jednak jego oblicze było szczęśliwe,chciał jej pogratulować jednak tak go ujęła za serce swym wykonaniem tej pieśni,że nie mógł wydusić z siebie choć by jednego słowa....
-
Robert:
Charlotte zawstydziła się trochę, gdy dostrzegła że wpatrujesz się na nią niczym w jakiś obraz, uśmiechnęła się delikatnie nie wiedząc gdzie zawiesić swój wzrok.
-
Robert
Jej zawstydzenie jeszcze bardziej uroczą i delikatną ją czyni....,nie sądziłem że po Julii jakakolwiek dama będzie potrafiła tak mnie za serce ująć....- pomyślał powoli odgarniając jej bujne i piękne włosy za ucho odwzajemniając uśmiech i delikatnie całując ją w usta mówiąc po tym - Doprawdy za wielkiego szczęśliwca się uważać mogę że tak cudowna kobieta jak Ty uczucie me odwzajemnia....
-
Charles de Tournemire
Przyglądał się obliczu tego rycerza i myślał sobie... Choć i z jednej strony nie cierpiał tego rycerza za to co zrobił to i z drugiej strony wiedział, iż nienawiść i utrata miłości namąciła mu w głowie, a jako, że Pan nakazuje wybaczać, to i on miał w obowiązku przynajmniej teraz odwiedzić go i "objaśnić" mu parę spraw... - Nawet po śmierci zdajesz się mieć w swym obliczu dumę... Choć masz być z czego dumny, bo i umarłeś za życie setek, jak i za Boga, a Najwyższy zapewne już należycie się Tobą zaopiekował... Ciężkim to człowiekiem byłeś dla mnie, Boemundzie de Moulins. Znienawidziłeś mnie i gardziłeś mną. Mimo wszystko jednak życie skazało Cię na okropne męki i z drugiej strony potrafię to jakoś zrozumieć... Gniewać się na Ciebie nie będę całe życie. Czy ty mi odpuścisz gniew i wybaczysz... To zależy tylko od Ciebie - po czym odwrócił się i odjechał w swoją stronę, dodał jeszcze po cichu - Żegnaj, rycerzu. Być może jeszcze się spotkamy.
-
Robert:
Onieśmielasz mnie, panie... Ach właśnie, miałam ci oddać łańcuszek z krzyżem, bym zapomniała... Rzekła Charlotte, zdejmując z szyi krzyż i wręczając Ci go.
-
Robert
Jeśli chcesz zachowaj go.... -powiedział kładąc swoją dłoń na jej - i proszę nie mów do mnie Panie....