-
Kersijana:
Zanim dotarłaś do szpitala, pieszo i tak zmęczona, minęło wiele czasu. W końcu dzięki innym ludziom, którzy Cię pokierowali, znalazłaś się w dużym budynku, gdzie leżą ranni. Dostrzegasz Margaret okrytą kocem, śpiącą lub może nieprzytomną, a obok niej Catherine w takim samym stanie. Nad rudowłosą klęczy Tristan, szlochając i trzymając ją za dłoń.
-
Kersijana
Padając ze zmęczenia podeszła do Tristana... Długo tak nieprzytomne są? zapytała rycerza i zaczęła oglądać dziewczyny.. Szukała jakiś cięższych ran czy czegoś podobnego... Ogólnie robiła rekonesans... Gdzie Królowa i dziewczynki... Adela? Beatrice? Kersi nie przestawała badać Margaret i Cathy ale uważnie spojrzała na Tristana.
-
Kersijana:
Rycerz otarł dłonią swe łzy i otrząsnął się mówiąc - nie wiem ile, poczucie czasu całkowicie zatraciłem. Ona, moja Cathy... Czemu ona to zrobiła... Lothiriel, Beatrice i Adela są w siedzibie zakonu Stanowczego Wezwania, poza małą wszystkie ciężko ranne.
Margaret ma wiele opatrzonych ran, Catherine już mniej.
-
Kersijana
Co zrobiła? Wlała obu dziewczyną do ust po łyku z bukłaka prosząc Tristana by jej pomógł coby się nie udławiły. Rany były opatrzone więc w tej chwili Kersi i tak nie mogła wiele więcej zrobić... Nie była jeszcze wystarczająco silna by użyć magi.. Tristanie, To że one nieprzytomne teraz to dla ich dobra... Nie czują bólu z ran, ale nie wydaje mi się by tego nie przeżyły. Gdy nabiorę sił to postaram się je magią podleczyć... Może Królowa, by mogła pożyczyć mi pierścień, wtedy szybciej będę mogła pomóc dziewczyną... Gdzie ten zakon?
-
Kersijana:
Pierścień nosi Cathy na palcu, spójrz - Tristan nie puszczając dłoni wybranki swego serca, pokazał Ci pierścień Lothiriel na jej palcu. Użyła go, by przekazać Lothiriel, że jest bezpieczna i by się nie zamartwiała... Przez to zemdlała. Siedziba zakonu to duży zamek, pytaj o drogę przechodniów a ci wskażą.
-
Kersijana
Zakłopotana nie bardzo wiedziała co ma zrobić. Stosunku z Cathy i tak nie były najlepsze, więc chyba nie byłoby dobrym pomysłem zabierać jej pierścienia. Jeszcze gotowa by pomyśleć, że jej ukraść chciałam. Gdyby to był ktoś normalny wzięłabym go bez wahania by pomoc nieść, ale ona i tak mnie nie lubi i chyba szuka tylko pretekstu by móc mnie besztać... Pomyślała Elfka.... Tu są w dobrych rękach... Tristanie, bądź dobrej myśli... Kersijana wstała i wyszła ze szpitala... Zapytała jakiegoś przechodnia by wytłumaczył jej jak dojść do zakonu i czy to daleko...
-
Kersijana:
W czasie drogi natknęłaś się na grupę konnych rycerzy Stanowczego Wezwania. Jeden (Ealdred), jadący na czele dał znak ręką i wszyscy się zatrzymali, w tym jadąca obok niego piękna dziewczyna (Rita). Co tu się kurwa dzieje, kolejna Noldorka!? Krzyknął zdziwiony.
-
Kersijana
Stanęła zdziwiona, ale gdy usłyszała słowo "nordolka" Spojrzała pełna nadziei. Nie mógł w tej chwili widzieć nikogo innego jak Królowa... więc na pewno ma informacje Gdzie jest jej Pani. On był bardzo oklęty już w pierwszym zdaniu, więc zapytała niby jego, ale bardziej zwracała się do dziewczyny. Wiecie gdzie Ona? proszę pomóżcie mi... Muszę ją zobaczyć... Jest z nią mała dziewczynka? Jej głos był pełen trwogi i zakłopotania... Ja jestem Kersijana, Jej służka.....
-
Kersijana:
Landar, weź ją na grzbiet swojego konia i zawieź do dziewczyn - padł rozkaz, a jeden z rycerzy podał Ci dłoń, zachęcając do wejścia na jego konia. Dziewczyna tymczasem rzekła - mała? Jak Adelę masz na myśli, to jest. A ty nie widziałaś może rudowłosej wojowniczki? Catherine ma na imię...
-
Kersinana
Tak Pani... Cathy i Margaret są nieprzytomne, ale w dobrych rękach... Jest też z nimi Tritan.... Elfka wskazała kierunek... Urządzili taki prowizoryczny szpital, właśnie stamtąd idę.....Powiedziała Dziewczynie.... Gdy rycerz podał jej dłoń wyciągnęła swoją w jego stronę... Czekała aż podciągnie ją by w odpowiednim momencie ........ wskoczyć na Jego konia..........