Rhen
Chyba sam muszę sobie coś do jedzenia znaleźć. -szuka w kuchni czegoś zdatnego do zjedzenia na szybko.
Wersja do druku
Rhen
Chyba sam muszę sobie coś do jedzenia znaleźć. -szuka w kuchni czegoś zdatnego do zjedzenia na szybko.
Falmir:
Wstaje, po czym ubiera się i idzie w stronę strażników, by się przywitać.
Edward
Rum! Ryknął, zrywając się w jednej chwili na nogi. Zaraz też wyjął swoją butelkę i wychylił porządnego łyka. Aaaaach... No, teraz można normalnie egzystować na tym ciężkim do egzystowania padole, jako porządny pirat. Ale CHWILA! Porządny pirat musi mieć okręt! Musi mieć załogę! Jak można egzystować jako porządny pirat bez okrętu i załogi! O wiem... Wychylił kolejnego łyka. Właśnie tak.
Po chwili poszedł do trupa w chacie. No, kolego, trzeba cię rozebrać. Bo ci ubranie niepotrzebne, a mi owszem. Do miasta iśc muszę, wiesz? Ale pewno masz to w dupie, nie żyjesz, aahahaha! Zaczął ściągać ubranie z trupa, po tym zaś pójdzie nad morze je wyprać starannie.
Dan:
Dzień dobry - odpowiedzieli ci wszyscy. Kate jak widzisz chyba szykuje dla was dużą jajecznicę. Gdy zasiadłeś do stołu Randolph wtrącił - Uciekasz zaraz do miasta? Czy zostajesz jeszcze z nami?
Vito:
Ja też bym chciała... - wyszeptała Ci na ucho i wtuliła się w Ciebie. Trwało to tak dłuższą chwile, aż usłyszeliście, że wasi rodzice powoli się budzą. Anabelle gwałtownie wyrwała się z Twojego objęcia - I się obudzili... Dobra, szykuj się do pracy. Ja wam przygotuje jakieś śniadanie - wyszeptała znowu i udała się do kuchni w tym celu.
Rhen:
Nie widzisz tu nic konkretnego. Parę jabłek, chleb i parę wędzonych kiełbas.
Edward:
Rano mogłeś dokładnie zobaczyć kim była ta osoba. Nosi na sobie strój zwykłego obywatela. Zapewne pochodził z Khorinis. Ciało jego miało wiele ran ciętych jak i kłutych, przez co i ubranie było uwalone we krwi. Zaczęło również śmierdzieć zapachem gnijącego już powoli ciała. Na szczęście zapach zszedł po umyciu, lecz z krwią nie było tak łatwo i wszystkiego jeszcze nie zmyłeś. Pewno jeszcze musisz trochę nad tym czasu poświęcić... Dodatkowo zrobiłeś sporą dziurę w stroju od uderzenia toporem.
Falmir:
Po przywitaniu się ze wszystkimi tutejszy kucharz wraz ze swymi pomocnikami przyniósł wam wszystkim kilka półmisków mięsa i parę bochenków chleba wraz z talerzami - Jak wam zabraknie to wołać! - krzyknął do was kucharz i wyszedł gdzieś. Mięso wygląda na smakowite i dobrze wysmażone, a i brzuch zaczął dopominać się o zjedzenie czegoś. Wszyscy zaczęli nakładać sobie jedzenie i zasiadać przy stołach i ławach. Koszary ponownie wypełniły się rozmowami i śmiechami twoich kompanów. Paru z nich poznajesz z Twojego wczorajszego patrolu, choć samego Nicolaia już nie. Zapewne został przydzielony do innej kwatery w mieście.
Dan
Zostanę do południa najmniej,potem udam się do Vatrasa poinformować o dostarczeniu listu - odparł rozmówcy jednak jego wzrok utkwiony był w jajecznicy na widok której mimowolnie się oblizał....
Vito
Ubrał się w swój pancerz straży i udał się do kuchni na śniadanie.
Rhen
hmm - Musi mi to wystarczyć. Nie chcę zbytnio hałasować. Zjada nieco chleba, jedną kiełbasę, popija wodą, zabiera ze sobą dwa jabłka i rusza na patrol w stronę południowej bramy.
Edward
Złaź, złaś dziwko w rzyć chędożona złaź! Zaczął krzyczeć zły i zniecierpliwiony na plamy krwi znajdujące się na ubraniu. W końcu wyjął kordelas i pochlastał koszulę, której nie mógł doprać a miała dziurę. Masz, i co? Buahahaha! Schował znów kordelas, złapał łyka rumu i postanowił doprać spodnie.
Edward:
Z dziury i jeszcze w miarę zdatnego do noszenia ubrania wyszła zwykła szmata. Spodnie udało ci się doprać bez większych problemów i nie było już widać na nich śladu krwi.
Dan:
Aha, no dobra. Przydasz mi się przy okazji do czegoś. Po śniadaniu o tym pogadamy - powiedział do Ciebie Randolph. Kate powoli zaczęła nakładać wam na talerze śniadanie. Gdy skończyła podała wam talerze do stołów oraz sztućce. Jajecznicy było całkiem sporo z kawałkami jakiegoś mięsa. Pachnie znakomicie, a smakuje pewnie jeszcze lepiej. Kate uśmiechnęła się do Ciebie widząc Ciebie przy stole.
Vito:
Twoi rodzicie obudzili się i zaczęli się ubierać. Twoja siostra w tym czasie przygotowała wam pokrojoną już baranią kiełbasę jak i chleb i postawiła wam na stole - Zjedz szybko i ruszaj do pracy - powiedziała z lekkim uśmiechem.
Rhen:
Wystarczyło Ci to. Rozpoczynasz swoją służbę od patrolowania placu świątynnego, a potem rynku, a na końcu najgorsza z możliwych robót - stanie na straży przy wschodniej bramie miasta... I to nie godzinę, lecz aż cztery.
Dan
Uścisnął matkę za rękę odwzajemniając uśmiech,zawód najemnika znacznie ułatwiała mu wiedza że bez względu na wszystko zawsze miał miejsce gdzie czekał na niego ciepły posiłek i wygodne łóżko....,powoli zaczął zabierać się do jedzenia Randolphowi odpowiadając jedynie krótko - Jasna sprawa,chętnie pomogę