-
Malcolm
Zeskoczył szybko ze swojego wierzchowca i będąc już na ziemi podał rękę damie, by mogła uczynić to samo. Jesteśmy zmuszeni przenocować tutaj, może to drzewo chociaż trochę osłoni nas od deszczu, najlepiej by było gdyby całkiem przestało padać...
-
Malcolm, Malacath:
Rita zsiadła powoli z konia bacząc na ranę. Gdy znalazła się na ziemi, nie puściła dłoni rycerza tylko wysłuchała z uwagą jego słów, po czym rzekła - niewielką ochronę da nam to drzewo... Och chyba będę moknąć całą noc...
-
Malcolm
Użyczę Ci kropierza mojej Sheili, pani. Okryjesz się nim w nocy i nie zmokniesz aż tak bardzo.
-
Malcolm, Malacath:
A ty, panie? Nie mam sumienia skazać cię na moknięcie, bo użyczyłeś mi najpierw płaszcza a potem kropierza... Odrzekła Rita z niewinną miną.
-
Malcolm
Ja się przemęczę tę jedną noc pani, nie przejmuj się mną, wytrzymam. Odparł przekonująco.
-
Malacath:
Jeździec zatrzymał się pod drzewem i zaczął rozkulbaczać swojego konia, po czym przywiązał go do drzewa. Zdjął również z niego kropierz. Na szczęście nie musi się nim dzielić z tym rycerzem...
-
Malcolm, Malacath:
Nie, panie, albo okryjesz mnie i siebie, albo ja też będę spała na deszczu - odparła Rita stanowczo spoglądając wprost w oczy rycerza.
-
Malcolm
Wahał się jeszcze chwilę, lecz w końcu rzekł, również patrząc się jej w oczy. No dobrze, skoro tak stawiasz sprawę, pani, to nie mam wyjścia. Jakoś się podzielimy. Zaczął rozsiodływać swoją klacz i przygotowywać posłanie dla siebie i Rity.
-
Malcolm, Malacath:
Rycerz przygotował prowizoryczne posłanie pod drzewem. Deszcz jest uciążliwy, choć gdyby nie to, że trzeba zrobić postój to dla wielu byłby przyjemny. Rita zdjęła buty, pelerynę, którą się otuliła i weszła pod kropierz. Jeśli chcecie się pod nim zmieścić, to musicie być bardzo blisko siebie...
-
Malcolm
Rozdział się ze zbroi, ściągnął buty i położył się pod kropierzem, blisko damy, by znaleźć się pod nim całym ciałem. Dobrej nocy. Rzekł jej jeszcze i przymknął oczy, starając się zasnąć.