-
Jeźdźcy dojechali do was, widocznie nie mając wrogich zamiarów. Zbliżyli się na odległośc, na której dzięki pochodniom możecie ich rozpoznać. To żona barona z Wigan, Elisabeth Wayren na siwej klaczy, a za nią ośmiu dobrze uzbrojonych rycerzy na koniach. Kobieta zatrzymała się i dysząc ze zmęczenia, rzekła po łacinie - Bogu niech bedą dzięki, że natrafiliśmy na was! Blanchegarde oblężone, pan Galahad kazał mi pędem gnać do Hebron, ostrzec tamtejszego hrabiego, a potem do samej Jerozolimy, by żywot swój ratować. Kilkudziesięciotysięczna armia stoi pod zamkiem! Blanchegarde nie wytrzyma długo, trzeba ruszać ku świętemu miastu by pomoc sprowadzić! W tym czasie baron podbiegł do swej żony zdenerwowany, witając ją czułym pocałunkiem.
-
Charles de Tournemire
Któż to atakuje? Arabowie? Czyli wszystko się zaczyna... Niewierne psy Ziemię Świętą chcą nam odebrać nas wymodrować i wyplemić naszą świętą wiarę.
-
Spytko:
Siodłając Ognistą skrzywił się I ciepło w namiocie diabli wzięli, nie mogła nad ranem przyjechać?
-
Katarina(polski)
Uwijając się szybko jak tylko mogła.... Nie dane nam było pieszczot doznać tej nocy boś na wartę się rwał..... Trza było siedzieć cicho coby kto inny warował... no trudno co się odwlecze to nie uciecze....
-
Spytko po polsku:
Pierwszą wartę żem wziął, co by przez resztę nocy nikt nam nie przeszkadzał. Może baronowa odpocząć będzie musiała po takiej gonitwie...
-
Katarina(polski)
Mimo, że kłopoty się szykują i to niemałe to nie opuszczał jej dobry nastrój...
W tej panice to pewnie i tak by nic dobrego z tego nie było.... Podeszła do rycerza... Zważ Panie, że pierworodnego trza z rozwagą i spokojem począć, co by na prawego człowieka wyrósł.... zażartowała i pocałowała Bożogrobca w policzek... Nie zwracała uwagi na to, że ktoś ich może zobaczyć....
-
Spytko po polsku:
Obaczym jakie rozkazy Balian wyda, może nie zważać na zmęczenie Pani Wigan. Zamruczał po pocałunku jak jakowyś żbik.
-
Balian zakrzyknął - wracać do spoczynku, wyruszamy nad ranem, zmęczeni myśmy i nasze konie po boju i marszu forsownym! Baron zdjął swą żonę z siodła i zaniósł ją do swego namiotu. Zbrojni, którzy z nią przybyli zaczęli rozsiodływać swe rumaki i gotować sobie posłania na noc.
Tymczasem konstabl odchylił nieco płachtę w namiocie Katariny, pytając zakochanych - przeszkadzam, czy chwilę zabrać mogę?
-
Surija
Wróciła na spoczynek
-
Katarina
Techniczny
Z uwagi na post MG uznaję że Katarina i Spytko w namiocie już są, a i za zgodą MG troche włąsnej interpretacji xD
Katarina
Obcałowywała Swojego ukochanego. Jego palce Lubieżnie i pośpiesznie głaskały ją po piersiach, które rozkosznie wypatrywały spod bluzki.....
Gdy nagle płachta zakrywająca wejście namiotu się rozchyliła i ujrzała w nim konstabla szybko starała się zakryć swój wyeksponowany biust.....
E....y ...Panie... przepr...wejdź proszę....
-
Charles de Tournemire
Kapłan wrócił do namiotu i zaczął gotować sobie posłanie na noc, coby być wypoczętym na jutrzejszą wyprawę, a następnie położył się spać.
-
Spytko po łacinie:
Zasłonił szybko swym ciałem wdzięki Lubej. Słuchamy Panie.
-
Spytko, Katarina:
Wybaczcie, żem wam tak rozkoszną chwilę przerwał, ale myślę iż niewielka to strata, gdyż noc jeszcze długa. Broniłaś mnie Katarino, gdy przed obliczem Baliana staliśmy... Na me kłamstwo nie zezwoliłaś, własnej skóry ratować nie chciałaś. Przyjmij więc to w podzięce - konstabl wyjął z sakiewki złoty łańcuszek z amuletem, w którym znajduje się jakiś kamień szlachetny o czerwonej barwie. Niechaj zdobi twe ciało, ku uciesze wybranka. A poza tym... We Francji nikt nie wie o twoich powiązaniach z zakonem kawalerów Grobu Bożego panie - zwracając się do Spytka - a ja szukam godnych rycerzy nie mających ziem, którzy mogliby zamieszkać w Moulins i żyć tam dostatnio, a w zamian stawać do walki w obronie zamku, jeśli potrzeba by zaszła.
-
Spytko po łacinie:
Chciałem znaku i żem go dostał, choć inny niżem się spodziewał, zaszczyt to będzie dla mnie skłonił głowę przed konstablem.
-
Katarina
Korzystając z ciasnoty namiotu i tego że Spytko choć częściowo ja zasłonił, ale po spojrzeniu konstabla domyślała się ze nie wszystko umknęło jego wzrokowi, zawiązała swój dekolt.
Zaszczytem mój Panie jest dla mnie przyjąć ten podarunek. A ważniejszą rzeczą, że nam błogosławisz. Nie zapomnę Ci tego i jeśli pozwolisz to przeprosić Cię chciałam. Miałam o Tobie złe myśli, ale teraz widzę że wiele jeszcze o ludziach muszę się nauczyć. Jeśli czynem jakim mogę Ci służyć to wdzięczności dozgodnej nie omieszkam okazać.... Wiedz, że przyjaźnią Cię darzyć już będę nie za bogactwa czy ziemie, a za dobroć Twą.....
Gdy uporała się ze swym dekoltem, przesunęła się w kierunku Boemunda. Następnie obracając się tyłem do niego chwyciła swe grube, gęste włosy w dłoń i uniosła je w górę odkrywając swą szyję.....
-
Spytko, Katarina:
Boemund podszedł do szlachcianki powoli, bardzo delikatnie założył jej na szyję łańcuszek z amuletem, który następnie spiął. Katarinę przeszedł z początku lekki dreszcz strachu, bowiem taka złowroga aura bije od tego rycerza, jednak jego delikatność oraz zręczność sprawiła, że chwila ta była całkiem przyjemna koniec końców. Gdy skończył, zrobił krok do tyłu rzecząc z lekkim uśmiechem - powinszować urody wybranki, kawalerze. A więc... Powiedzcie tylko czy pytania jakieś macie co do wyprawy do Francji, jak nie... To dłużej nie przeszkadzam.
-
Katarina
Odwróciła się do konstabla..... Jego oczy..... strach i niepewność... podziw i szacunek.... nawet pożądanie... wszystko to z nich biło... Ale w ich głębi dostrzegła jeszcze jakieś niespełnione marzenia. Coś co nie dane mu było zaznać a czego pragnął z całego serca.
Ja pójdę za głosem serca Panie, choćby to i na sam koniec świata mnie miało zaprowadzić. A Serce każe mi...... Chwyciła Bożogrobca za dłoń i przyłożyła jego wewnętrzną stronę do swoich ust... iść tam gdzie ten rycerz....
-
Spytko po łacinie
Rzeknij Panie kiedy przyjdzie czas ruszać. Będziemy gotowi gdy tylko dasz o tym słowo.
-
Spytko, Katarina:
Konstabl się zaśmiał delikatnie - mnie już na tym świecie nie będzie, gdy wam wyruszać do Francji przyjdzie, będę tedy u diabłów odpokutowywał za grzechy. Po tych słowach opuścił namiot...
Charles:
Leżąc już w swym posłaniu, próbując zasnąć, nagle dostrzegłeś że do Twego namiotu jak gdyby nigdy nic, wszedł Boemund, konstabl lazarytów, spoglądając na Ciebie...
-
Spytko po polsku
Objął Katarinę Wszystkiego żem się spodziewał oprócz tego co się wydarzyło wyszeptał.
-
Charles de Tournemire
Podniósł się i spojrzał na niego nieco zmęczonym wzrokiem, wypowiadając krótkie pytanie - Tak? W myślach jednocześnie zastanawiało go czego on znowu chce od niego z uwagi na to, iż poprzednimi razami zignorował go kompletnie lub traktował bez szacunku.
-
Charles:
Wiesz klecho, że przez ciebie omal nie rozkazałem dziś szarżować na rycerzy de Ibelina? Spytał Boemund, dłoń opierając o rękojeść miecza.
-
Katarina(polski)
Prędzej bury bym się po nim spodziewała niżli takiej godności dostąpić.... Wzięła wisiorek w dłoń i spojrzała na niego.... Przepiękna rzecz,,,,, Podoba Ci się? uśmiechnęła się do Spytka, ale nie czekała na odpowiedź...... A może tak? I zaczęła znowu rozwiązywać sznureczki przy bluzce. Zreszta doś niezdarnie wcześniej przywiązane.... Bluzka zsunęła jej się z ramion do samego pasa..... O teraz mi odpowiedz......Spojrzała na rycerza namiętnie....
-
Spytko po polsku
Tak o wiele bardziej wychrypiał podziwiając wdzięki Lubej. Niedługo się zdołał powstrzymać przed obsypaniem ich pieszczotami.
-
Charles de Tournemire
Poczuł się nieswojo widząc, go wkraczającego do jego namiotu z mieczem i mówiąc mu o tym, lecz ze spokojnym głosem odparł mu - Wiem, ale i ja nie miałem pojęcia jak i inni, że to on, więc i zawiadomiłem was o tym, że jakieś obce wojska się pojawiły, i że to może być Reynald. Więc co teraz postanowisz, konstablu? - wstał i spoglądał na niego, gdzie przez myśli przechodziły mu mnóstwo myśli, co teraz mógłby zrobić mu... Włącznie z zamordowaniem go.
-
Katarina
Chwyciła jego głowę w swoje dłonie i starała się nimi kierować w taki sposób aby całował ja dokładnie tam gdzie tego pragnęła. Ku dołowi... ;D
-
Charles:
Mam ochotę cię ubić za to, ale szczególne okoliczności wymuszają szczególne czyny... Pragnę teraz zamknąć wszystkie swoje ziemskie sprawy i zapewnić godziwy byt mej żonie... Zamierzam więc złożyć ci propozycję wyruszenia z nią do Francji, do Moulins. Biegły jesteś w medycynie, a to nieczęste wśród ludzi, przydasz się więc... Gdyby nie to, że widzę iż odwagi nie masz by być w Outremer gdy wojna się rozpoczęła i wiem, iż z chęcią przystaniesz na propozycję i będziesz w zamian z wdzięczności wiernie usługiwał, to nie prosiłbym cię o to...
-
Spytko
Pozwolił Lubej kierować swymi poczynaniami mrucząc przy pocałunkach jak kot na widok spodka śmietany.
-
Charles de Tournemire
Tak jak myślałem, że mnie ubić chciałeś... Ale to co mi zaproponowałeś wielce mnie zaskoczyło. Do ojczyzny z Twą żoną, z dala od wojny tutaj... - Do Francji w zamian za usługiwanie Twej żonie? Hm... Dobrze. Przystanę na te warunki i propozycję - odparł mu ze spokojem, chociaż w duchu nawet zaskoczyła go ta propozycja...
-
Katarina
Gdy poczuła delikatne muskania ust Spytka na skórze brzucha Wydała z siebie jęk rozkoszy. A to dopiero był jej brzuch, Co jeszcze noc przyniesie gdy oboje utoną w zapomnieniu?
-
Spytko
Usłyszawszy jęk Miłej zapomniał się całkowicie w ofiarowaniu Jej rozkoszy. Dopiero po Jej spełnieniu zatroszczy się o swoją.
-
Katarina
Nigdy nie było jej tak dobrze jak teraz gdy namiętne pocałunki wędrowały po jej ciele. Każdy oddech, każde muśnięcie warg i języka przytrafiało ją o dreszcze. Starała się przeciągać te chwile w nieskończoność. Sama tez nie była bierna i pieściła rycerza jak tylko umiała najlepiej... Ofiarowała mu całą siebie.
-
Spytko
Dopiero wtedy gdy spazmy rozkoszy targnęły ciałem ukochanej, posiadł Ją. Zrazu powoli, delikatnie, później zaś coraz szybciej i mocniej ulegając całkowicie pożądaniu.
-
Charles:
Nie łudź się, że miałeś wybór klecho - skwitował konstabl po francusku, wychodząc po tym z Twego namiotu, jak zwykle krokiem dumnym.
Surija:
"Ziemia i Niebo, niezmierzone są przestrzenie, cały świat, są Jego królestwem. Zarówno mu są wiadome czyny, które na jaw wydajesz, jak i te, które ukrywasz w tajemnicy, wie to co mówisz głośno i to co cicho..." Czemu więc siostra w wierze, śmierci mej pragnie skoro powodu jej ku temu nie dałem? Mimo iż Allah wie o wszystkim? Usłyszałaś nagle te słowa wypowiedziane po arabsku, najpewniej z ust Kasima, dochodzą spoza namiotu.
-
Surija
Giń, przepadnij siło nieczysta i nie dręcz już biednej niewiasty
-
Charles de Tournemire
Ależ miałem wybór... Przeżyć tu lub zginąć na tej ziemi bądź paść przez Twój miecz, ale skoro proponujesz mi coś takiego... Oby tylko Twa żona nie miała twego charakteru - skomentował w myślach, po czym położył się ponownie próbując zasnąć.
-
Surija:
Gdzież mi w głowie zadręczanie biednej niewiasty - rzekł Kasim, z zamkniętymi oczyma rozchylając płachtę namiotu dodając - nie mam złych zamiarów, jeno pomówić chcę, rzeknij czy naga jesteś, bo nie wiem czy oczy otworzyć mogę.
-
Surija
Widząc poczynania Kasima co sił w płucach wydarła się Rapt chce czynić, ratunkuuuu!!!
-
Katarina
Obudził ją hałas dobiegający z zewnątrz.... Spytko..... szturchnęła rycerza.... Ejże.. wstawaj. coś w obozie się dzieje....
-
Surija:
Zaskoczony i rozgniewany farys wybiegł natychmiast, po chwili usłyszałaś stukot kopyt cwałującego konia. Zaraz też Boemund wpadł do namiotu z mieczem dzierżonym w dłoni, odrzucił go jednak gdy Cię ujrzał i wnet padając na kolana chwycił za obydwie Twe ręce, lekko drżącym głosem pytając - co się dzieje miła, czemuś krzyczała, co się stało!?
Reszta:
Usłyszeliście kobiecy wrzask, nie rozpoznaliście jednak słów. Zdaje się, że zbudził również resztę rycerzy, którzy zdenerwowani zakładają swe pasy.