Robert
Nic już nie powiedział tylko zamyślił się wielce uprzednio przed nią w rewanżu za ukłon głowę pochylając i również uśmiechem ją obdarzając.
Wersja do druku
Robert
Nic już nie powiedział tylko zamyślił się wielce uprzednio przed nią w rewanżu za ukłon głowę pochylając i również uśmiechem ją obdarzając.
Bertrand
Prawie w ogóle uwagi na pieśń Charlotte nie zwracając, głowę nieznacznie ku niebu uniósł i zamyślił się. Panie Boże, wiem że Tobie się już z tego wszystkiego spowiadałem, lecz proszę Cię, wybacz mi raz jeszcze za mój żywot rozpustny dotychczasowy i pozwól, aby ta, którą prawdziwie i jedynie pokochałem pokochała także i mnie. Prośba ma wymagająca, lecz to jedyne czego szczerze pragnę. Amen. Wyciągnął swój krzyżyk spod koszuli i ucałował go lekko, po czym schował z powrotem.
O czym tak rozmyślasz, panie? Spytała Roberta Charlotte. Agnes tymczasem przestała się chichrać i ze zdumieniem spojrzała na Bertranda, prosto w jego oczy, jakoby coś ujrzała... Coś cudownego... Coś niewyjaśnionego...
Adriano
Pięknie śpiewasz pani.
Bertrand
Coś Cię zadumiło, pani? Zawsze krzyż ze sobą noszę, wierzę że dzięki niemu rodzice i Pan Bóg mnie słyszą...
Robert
Nad słowami tej pieśni Pani,myślę że duże przesłanie ona niesie i właśnie nad nim teraz myślałem - odparł jej z powagą wpatrując się w jej oczy
Agnes wpatrywała się jeszcze chwilę w oczy swego rodaka, odrzekła po tym wyjmując swój amulet zza dekoltu, czym przyciągnęła jego wzrok. Tak... Też noszę przy sobie rodową pamiątkę... Rzekła cicho po francusku trzymając amulet w dłoni i spoglądając na niego. Bertrand dalej jednak jak zaczarowany wpatruje się w niestety przysłonięte suknią piersi Francuzki, aż otworzył usta wyobrażając je sobie bez tej zasłony...
Charlotte zaś powiedziała do Normana - istotnie przesłanie niesie, to piękne zawołanie do udziału w odbiciu Ziemi Świętej... Hm... I to też dzielni rycerze uczynili, szkoda że teraz przyjdzie nam to stracić... Westchnęła, wyraźnie smutniejąc.
Robert
Głowa do góry Pani,mimo że nieprzyjaciel liczniejszy to rycerstwo wielce bitne i w szarży niepowstrzymane,dopóki są rycerze w Królestwie należy mieć nadzieję i wiarę w zwycięstwo - powiedział uśmiechając się do niej ciepło
Bertrand
Trzymaj ręce przy sobie Bertrandzie... Piękny amulet pani. A mój krzyżyk to nie pamiątka rodowa a bardziej moja osobista. wzrok od pokusy odwrócić próbuje.
Bertrand mimo swych usilnych prób wymawiał swe słowa dalej do piersi Agnes, a nie jej twarzy... Kobieta zaraz schowała swój amulet z powrotem, odchylając nieco dekolt, pozwalając rodakowi ujrzeć nieco więcej niż poprzednio... Wnet zorientowała się, że rycerz wpatruje się z otwartymi ustami w jej piersi, ale nic nie rzekła tylko zaczęła chichrać.
Charlotte odwzajemniła uśmiech ale nic nie odpowiedziała, położyła się na szyi swego konia by nieco odpocząć.
Robert
Widząc że Charlotte nie ma ochoty kontynuować rozmowy ponownie wrócił do swych myśli nie zwracając uwagi na śmiech przyjaciółki
Bertrand
Takie piękne... usłyszawszy śmiech kobiety oprzytomniał, zęby zacisnął i znów wzrok próbował odwrócić...
Bertrandowi tym razem udało się odwrócić wzrok od swej pięknej towarzyszki, ta jednak nie przestała się chichrać, śmiała się jeszcze jakiś czas przez dalszą podróż...
Jest już popołudnie, gdy posuwając się wzdłuż rzeki Jordan, Godwyn nagle stwierdził - konie trzeba nam napoić, a i my chwilę odpocząć musimy.
Robert
Mądrze prawisz mości Godwynie - powiedział drapiąc Boemunda za uchem i podjeżdżając w stronę wodopoju
Adriano
Podążył za Robertem.
Bertrand
Zlustrował okolicę wzrokiem. Jak ta rzeka się zowie? spytał pozostałych.
Kobiety wraz z Godwynem rozkulbaczyły swoje konie oraz poprowadziły je do rzeki, by te mogły się napić. Na pewno słyszałeś o rzece Jordan Bertrandzie - odpowiedziała Agnes, za chwilę znów chichrając. Charlotte w tym czasie dodała - chciałabym wziąć kąpiel, więc pozwolicie panowie, że się oddalę nieco. Kochana, idziesz ze mną? Pani de Montmirail skinęła jej głową.
Robert
Oczywiście drogie Panie - odparł skinąwszy im głową, po czym sam podszedł do wody by twarz i ręce obmyć, gdy skończył rozpiął popręg swemu wierzchowcowi i gdy uznał że zaspokoił pragnienie poprowadził go do trawy
Adriano
Obmył twarz i dłonie po czym rozpiął koniu popręg, dał mu czas na napojenie się i zaprowadził go do trawy.
Bertrand
Powiedział do siebie Ach Jordan... To tu Jan chrztów udzielał... zszedł z Guillaume'a i podprowadził go do wodopoju za wodze. Koń nachylił się i zaczął żłopać, a rycerz sam uklęknął nad wodą i bukłak jeden zapełnił. Następnie rozsiodłał swego przyjaciela, gdy ten już się nawodnił i usiadł na ziemi, Guillaume także obok niego się położył i pyskiem zaczął go szturchać. Bertrand uśmiechnął się widząc jego poczynania i wtulił się w jego szyję.
Kobiety odeszły od was dość daleko, straciliście je ze swego wzroku, bowiem poszły tam, gdzie zasłaniają je drzewa i krzaki rosnące u brzegu wód Jordanu. Jednak minęło już sporo czasu, a one dalej nie wracają, co jest niepokojące bo Agnes wygląda na odpowiedzialną kobietę...
Robert po Włosku
Ruszaj Boemundzie,sprawdź co u Pań słychać - powiedział do swojego konia po czym sam zaczął powoli iść w stronę gdzie zniknęły kobiety zatrzymując się jednak tuż przed linią drzew tak aby przypadkiem ich nie dostrzec.
Bertrandzie idź z nim, ja popilnuję koni. Jak kłopoty mają, to we dwóch więcej zdziałacie - rzekł Godwyn.
Bertrand
Zostań z Godwynem rzekł do swego wierzchowca, po czym wstał i ruszył w stronę Roberta.
Koń Roberta - Boemund galopem wpadł między drzewa, straciliście go z oczu, przysłaniają bowiem widok pnie drzew oraz krzaki. Nie słyszycie też jego głosu. W międzyczasie dotarliście na skraj zagajnika, zatrzymując się przed nim. Co postanawiacie?
Bertrand
Ekhm, chyba trza sprawdzić co tam się dzieje... powiedział do Roberta.
Robert
No trzeba,trzeba......,ruszaj przodem Bertrandzie,będę tuż za Tobą
Bertrand
Ja? Eee... no skoro tak sobie życzysz. odrzekł mu, po czym w stronę drzew zaczął się powoli kierować.
Robert
Powoli idzie za Bertrandem, wcześniej krzycząc donośnie - Drogie Panie wszystko w porządku? - jeśli nie doczeka się żadnej odpowiedzi dodaje ponownie ostrzegawczo jak gdyby umywając ręce przed ewentualnym dostrzeżeniem ich nago - Idziemy!
Robertowi nie odpowiedziało nic poza pluskami wody, jakoby ktoś biegł po niej nerwowo, ale pluśnięcia są chyba zbyt głośne, by to stopy pięknych pań takowe powodowały. Rycerze ruszyli więc i po chwili wyszli z niewielkiego zagajnika. Wtedy ich oczom ukazał się oszałamiający widok... Obydwie kobiety pędzą ku wam po zalanym płytką wodą brzegu Jordanu dosiadając rumaka Roberta. Są całe nagie, swe suknie zostawiły nieopodal was pod drzewem. Bertrand wpatruje się na Agnes z otwartymi ustami, w końcu nie mogąc się powstrzymać wykrzyczał jej imię i począł iść ku niej rozpinając swój pas jedną ręką, drugą zaś trzymając sobie i wodząc po kroczu, wciąż nie spuszczając z kobiety wzroku. Robert zaś zapatrzył się w panienkę Charlotte, wtuloną w prowadzącą rumaka szwagierkę. Ma ona niemal tak samo piękne oraz delikatne ciało jak Julia...
Techniczny
Rzuty na urok i SW wyszły kolejno:
Dla Agnes na Bertranda razem 8.
Dla Charlotte na Roberta razem 2.
Robert
Zarumienił się i przez krótką chwilę nie mógł oderwać wzroku od piękna Charlotte jednak szybko otrzeźwiał widząc wyczyny Bertranda......,doskoczył do niego i mocno szarpnął za ramię obracając go do tyłu sycząc przy tym - Opamiętaj się na Boga! -samemu stając tyłem i mówiąc - Wybaczcie mi Panie.....,ale czemuż to żadnej odpowiedzi na me słowa nie dałyście?
Bertrand
Schwycony za ramię przez Roberta wydukał jedynie Co, co ja? Co Ty mi robisz Robercie? Czemu... O nie... Opamiętał się zaraz i odwrócił czym prędzej do Roberta, klamrę pasa na powrót zapinając.
Myślałam, że zdążymy dojechać do sukni zanim wy przyjdziecie, ale byliście szybsi jak widzę - odparła Agnes, po czym wybuchła śmiechem. Charlotte zaś dodała zawstydzonym głosem - pójdźmy się odziać teraz, a wy panowie jak możecie to wróćcie do reszty, my za chwilę dołączymy.
Robert
Oczywiście,jeszcze raz raczcie mi wybaczyć Panie - powiedział po czym gdy uznał że Bertrand doszedł do siebie puścił go i zaczął wracać do obozu kręcąc głową na jego zachowanie. Gdy wracał z powrotem dojrzał piękne kwiaty rosnące nieopodal,postanowił zrobić z nich wianek by przeprosić Charlotte za całą sytuację, Agnes nie wydawała się tym zbyt przejęta,wręcz wyraźnie ją to rozbawiło ale młoda dziewczyna źle ją zniosła, mocno się nią zawstydzając.....
Zawstydzony i zawiedziony swoim zachowaniem także wrócił do obozu.
Bertrand wrócił do obozu, ujrzał w nim Godwyna siodłającego konie Agnes i Charlotte. I gdzie kobiety, Roberta też gdzieś posiało? Spytał Duńczyk.
Robert tymczasem zabrał się za robienie wianka dla Charlotte. Akurat gdy skończył, kobiety, już pięknie odziane, nadjechały na jego rumaku stępa. Mam nadzieję, że nie obrazisz się Robercie iż pożyczyłam na moment Boemunda? Spytała Agnes, głaszcząc konia po szyi.
Bertrand
Usłyszawszy Godwyna spojrzał na niego jedynie, przypomniał sobie iż to on go wysłał żeby Robertowi pomóc, pokręcił głową zawiedziony i udał się kulbaczyć Guillaume'a.
Robert
Nie, w żadnym wypadku - odparł uśmiechając się do niej po czym podszedł do Charlotte trzymając wianek za plecami i powiedział lekko się rumieniąc - Panienko,w ramach przeprosin chciałbym Ci ten wianek ofiarować.....,mam nadzieję że zechcesz go przyjąć - wyciągając go przed siebie na otwartych dłoniach.
Co murwa, zacząłeś się kuśką bawić na ich widok że nic nie gadasz?! Wykrzyczał Godwyn z uśmiechem.
W międzyczasie Charlotte spojrzała na Roberta, cała zaczerwieniona nie mogąc wykrztusić z siebie ani słowa. Po chwili pochyliła się na grzbiecie rumaka w stronę Normana, nadstawiając mu swą głowę, przytrzymywana za rękę przez Agnes.
Bertrand
Gorzej. Syknął przez zęby zrezygnowany.