Edward
Wzruszył ramionami nie chcąc wdawać się w gadkę z kolejnym nieuprzejmym człowiekiem i podszedł do Dana, czekając aż skonczy rozmawiać.
Wersja do druku
Edward
Wzruszył ramionami nie chcąc wdawać się w gadkę z kolejnym nieuprzejmym człowiekiem i podszedł do Dana, czekając aż skonczy rozmawiać.
Vito:
Widzisz, że Rhen został przygnieciony przez potężną łapę nieumarłego cieniostwora, zaś drugą powoli zaczęła potężnie tłuc o twarz strażnika. Gdy niemalże go zabiła po kilku ciosach złapał go w zęby, podrzucił i przegryzł go zębami na wylot, wyciskając z niego hektolitry krwi, fekaliów jak i innych wnętrzności, po czym rzuciła jak szmacianą lalką na ziemię. Bestia w swej nieumarłej formie, upaskudzona krwią Twego partnera wywołuje u was grozę i olbrzymi strach.
Gdy przypatrywałeś się temu wszystkiemu strażnik rzucił do Ciebie w trakcie katowania Rhena - Nie stój tak kurna! Nie ocalimy go! Biegnij póki możesz!
Dan:
Może i mam... Ale i tak już straciłem zbyt wiele - ujrzałeś na jego palcu obrączkę. Czyżby i nie tylko stracił syna? - A wiedzieć to nic nie wiem. Nie widziałem niczego podejrzanego. Z dwa dni temu miałem robotę przy rąbaniu drewna ze składziku. Mój syn zaś, Daniel, ruszył do tego lasu za mną by nazbierać jagód i grzybów. Żaden zwierz nie podchodzi tak blisko farmy, więc nie wierze, by coś takiego mogło go zabić. Zresztą na pewno bym go usłyszał. Gdy już dość długo nie wracał zaniepokoiłem się i ruszyłem z chłopakami go poszukać. Ale niestety wsiąkł gdzieś. I to tyle. Szukałem go wszędzie ale bezowocnie. Od tej pory nie mam o nim żadnych wieści...
Edward:
Dan rozmawia z jakiś farmerem rąbiącym drewno...
Vito
O Innosie... Aż zadrżał na widok rozszarpywanego ciała, opanował się jednak i zaczął biec, w stronę Khorinis, musi teraz powiadomić Wulfgara o tym wszystkim...
Dan
Ehh....,trzymaj się tam jakoś,znajdziemy ich,na pewno.....-poklepał go po ramieniu po czym skinął Edwardowi i poszedł szukać Williama - Jeśli i ten powie mi tak mało to idę do Sagitty,nie chce mi się szukać wkurzonego farmera który na dodatek pewnie nic nie będzie wiedział....
Vito:
Bestia jeszcze parę razy go przeżuła, po czym gonitwa rozpoczęła się na nowo. Na wasze szczęście udało wam się uciec z powrotem na ścieżkę. Bestia nie odważyła się najwyraźniej opuścić swojej kotliny. Gdy odbiegliście spory kawałek strażnik zatrzymał się dysząc mocno - O cholera... Co to miało być, człowieku?
Vito
To... Nie wiem, to chyba ta nekromancja. O bogowie... Musimy biec do miasta po posiłki, niech knechci się wykażą, po coś przybyli na tą przeklętą wyspę. A ten człowiek który tam wcześniej leżał to mógł być przecież ten Joseph... Co ja narobiłem, ja powiedziałem jego żonie że on wróci... Ona ma dwójkę dzieci, rozumiesz to? Wiesz jak mnie to ukłuło gdy zobaczyła mnie w drzwiach a w jej oczach pojawiła się nadzieja? Kurwa...
Vito:
Tak, rozumiem... Ale nie ma co jeszcze werdyktu wydawać. Nawet nie przyjrzeliśmy się tamtej osobie, więc nie wiemy czy to on na pewno. Leć lepiej szybko do miasta po żołnierzy, bo kto wie czy to coś nie postanowi w końcu urządzić sobie z tego ciała uczty. Ja muszę wracać do Orlana i ostrzec go. Cholera wie czy jeszcze coś nie przyjdzie i do niego. Trzymaj się i powodzenia - poklepał Cię jeszcze po ramieniu na pocieszenie i ruszył do karczmy.
Vito
Westchnął ciężko i poszedł do miasta.
Dan:
Szukałeś sporo czasu, lecz żaden z farmerów nigdzie nie widział Williama od rana. Go też gdzieś wcięło...
Dan
Ja pierdole....,porządnemu to zawsze wiatr w oczy....- machnął na to poirytowany ręką - Ehh,i tak by nam pewnie wiele nie powiedział,chodźmy do Sagitty i wracajmy do miasta,ale teraz ogranicz swoje standardowe hmm.....zachowania,to cholernie nieprzyjemny fragment lasu,wariatka,że też musiała zamieszkać na takim odludziu.... - powiedział do Edwarda po czym zaczął go prowadzić do zielarki jak najbezpieczniejszą trasą,stale ma się na baczności i trzyma topór pod ręką
Dan i Edward:
Postanowiłeś iść wraz z Edwardem najkrótszą drogą - przez las, tuż za farmą wzdłuż skał aż do jaskini Sagitty. Po drodze napotkaliście na stary grobowiec, w którym mieszkańcy farmy składali swoich zmarłych. Na szczęście tu nieumarli nie dotarli i nic nie napadło was po drodze, a nawet całkiem sprawnie udało wam się ominąć grupki dzikich zwierząt. Dotarliście w końcu niedaleko jaskini Sagitty. Dan rozpoznaje już tą część lasu. Mimo wszystko zastanawia was czemu panuje tu dalej taka cisza...
Vito:
Wbiegłeś pędem do koszar o mało co nie wywracając przedtem kilku innych strażników i obywateli. Gdy tylko Wulfgar zobaczył, iż wbiegasz cały zadyszany do budynku od razu podszedł do Ciebie i zapytał - Co jest?
Vito
Słysząc pytanie kapitana od razu zaczął mówić, łapiąc przy tym oddech. Rhen nie żyje... Cieniostwór... Taki wielki dzik!... pokazał ręką mniej więcej wysokość cieniostwora. Uspokoił tętno oddychając głęboko przez chwilę nic nie mówiąc. On był nieumarły... Nic się nie dało zrobić szefie. Spotkaliśmy go w kotlinie za karczmą Orlana. Tam też widzieliśmy ciało w lesie. Koniecznie trzeba tam wysłać więcej ludzi zanim ten potwór wpier... Zeżre to ciało, to może być ten myśliwy któryś. Tylko ten cieniostwór był ogromny, dziesięciu chłopa co najmniej trza, jakieś sieci, nie wiem...
Vito:
Wzdychnął ciężko i odparł strażnikowi - Szkoda chłopaka. A więc te mendy zaczynają ożywiać bestie teraz? Hmmm... A coś poza tym widziałeś tam podejrzanego? Coś, co może nam pomóc, skoro mamy się tam wybrać?
Vito
Ludzie mówią, że widzieli sporo martwych, rozszarpanych zwierząt. No i zanim ten cieniostwór na nas wyskoczył to słyszałem zgrzytanie kości, tylko nie wiem czy to jego były, czy może jakieś szkielety jeszcze ożywili.
Vito:
W takim razie biegnij do ratusza i powiedz, że kapitan prosi o wsparcie z przynajmniej 20 porządnych żołnierzy. Niech tu przyjdą, a ja podzielę ich i przydzielę paru strażników do grup. Ty zaprowadzisz jedną do tego ciała. Powiedz, że sytuacja robi się gorąca i nieumarli wchodzą już do lasów, oraz że śledztwo niewiele wykazało co do nekromanty, którego porwali najemnicy. Masz, trzymaj ten list i daj go kapitanowi Adelardowi. To całe sprawozdanie co do tego całego burdelu z czarnymi magami. Lordowi Tymorisinowi nie zawracaj tym głowy.
Vito
Jasne szefie. A co z tym magazynem? Falmir coś widział? Złapaliście Victora?
Vito:
A cholera go wie. Nie przyglądałem się nawet. Ale jeśli chce tam siedzieć do nocy i czekać na złodzieja to proszę bardzo, ale nie widzę jakoś za specjalnie sensu pilnowania tego magazynu jeszcze za dnia przez niego z murów. A po Victorze ani śladu.
Vito
Skinął głową kapitanowi, odebrał list i wyszedł z koszar, kierując się do górnego miasta, do ratusza.
Edward
Ona tu musi okowitę pędzić, inaczej by nie wyżyła sama na takim zadupiu, aaahahaha!
Vito:
W górnym mieście w przeciwieństwie do reszty miasta panuje tu całkowity spokój. Widać jedynie kilku szlachciców i bogatych kupców rozmawiającymi między sobą, oraz najlepszych i najbardziej szanowanych wśród strażników. Ci jako jedyni mogą nosić ciężką zbroję straży oraz pełnić służbę w górnym mieście. Gdy tylko podszedłeś do ratusza jeden z ciężkozbrojnych żołnierzy zatrzymał Cię i rzucił - Stać. Z rozkazu lorda Tymorisina jedynie dowódcy armii, oraz przedstawiciele władzy królewskiej mogą wejść do ratusza.
Vito
Przysyła mnie kapitan Wulfgar, mam wręczyć list kapitanowi Adelardowi.
Dan
Wyjątkowo tu cicho nawet jak na to zadupie....,a obawiam się mój drogi Edwardzie że nici z okowity hehe,ona tylko ziołami i eliksirami się zajmuje o ile pamiętam - powiedział cicho dając mu znać by poszedł za nim,powoli idąc w stronę jaskini
Dan i Edward:
Po drodze niczego podejrzanego nie zauważyliście, ani nic was nie zaatakowało. We wnętrzu jaskini ukazało wam się zdemolowane pomieszczenie - poprzewracane regały, porozwalane książki, rozwalone kufry czy ślady po ogniu na skalnych ścianach. Widzicie tu również kilka plam krwi na ziemi.
Vito:
Dobrze, właź. Stoi tam przy stole wraz z lordem Tymorisinem. Zachowuj się tylko - po wejściu zauważyłeś, iż rzeczywiście stoi wraz z jakimiś innymi rycerzami przy stole, dyskutując nad czymś przy mapie wyspy.
Dan
Nie tracąc wiele czasu przystąpił do poszukiwania wskazówek- księgi,pamiętnika,niedokończonego listu czegokolwiek co mogło dać im jakieś informacje....
Edward
Ło kurwa chyba za ostrą palcówe se strzeliła! Wykrzyczał i zaczął przeszukiwać jaskinię.
Vito
Podszedł do stołu. Eee, przepraszam, przysyła mnie kapitan Wulfgar, miałem wręczyć ten list i powiedzieć, że co najmniej 20 żołnierzy ma stawić się do koszar. Nieumarli wkroczyli do lasów, a śledztwo w sprawie nekromanty schwytanego przez najemnika nic nie wykazało. oddał list kapitanowi.
Dan
Ehh,a ten tylko o jednym....- pomyślał zażenowany nie ustając w poszukiwaniach i próbując się skoncentrować na celu
Vito:
- Będzie ciężko panie, wr... Wybacz mi na moment, panie - kapitan ukłonił się lordowi i odszedł z Tobą gdzieś na bok i odebrał list. Po przeczytaniu widzisz po jego wyrazie twarzy, że mocno się zdenerwował - Jeszcze nam brakuje tych nekromantów... Kurwa... Weź ten amulet i daj go swojemu kapitanowi. W koszarach znajduje się część żołnierzy, jakich może wykorzystać. Jeżeli to mu nie wystarcza to musicie iść do portu do Erica, mojego przełożonego kierującego działaniami w porcie - zdjął z szyi swój amulet w kształcie znaku przypominającego znak królestwa Myrtany. Jest on pozłacany i ozdobiony. Oczy tego stworzenia są wykonane z małych rubinów, a jego pazury są po części pokryte rudą.
Dan i Edward:
Jak dotąd nie znaleźliście niczego konkretnego. Jedynie książki traktujące o medycynie, alchemii, magii czy innych tego typu rzeczach. Edward za to znalazł jej bieliznę... Niestety zbyt długo nie napawał się ich widokiem (albo i zapachem?), bo usłyszeliście z góry jakiś ryk. Nie macie pojęcia co to było, ale nie brzmiało zbyt miło.
Techniczny:
http://forum.totalwar.org.pl/attachm...tid=1337&stc=1
Tak wygląda mniej wiecej kształt tego amuletu :P
Vito
Schował amulet do kieszeni, tak żeby go nie zgubił i poszedł do koszar, przekazać go Wulfgarowi.
Dan
Coś dużego jest na zewnątrz....,dużego i wściekłego - powiedział do Edwarda sięgając po broń
Edward
Może Beliara przyzwała tą wybuchową palcówą, aaaahahaha! Wykrzyczał dobywając kordelasa.
Dan
Może...., a może powinieneś se znaleźć jakąś kobitę? Hmm.....? - powiedział do Edwarda puszczając do niego oko
Edward
Żeby mi marudziła? Od czego jest burdel, aaaahahaha!
Edward i Dan:
Bestia przemieściła się. Słyszycie jak warczy niedaleko wejścia do jaskini.
Techniczny:
Nie widzi was bo ścieżka do "pokoju Sagitty" skręca trochę w lewo, a nie prowadzi prosto do niej. :P
Dan
Murwa mać!Co to może być?! - pomyślał Edwardowi zaś nakazując ciszę - Właśnie dlatego wolę pracować sam,nikt Cię nie rozprasza,z nikim nie możesz się pokłócić ani pogadać,a tak? To już drugi pieprzony raz!
Edward
Zamknął się już, patrząc dziwnie na Dana...
Dan i Edward:
Bestia po kilku dłuższych chwilach chyba wycofała się wgłąb lasu. Mieliście szczęście...
Vito:
Kapitan stał już na placu ze strażnikami oczekując Twojego przyjścia - I co?
Dan
Chyba sobie poszła,chyba....-pomyślał i wciąż zachowując milczenie,poszedł sprawdzić czy aby na pewno się na nich nie zaczaiła....
Edward
Wziął na kordelas bieliznę zielarki i zaczął ją dokładnie oglądać. Wydaje się zgrabna... Heheheh.
Dan:
Bestia odeszła na dobre. Nie kręci się nigdzie w okolicy, ani nie czai. Słyszysz od czasu do czasu dźwięk łamanych krzewów z daleka, albo jakieś warknięcie.
Edward:
Zaczęło Cię zastanawiać jakby wyglądała w samej bieliźnie, albo i może jak dobra jest w łóżku... Ta sprawa daje ci wielkie pole do popisu, jeżeli chodzi o filozofię i przemyślenia na temat tejże kobietki. Chyba były pirat powinien zacząć pisać wiersze o tym...