-
Kersijana:
Jak mogłam zwątpić? Oni zdzierali ze mnie skórę, a potem posypywali to solą, rozumiesz? Odparła Lothiriel a z oczy zaczęły lecieć jej łzy. Adela zawiedziona spojrzała na Ciebie i wyszła z komnaty, a za nią pobiegła Betty, łapiąc za rękę i przytulając do siebie. Królowa kontynuowała tymczasem - Kersi ja wierzę, że ty nie zrobiłaś tego celowo, naprawdę ci wierzę... Ale dlaczego, dlaczego ty jesteś tak lekkomyślna! Mogli mnie zabić przez to, rozumiesz? Kto by się zaopiekował moimi córkami, kto!?
-
Kersijana
To nie była lekkomyślność. Jeszcze raz powtarzam, że w trosce i nerwach wyrwało mi się... Gdy tylko zorientowałam się, że te bydle wysłało po Ciebie zbirów to chciałam Cię ostrzec. Miriilia Lassi prawie padł próbując się przedrzeć do Was... Ale skoro tak uważacie.... Kersijana zasmucona ze łzami w oczach zaczęła wychodzić z pomieszczenia w którym odnalazła przyjaciółki... Powiedziała tylko wychodząc... Misję, którą mi powierzyłaś wypełniłam... Lud Larii da pokłon Królowej i poprze Ją...
-
Kersijana:
Królowa nic nie odrzekła, oparła tylko głowę o kolana i zapłakała z jeszcze większą goryczą...
-
Kersijana
Już miała wyjść ale stanęła w progu... Łzy zamazywały jej obraz, chciała się cofnąć i wtulić w Lothiriel, ale teraz to jej serce krwawiło.... Owszem naraziła królową na niebezpieczeństwo, ale czyż nie narazili się już, gdy przekroczyli bramy tego miasta? czy nie narazili się, gdy walczyli i uciekali przed nieumarłymi? czy wreszcie nie narazili podejmując się próbie przywrócenia tronu prawowitej władczyni? Wszyscy podejmowali ryzyko. Lothiriel prawdopodobnie cudem przeżyła, ale przeżyła... Zamiast spróbować ją zrozumieć wydali osąd zanim mogła się wytłumaczyć... Otarła twarz i bez słowa wyszła....
-
Minęły dwa kolejne dni, w czasie których oblężenie Larii trwało, a jeźdźcy Jatu ostrzeliwali jego mury, sami także ponosząc ofiarę krwi od strzał obrońców.
Kersijana w ich trakcie udała się do szpitala polowego i pomagała w opatrywaniu rannych sympatycznej uzdrowicielce Lilliane, która kazała jednak mówić do siebie Lilly. Niektórzy z obrońców, na szczęście nieliczni, byli już tak poranieni, że nie mogłyście im pomóc i umierali na waszych oczach, na waszych rękach... Były to smutne chwile, szczęściem jednak było, że większości ocaliliście życia lub kończyny. W tym czasie zbudziła się też Margaret, a po niej Catherine. Obiema dziewczynami troskliwie zajmowała się Lilly, gdy tylko znajdowała dla nich chwilę. Tristana przez większość czasu nie było tutaj, znosił bowiem rannych wykorzystując swą dużą siłę, zawsze jednak zerkając na damę swego serca z uczuciem.
Kersijana i Lilly są już bardzo zmęczone, praca dwa dni i dwie noce zabrała im wiele sił. Bolą je dłonie od ciągłego robienia opatrunków i wyjmowania strzał, a także stopy od ciągłego chodzenia.
Nastał więc poranek... Kersijana i Lilly chyba mają chwilę przerwy, żadnego z rannych na razie nikt nie znosi. Tristana nie było już od równej doby, nie wie nawet o zbudzeniu się Catherine.
-
Kersijana
Padam z nóg... Jak się chwilę nie zdrzemnę to chyba zasnę snem wiecznym... Uśmiechnęła sie mimo zmęczenia i bólu wszystkiego do Lilly. Ty tez byś mogła się zdrzemnąć.... Powiedz mi moja droga....Jeszcze, bo widziałam, że często doglądałaś Margaret i Cathy. Jak one się czują? Czy nic im nie grozi?
-
Kersijana:
Zdrzemniesz? Zaraz znowu kogoś przyniosą i tyle będzie z drzemki. A co do dziewczyn... Czemu sama ich nie spytasz? Odparła Lilly i usiadła na podłodze, masując sobie dłoń.
-
Kersijana
One mnie nienawidzą... Kersijana posmutniała nagle... Daj rozmasuję. powiedziała po chwili zadumy i przykucnęła na przeciw Lilly. Wzięła jej rękę rozmasowując ją...
-
Kersijana:
Lilly odetchnęła na głos, gdy zaczęłaś masować jej dłoń. Dzięki Kersi, a co do tego że nienawidzą, nie przesadzaj, może się obraziły o coś, jak to dziewczyny.
-
Kersijana
Chciała opowiedzieć Jej o całym zajściu, ale to by wymagało powiedzenia tez o Królowej... Ufała Lilly, ale to by znowu ktoś mógł podsłuchać i by był problem...
Poradzisz sobie jak na chwilę wyjdę? Muszę zobaczyć co z moim koniem i z księżną... Gdy ostatni raz ją widziałam to leżała wyczerpana... Dałam jej trochę ziół, ale nie dała znaku od tamtej pory. Kersi chciała się wymigać od niewygodnej rozmowy o Królowie Nordolczyków...