-
Catherine
Nareszcie czuła się na siłach by móc chodzić,bowiem przez cały poprzedni dzień leżała nie mogąc się poruszyć....Denerwowała ją obecność Kersijany i unikała jej wzrokiem gdy tylko przypadkiem ją dostrzegła,wielką ulgę jej dawało to że to sympatyczna i dobra Lily się nimi opiekowała....Martwiła się jednak nieobecnością Tristana,zamierzała pójść go poszukać ale najpierw postanowiła wykorzystać moment kiedy była sama z Margaret,przekręciła się na jej stronę głowę podpierając na ręce i zapytała patrząc jej w oczy - Skarbie,dlaczego Ty to zrobiłaś?
-
Kersijana:
Dam radę, leć leć, tylko nie zostawiaj mnie samej na długo bo i tak mi nogi posłuszeństwa odmawiają - uzdrowicielka pogłaskała Cię po głowie i wstała z trudem, pomagając też Tobie.
Catherine:
Nie mogłam zostawić tej kobiety - szepnęła z trudem Margaret, wciąż bardzo cierpi i nie ma zbyt wiele siły...
-
Catherine
Nie,nie o tym mówię.... - rzekła cicho głaszcząc ją po włosach - Dlaczego pognałaś jak szalona na mury?Nawet nie wiesz jak cierpiałam gdy Cię ujrzałam w tym stanie....
-
Catherine:
Wiem jak cierpiałaś... Po prostu... Nie chcę stawać wam na drodze - szepnęła.
-
Kersijana
Wyszła ze szpitala. Jej koń wiernie czekał przed wejściem... Mój Ty biedny... Kersi aż wzruszyła się widząc jego jak stoi za swą panią... Dała mu coś na wzmocnienie w otwartej dłoni... drugą położyła na jego nozdrza... Zaprowadziła go do stajni nie szczędząc miłych i ciepłych słów. Gdy był w stajni poprosiła grzecznie stajennego by się nim dobrze zajął... Wyciągnęła 10 denarów i mu podarowała... Drugie tyle dostaniesz jak będę go zabierała.... Umowa stoi? zapytała odpinając swoją torbę z ziołami i opatrunkami.
-
Catherine
Słucham? - aż zamarła wpatrując się w oblicze przyjaciółki - O czym Ty mówisz?Bardzo lubię Tristana,ale ja go nie kocham,przynajmniej jeszcze....A Twój sposób "nie stawania nam na drodze" cokolwiek by to miało oznaczać,złamie mi serce....Rozumiesz?
-
Kersijana:
Umowa stoi, pani - odrzekł stajenny i chwycił wodze Mirillia Lassi, koń jednak parsknął groźnie i głową odsunął chłopaka od siebie, energicznie.
Catherine:
Och Cathy ja tak bardzo cię kocham... Szepnęła Margaret, ale w tej samej chwili podeszła do was Lilly i przykucnęła między wami o mało się nie przewracając. No dobra dziewczyny, widzę że żywiołowo tu dyskutujecie a powinnyście obie odpoczywać. A ja jestem wykończona, więc się nie będę bawić tylko obydwie oberwiecie po ostrym kopniaku, może być? Uzdrowicielka uśmiechnęła się uroczo.
-
Catherine
Później mi powiesz kochanie.... - szepnęła i ucałowała czule Margaret w policzek po czym rzekła już głośniej biorąc uzdrowicielkę za dłonie - Lily,biedactwo,ledwo żyjesz....Teraz ja się Tobą zatroszczę,no już kładź się....Ramiona czy stopy?
-
Kersijana
On nieprzywykły bym go zostawiała.... Popatrzyła trochę zawstydzona na zachowanie konia... Pogłaskała go po szyi.... No,,, Moj drogi,,, Przeciez już tu byłeś i On się tobą opiekował... Jak odpoczniesz trochę to znowu do mnie przyjdziesz... Ja będę za Tobą czekała... Kersijana uspokoiła konia... Wybacz,,, Jak będzie nieznośny to wypuść go bo żyć ci nie da... Ja chcę by tylko trochę zjadł owsa i wypoczął.... Kersijana uśmiechnęła się do stajennego... Pogłaskała konia i wyszła do księżnej
-
Catherine:
Niee no, dziewczyno przecież ja tu jestem uzdrowicielką a nie ty... Odparła nieco zakłopotana Lilliane, a Margaret się uśmiechnęła pod nosem.
Kersijana:
Zastałaś księżną z jej córką na dziedzińcu zamku, po którym Anna spaceruje z pomocą Neldy. Obie dostrzegły Cię i uśmiechnęły się na Twój widok.