Catherine:
Bo choć wiodę życie samotniczki, to doceniam jak ktoś się o mnie troszczy... Choć rzadko się to zdarza - odparła ocierając łzy.
Wersja do druku
Catherine:
Bo choć wiodę życie samotniczki, to doceniam jak ktoś się o mnie troszczy... Choć rzadko się to zdarza - odparła ocierając łzy.
Kersijana
Takie jesteście dobre... Nie wiem co ja bym bez Was zrobiła... Kersi powoli zaczęła się rozbierać... Neldo, będziesz tak dobra i podasz mi z torby odrobinę rumianku? to zawsze pomaga...Rumianek powoduje że pory na skórze się otwierają i wtedy całym ciałem idzie wziąć oddech... Kersi nie przerywała rozbierania się choć szło jej to dość topornie... Popatrz Anno ta sukienka co mi ją dałaś... znowu jest pocięta i zniszczona... Ale ten przedni materiał bardzo dobrze spisuje się na bandaże... Ale odkupię.. Obiecuję.... Kersi zrobiła głupiutką minę..... Anno a nie wiesz czasem Co z Elrohirem? wiem,, był nieuprzejmy wobec Ciebie gdy pierwszy raz Cię ujrzał, ale on ma dobre serce... Nie czuje się dobrze wśród ludzi tylko...
Catherine
Przytuliła się do niej z drugiej strony uprzednio delikatnie zdejmując jej głowę ze swych kolan i wyszeptała biorąc jej dłoń do ręki - Twoje życie samotniczki to przeszłość Lily,obiecuję że będziesz miała wiele nowych przyjaciółek,i już masz nas....A ja troszczę się o wszystkich swoich przyjaciół....
Kersijana:
Posłaniec, który przyniósł mi wieści z murów, mówił że walczy wśród naszych obrońców z Jatu. Nie mogli się nadziwić ponoć jego umiejętnościom strzeleckim... A co do sukni nie wygłupiaj się, mam jeszcze wiele - odparła Anna. Nelda tymczasem spełniła Twe życzenie i podała Ci rumianek.
Catherine:
Lilly aż zaniemówiła z wrażenia... Ale po chwili położyła Ci dłoń na policzku mówiąc - naprawdę? Znasz mnie tak krótko dziewczyno a już widzisz we mnie przyjaciółkę... Skłamałabym mówiąc, że się z tego nie cieszę... Ale dziwię się nieco.
Catherine
Tak,naprawdę,szczerze mówiąc to polubiłam Cię od chwili gdy mnie nie przegoniłaś od Margaret,mimo że bardzo Ci przeszkadzałam....A potem tak się o nas troszczyłaś....Wiem o Tobie,że jesteś opiekuńcza,dobra i wyrozumiała,to tak mało by obdarzyć kogoś sympatią? - rzekła z uśmiechem,kładąc rękę na jej dłoni
Catherine:
Lilly uśmiechnęła się mówiąc - zatem bądźmy przyjaciółkami na zawsze... Ale teraz przez ciebie, jak przyniosą kogoś rannego to się nim nie zajmę, nie dam rady wstać, za dobrze mi tu a jestem wyczerpana hihi.
Kersijana
Zrobiła rozmarzone oczy na wieść o Elfie.... Ech, żeby już się skończyła ta walka.... Kersijana wreszcie rozebrała się i dziękując Lilly odebrała od niej zioła... Wsypała garść do balii i dłonią zagarnęła wodę... Weszła powoli do niej i ułożyła się w niej wygodnie.... Jak szłam stąd przedwczoraj szukać szpitala to później spotkałam konnych rycerzy z tego zakonu... hmmm zapomniałam nazwy.... Mniejsza z nią,,, Jeden rycerz, chyba ich dowódca był strasznie okll.... Brzydko mówił, znaczy się... Ale była tam dziewczyna z nimi... Taka śliczna...Kersi opisała wygląd rycerza i dziewczyny... Kim oni są? zapytała w końcu.
Catherine
Będziemy Lily,jestem pewna.... - rzekła na chwilę zamykając oczy po czym dodała - Mogła bym Ci pomagać,chociażby Margaret się zajmę....Ale póki co Ty odpoczywaj,a ja muszę coś załatwić....Niedługo wracam,obie odpocznijcie.... - i choć zrobiła to bardzo niechętnie bo i sama najchętniej by jeszcze z nimi leżała to musiała poszukać Tristana,nie dawało jej to spokoju że nigdzie go nie ma....Chociaż uspokajała się tym że najpewniej sam odpoczywa,w końcu był równie zmęczony co ona a do tego bardziej ranny a mimo to pomagał jak mógł....
Kersijana:
Nelda ściągnęła buty i usiadła na krawędzi balii, maczając nogi w wodzie i mówiąc - to musiał być pan marszałek Ealdred ze swoją córką Ritą. To dobrzy ludzie, Rita miła dziewczyna a jej ojciec... Tylko złe wrażenie sprawia czasem, mimo to jest honorowy i odważny. Chciałabym mieć takiego ojca...
Catherine:
Dostrzegłaś Tristana stojącego konno przed bramą, z kilkudziesięcioma innymi rycerzami, w tym zakonnymi. Wszyscy w pełnym rynsztunku, jakby szykowali się do wyjazdu. Dobył miecza krzycząc - oto chwila naszej chwały, Jatu przystawili ogromną, drewnianą tarczę zza której bezpiecznie nas ostrzeliwują, a my sprawimy, że bezpieczne dotąd miejsce stanie się ich grobem! Robimy to dla swych żon, dla swych ukochanych, dla swych dzieci i dla swych rycerskich ideałów! Pozostali wyciągnęli swój oręż i wykrzyczeli unosząc ostrza do góry - na śmierć! Na śmierć!
Catherine
Ehh Ci rycerze.... - pomyślała,jednak mimo to zaczęła zbiegać w ich stronę....Nagle w połowie schodów stanęła jak wryta,miała przeczucie że i tak nie powstrzyma ich przed wyjazdem,dlatego tylko stała i patrzyła jak odjeżdżają,nie do końca rozumiejąc czemu przecież wciąż ranny Tristan,nie będący w pełni sił zbierał się do wyruszenia na tak niebezpieczną misję....