-
Kersijana
Aż wzdrygnęła gdy Nelda powiedziała "ojciec". Przygryzła wargę i nerwowo zaczęła się obmywać spoglądając na Annę... Nic nie powiedziała, ale znowu łzy zaczęły napływać do jej oczu. Nagle coraz mocniej i mocniej zaczęła szorować dłonie...zupełnie tak jakby chciała zmyć krew i winę którą siebie obarczała... Prawie jak w transie była drapiąc i szorując skórę... Widać, że piętno którym się obarcza jest gdzieś mocno ukryte w jej głowie....
-
Catherine:
Tristan, gdy już miał skinąć mieczem w rozkazie wymarszu, dostrzegł Cię i podjechał kawałek w Twą stronę, patrząc jak zaczarowany i ustawiając konia bokiem do Ciebie... Jeden z rycerzy stanął obok niego i krzyknął - spójrzcie! Piękna kobieta na nas patrzy, to zwiastun naszego zwycięstwa, a kolor jej włosów symbolizuje krew Jatu jaką przelejemy!
Kersijana:
Nelda widząc Twoje dziwne zachowanie złapała Cię za rękę i spytała patrząc w oczy - co się stało Kersi?
-
Catherine
Uniosła brew nie wiele rozumiejąc z tego co się właśnie wydarzyło - Jaki znak?O czym oni mówią?Ehh Ci mężczyźni....
-
Catherine:
Rumak Tristana pokazowo stanął dęba, a rycerz pognał go z okrzykiem do galopu w Twą stronę. Zatrzymał się przy Tobie i spojrzał prosto w oczy mówiąc - tak bardzo serce me raduje się przed bitwą. Chciałbym, pani moja, napawać swe oczy twym widokiem całe swe życie... Teraz jednak, wiem chociaż będę mógł walczyć spokojnie wiedząc że ozdrowiałaś, a jak będzie trzeba oddać życie za honor, za rycerskość, wykrzykując twe imię...
-
Catherine
Ale dlaczego?Dlaczego się zgłosiłeś?Jesteś ranny i zmęczony,najpierw rannych nosiłeś teraz jedziesz na taką misję?Po co to robisz Tristanie? - rzekła szczerze nie do końca to wszystko rozumiejąc po czym dodała - Nieważne,jedź,wiem,że już teraz musisz,jedź i niech Astrea Wam sprzyja....Będę patrzyła z murów.... - Ehh,i po co on się tak popisuje?Brawura i porywczość,czyżby to były jego wady?I tak jest lepszy od większości mężczyzn jakich w życiu mi dane było poznać ale nigdy nie pochwalę czegoś takiego....
-
Catherine:
Bo cię kocham, Catherine, córko Lothiriel - odparł rycerz uśmiechając się i całując Cię w czoło, uprzednio się pochyliwszy w siodle. Po tym pognał rumaka do galopu z dzikim okrzykiem, bramy się otworzyły i rycerze wyjechali na otwarte pole...
-
Catherine
Głupiec! - pomyślała,mimo to pobiegła na mury zgodnie z daną obietnicą,prawdę powiedziawszy i bez niej by patrzyła na szarżę tych dzielnych ale i zarazem nierozważnych w jej opinii ludzi....
-
Catherine:
Na murach dostrzegłaś ich... Wspaniałych, pięknie uzbrojonych, na potężnych rumakach bojowych. Na ich czele, pierwszy stoi Tristan, reszta za nimi. Rozejrzał się patrząc na mur, gdy Cię dostrzegł przyłożył sobie pięść do serca, kłaniając się w siodle. Wyczekują... Przed nimi, daleko stoją masy Jatu, większość spieszonych i kryjących się za dużą, drewnianą tarczą ze strzelnicami.
-
Catherine
Nie znała się za bardzo na strategii,jednak wiedziała że dzięki temu że zbyt pewni siebie Jatu zsiedli z koni wypad ma szanse powodzenia,zwłaszcza że koczownicy byli zwykle lekko zbrojni.... - Szkoda tylko że to zaledwie ich niewielka część,jeśli dowodzi nimi ktoś myślący pewnie ma gdzieś na tyłach jeźdźców....Choć wielu z nich grabi okolicę....Ehh,czemuż on musi zawsze być we wszystkim pierwszy?!
-
Catherine:
Nie bójcie się śmierci, myślcie o swoich ukochanych i wykrzykujcie ich imiona, walczcie na ich cześć! Naprzód! Catherine! Catherine! Wydarł się Tristan, a za nim rycerze krzyknęli wszelakie kobiece imiona - wybranek ich serc, na co kilka innych dam na murze aż zapiszczało z zachwytu. Ruszyli naprzód, kłusem najpierw, powoli i dostojnie. Zaraz jednak przeszli w galop, szybki i zdecydowany. Zaczęła się nawała strzał Jatu, prawdziwa ulewa a groty spadły na szarżujący hufiec, który nie zawahał się ani przez chwilę. Większość strzał poodbijała się od pancerzy, niektóre jednak powyrzucały kilku jeźdźców z siodeł. Szarża rycerzy wbiła się w pierwsze szeregi włóczników Jatu, którzy wystąpili naprzód chcąc ich powstrzymać. Zostali wnet rozniesieni na mieczach i włóczniach... Bitwa rozgorzała na dobre i trwała jakieś 15 minut, kiedy mocno poturbowany rycerski hufiec wycofał się pod ostrzałem. Kawaleria stepowa, która przybyła przez chwilę ich ścigała, ale zaniechała pogoni kiedy spadły na nią strzały obrońców z muru.
Większość rycerzy przeżyła, ale praktycznie każdy odniósł rany w niezwykle żywiołowej walce. Tristan zdjął przebity włócznią hełm na chwilę, a wnet dostrzegłaś jego ranę na głowie, dość poważną chyba... Rycerze przegrupowują się zapewne z zamiarem przystąpienia do kolejnego natarcia.