Catherine
Gdy tylko się zatrzymali zaczęła biec ile miała tchu w płucach żeby zdążyć zanim wyruszą,nawet ona wiedziała że szanse powodzenia spadły do zera skoro przybyła wroga kawaleria....
Wersja do druku
Catherine
Gdy tylko się zatrzymali zaczęła biec ile miała tchu w płucach żeby zdążyć zanim wyruszą,nawet ona wiedziała że szanse powodzenia spadły do zera skoro przybyła wroga kawaleria....
Catherine:
Rycerze natychmiast zwrócili na Ciebie swą uwagę, gdy wybiegłaś. Tristan spojrzał na Ciebie zdziwiony, rzecząc - schowaj się Catherine, nie ryzykuj swego życia tutaj! Do nas, rycerzy, to bowiem należy!
Catherine
Ciężko łapała powietrze po swojej przebieżce bowiem wciąż odczuwała skutki dnia w którym uwolnili Lothiriel....Chwilę zajęło jej jako takie wyrównanie oddechu jednak w końcu rzekła - Wracajcie,zaprzestańcie tego szaleństwa,Laria potrzebuje każdego obrońcy!Chcieliście zniszczyć ich machinę,prawda?Nawet się do niej nie zbliżyliście!A teraz pojawili się jeźdźcy,będzie ich więcej z każdą chwilą!Nie macie szans do niej dojechać,wszyscy zginiecie!Owszem,każdy z Was wielu ich wojowników ubije,tak jak to było ostatnim razem ale oni nie odczują strat tak jak my!Dlatego proszę,w imieniu wszystkich mieszkańców Larii,i kobiet drogich Waszemu sercu,nie wracajcie tam....Bardziej się przysłużycie miastu zostając za murami....
Catherine:
Tristan spuścił głowę mówiąc - ale nasz honor... Podjęliśmy się zadania, a teraz mamy ustąpić pola? Jesteśmy rycerzami... Wtem jednak wszyscy zszokowani spojrzeli na kobiety wychodzące z bramy. Wśród nich jest Rita, która rzekła - potrzebujemy was, dzielni rycerze, ona ma rację... Na twarzach wojowników pojawiło się zwątpienie i niepewność, nie wiedzą co czynić.
Catherine
Podbiegła do Rity i wpadła w jej ramiona,niezmiernie ją ucieszył jej widok i zarazem dodał tak potrzebnej otuchy,po chwili jednak opamiętała się i stanęła z nią pod ramię mówiąc - Jesteście dzielnymi rycerzami i nie utracicie swego honoru,przecież nie ustępujecie im pola,dalej będziecie walczyć ale na własnych warunkach a nie tych jakie oni Wam podyktują!Nie sądzę by bycie rycerzem oznaczało konieczność oddania życia w samobójczej szarży,zwłaszcza że nie jesteśmy do tego zmuszeni tylko z własnej inicjatywy chcieliście to zrobić....Panowie,powtarzam jeszcze raz,wracajcie za mury,jest wśród Was wielu rycerzy stanowczego wezwania,zastanówcie się czy człowiek którego wszyscy szanujemy,Sir Ealdred ucieszył by się ze straty dobrych,wiernych i oddanych zakonowi ludzi....
Catherine:
Rita przytuliła Cię mocno gdy wpadłaś w jej ramiona. Rycerze spojrzeli po sobie i wkrótce powoli zaczęli wjeżdżać za bramy miasta... Na końcu został Tristan, który zatrzymał się obok Ciebie i Rity. Nie jestem już godny, by patrzeć ci w oczy, pani - rzekł.
Catherine
Nie wygłupiaj się....To była mądra decyzja i nikt Was o to nie będzie obwiniał....Obwiniali byśmy Was gdybyście jednak pojechali i wszyscy zginęli....No już,nie zadręczaj się tak,tylko idź do lazaretu,niech Ci opatrzą tą ranę,sama zaraz tam przyjdę.... - rzekła po czym znów przytuliła się do przyjaciółki i zetknęła z nią nosami,lekko ją nim głaszcząc
Catherine:
Tristan puknął swego rumaka łydkami, by ruszyć naprzód. Koń jednak parsknął i ignorując polecenia swego pana, wsadził łeb między Ciebie a Ritę... Dziewczyna zaśmiała się radośnie.
Catherine
Także się roześmiała,cmoknęła go w łeb i zaczęła drapać za uszami mówiąc z uśmiechem - Patrz Rita,jaki kochany pieszczoch hihi
Catherine:
Rita również zaczęła głaskać konia i przytulać się do niego, jedną ręką jednak łapiąc Twoją dłoń. Tristan westchnął ciężko komentując - ten to ma dobrze, gdyby który rycerz tak łeb wsadził między was to by skończył u uzdrowicielki hehe.