Adriano
Szkoda go trochę ale jeśli Bertrand kłamię a ta Agnes rzeczywìście jest fałszywa to tylko Bóg może ich osądzić.
Wersja do druku
Adriano
Szkoda go trochę ale jeśli Bertrand kłamię a ta Agnes rzeczywìście jest fałszywa to tylko Bóg może ich osądzić.
Gunter
Koniec końców zawiśnie. I dobrze, spokój. Zapisać się na turniej czy nie? Młodzikiem jak kiedyś już nie jestem a z Saracenami walczyć przypłynąłem. Hmmm?
Twa przysięga ostatecznym wyrokiem - rzekł hrabia, zaraz dodając - przy okazji, zaproszeni jesteście na wieczorną ucztę i zabawę, liczę że przybędziecie. W razie nie przybycia... Coż, wolicie jednak przybyć, wierzcie mi. Zawrócił konia i pognał galopem do grupki rozmawiających ze sobą rycerzy zaraz przy wejściu do palatio.
Mitrydatesa zbrojni dalej prowadzą ku szubienicy, jeden z nich wykrzyknął po łacinie - dawać mnie tu podjezdka jakiego i kata sprowadzić!
Bóg tak chce! Bóg tak chce! Bóg tak chce! Zaczął krzyczeć wyraźnie ucieszony Oswald.
Tymczasem Robert dotarł na mury i ujrzał całe miasto zza blanek, widok zapiera dech w piersiach. Pod niebieskim niebem, oświetlanym promieniami słońca rozlega się wielkie miasto, a nad budynkami górują kościoły i ich majestatyczne wieże.
Bertrand
Z powrotem zasiadł w kulbace swego ogiera i ruszył za zbrojnymi w stronę szafotu, aby obejrzeć egzekucję.
Gunter
Dzięki ci panie za twą hojność i gościnność. Rzekł po czym ruszył na koniu obejrzeć egzekucję.
Adriano
Również dziękuje - Adriano udał się obejrzeć egzekucję.
Robert
Wziął głęboki wdech i przymknął oczy rozkoszując się chwilą spokoju, ani się spostrzegł a odpłynął......
Anno Domini 1156,Palermo,zamek przyszłego króla Williama I
Oczom nastoletniego młodzieńca ukazało się największe miasto jakie dotąd widział w swym życiu, jednak jego wzrok przyciągały potężne galery wojenne stojące w porcie i maleńkie postaci uwijających się jak w ukropie ludzi. Wydał z siebie westchnięcie zachwytu a stojący przy nim dużo starszy mężczyzna o majestatycznej pozie i szlachetnym wyglądzie powiedział uczonym głosem - Szykują okręty na patrol, na tych wodach roi się od Saraceńskich piratów,którzy napadają na okręty kupieckie,to szkodzi zyskom - nachylił się do ucha syna i szepnął - A tego nasz nowy król nie lubi,oj nie....- ponownie się wyprostował i dodał już głośniej - Chodź synu,czas przygotować się do hucznej uczty z okazji koronacji, musisz wyglądać jak na mego dziedzica przystało - I faktycznie młody chłopak był cały posiniaczony i umorusany w ziemi bowiem długie godziny spędził na ćwiczeniach z bronią i nauce jeździectwa.Mężczyzna tylko pokiwał głową z dezaprobatą,wspólnie wpatrywali się jeszcze przez chwilę na zapierający dech w piersiach widok po czym stanowczo ujął młodzieńca za ramię i począł go prowadzić w stronę komnat im przydzielonych gdy nagle zapytał - Powiedz mi synu,jaki powinien być prawdziwy rycerz? - dzieciak zamyślił się na moment i zaczął wymieniać - Lojalny wobec seniora,honorowy,szlachetny wobec dam,prawy,odważny - ojciec kiwał głową z aprobatą gdy nagle z ust chłopca padło - bezlitosny wobec wrogów - mężczyzna westchnął ciężko i powiedział - Robercie ile razy mam Ci powtarzać żebyś spamiętał,wrogom i członkom niższego stanu też należy umieć okazać serce - młodzieniec zaperzył się i powiedział - Ale jak to? I plebejuszom? - zwłaszcza to ostatnie słowo wymówił z wyraźną odrazą,na to mężczyzna odrzekł zdecydowanie - Tak,im też - chłopiec zamilkł choć widać było w nim irytację a z oczu błyskały gniewne iskierki.
Chwila obecna
Ze wspomnień wyrwał go głos jednego z hrabiowskich żołnierzy patrolujących mury - Robi wrażenie,prawda Panie? - Robert natychmiast obrócił głowę w stronę nachalnego rozmówcy i spiorunował go wzrokiem,gdyby wzrok mógł zabijać to nieszczęsny sierżant już by nie żył,pod tym spojrzeniem aż się skulił i wybąkał ledwo układając słowa - Gulp,wy-wybacz Panie,bbb...bo ja,bo ja myślałem,że.... - Myślenie zostaw lepszym od siebie - usłyszał w odpowiedzi wściekłe warknięcie - Ta...,tak Panie,wybacz że zakłóciłem Twój spokój szlachetny Panie - i nie widząc reakcji ruszył pospiesznym krokiem starając się zniknąć z pola widzenia jak najszybciej, Robert miotał gromy za odchodzącym żołdakiem po czym wrócił do obserwacji jednak dzikie spojrzenie nie opuściło jego oczu a spokój uleciał z jego serca.....
Kilka chwil po okrzyku zbrojnego, inni przyprowadzili nieosiodłanego konia, zaraz zanim zaś kroczy kat niosący swój ciężki topór. Na głowie ma czarny kaptur, postury jest potężnej, człowiek ten wygląda iście złowrogo. Idzie powoli, kroki jego stawiane butami z cholewami ciężkie, a ludzie zebrani wokół uważnie wpatrują się w niesione ostrze, które jednak obecnie ma tylko na pokaz zapewne, bo ścięcie to zbyt łaskawa kara za taką przewinę.
Mitrydatesa knechci pod samą szubienicę podprowadzili, następnie z trudem usadzili go na nieosiodłanym wierzchowcu. Na głowę jego sznur założyli szorstki, póki co jednak nie sprawiający Ormianinowi bólu. Wnet nadszedł ksiądz i spytał po łacinie Mitrydatesa - czy chcesz się wyspowiadać przed śmiercią, synu?
- On nie rozumie ojcze, nie zna łaciny, widać iż to saracen - wtrąciła się Agnes po czym przetłumaczyła słowa księdza Mitrydatesowi.
Rycerze tłumnie wciąż zbierają się oglądać egzekucję, widać szczere zaciekawienie w ich oczach. Oswald znów wykrzyknął - Trzaśnij konia kacie! Niechajże się dzieje wola Pana!
- Niechaj się dzieje wola Pana! Zawtórowali zebrani rycerze.
Adriano
Dajcie mu się wyspowiadać skoro chrześcijanin.
Mitrydates
Oczywiście,że chcę się wyspowiadać,gdybym tego nie chciał...uszedłbym za...za Saracena.Czy mogłaby waćpanna zapytać się o imię tego kata i mnie je przekazać ? Pragnę poznać tożsamość waszmościa. Ponadto...-tu przerwał i się zaśmiał ... Niech kat uważa na swe uzębienie ,ponieważ koń czasem może się okazać wrażliwy na łaskotki,szczególnie od tyłu.