-
Edward
No, oto wielkie dzieło wielkiego człowieka - stwierdził, patrząc na tak dokładnie wyprane spodnie i nie mogąc wyjść z podziwu samego siebie. No, to trzeba iść do miasta, znaleźć burdel, pochędożyć, nachlać się i co tam... I nie wiem hehehe. Pirat zaczął zmieniać spodnie, do znalezionego kufra, gdzie jest już zwój, schowa swoje poprzednie ubranie i kordelas, zabierając go ze sobą. Potem zaś skieruje się do latarni morskiej, by spytać o drogę.
Techniczny
Idzie w lewo :F
-
Vito
Przystąpił do jedzenia, pytając się siostry pomiędzy kęsami A co tak się o moją pracę martwisz?
-
Falmir:
Nicolaia nigdzie nie widzę. Dziwne. No nic, pora zajadać te smakołyki. W ciszy modli się do Innosa i zaczyna spożywać swój posiłek. Po zjedzeniu dołącza do rozmowy z innymi członkami wczorajszego patrolu Wczorajszy patrol z sierżantem Rogerem to była prawdziwa rzeź. Mieliśmy szczęście, że udało nam się ubić te zębacze.
-
Edward:
Udając się na lewo musiałeś wdrapywać się na mokre skaliste wzgórza. Na Twoje szczęście nigdzie noga Ci się nie obsunęła i nie wpadłeś do wody. Z daleka możesz zobaczyć rozciągający się port miasta Khorinis. Wielki, rozciągający się w okół wybrzeża z masą okrętów. Zapewne jakiś bogatych handlarzy. Aż żałujesz, że nie możesz tego wszystkiego splądrować... W końcu po kilkudziesięciu minutach przeprawy stajesz niedaleko miasta portowego. Dzieli Cię od niego zaledwie kilkadziesiąt metrów. Problem w tym, iż dalszą drogę przez skały blokuje jakiś mur. Zauważasz dodatkowo, że dosyć blisko tego muru stoi dźwig portowy.
Vito:
Eh, wiesz, że za byle co mogą Cię wtrącić do koloni. Nawet za nie pójście na patrol czy na spóźnienie się na to...
Dan:
Po śniadaniu Randolph zaprowadził Cię na pastwisko za farmą. Pasie się tu sporo owiec jak i baranów, przez które musicie się przeciskać. Zatrzymaliście się nad urwiskiem skalnym, za którym rozpoczyna się już las. Przypominasz sobie, że Akil i Kate zawsze zabraniali Ci się tutaj zbliżać, bo w lesie grasowało pełno niebezpiecznych zwierząt... I zapewne tak jest do dzisiaj.
Słuchaj, Dan. Coś mi się nie podoba tutaj. Ilekroć stoję wieczorem czy kiedy robi się ciemno i pilnuje tych owiec to mam wrażenie, że jakieś cholerstwo wyłazi z tych starych kopalni niedaleko farmy, a dźwięki dochodzące z tego lasu nie zawsze są przyjemne. Pójdziesz ze mną sprawdzić co się tam dzieje? Lepiej zrobić to teraz zanim to coś do nas wypełźnie.
Falmir:
- No mieliśmy, mieliśmy, ale co poradzić. Służba nie drużba. Tylko czekać aż nas wyślą na orków na rzeź w imię króla...
- Przesadzasz. Nie przebiją się te śmierdziele nawet przez port jak odważą się tu przypłynąć, a potem jak gdyby nic wrócimy na kontynent.
- Taa, łatwo Ci mówić. Nie pamiętasz chyba do czego oni są zdolni.
-
Dan
Przygotował kuszę do strzału i powiedział do niego cicho - Dobra,idź za mną i miej oczy dookoła głowy - po czym ruszył powoli przodem bacznie się rozglądając
-
Falmir:
Mówicie o Orkach? Na kontynencie walczyłem z nimi. Straszne skurwiele i do tego mocne. Niestety... zdziesiątkowali oddział, w którym byłem.
-
Edward
No zawsze coś na drodze, czemu nie można nic zrobić bez problemu! Czemu! No dobra, spokój. Zachwiał się nieco i podniósł palec wskazujący w górę, a następnie wrzucił skrzynię za mur. Po tym cofnął się, nabrał rozpędu i zaczął biec by doskoczyć do dźwigu. Johoho i butelka rumu yeeehaaaaa!!!
-
Rhen
Po drodze skręcił w stronę placu świątynnego i rozpoczął na nim wartę.
-
Vito
I co, tęskniłabyś za mną? spytał cicho, by rodzice nie usłyszeli, uśmiechając się przy tym.
-
Edward:
Nie poszczęściło Ci się i tym razem i zamiast złapać się czy choćby wskoczyć na dźwig wylądowałeś na kamiennym molu. Wiele by nie brakowało, a byś zarył o podłoże twarzą. Wstając z kolan ujrzałeś tętniący życiem port, pełen różnorakich straganów z przeróżnymi dobrami, ludzi z przeróżnych części świata jak i masę statków. Widzisz tu również masę żołnierzy jak i kilka okrętów królewskich. Mniej więcej podobnych do tych, które przewożą magiczną rudę na kontynent. Widzisz również niedaleko Ciebie jakiegoś żołnierza pilnującego jakiegoś budynku, oraz jakiegoś obywatela siedzącego przy swoim domu. Chyba jeszcze Cię nie zauważyli... Jeszcze.
Vito:
No a nie? - odpowiedziała ci cicho delikatnie się uśmiechając.
Falmir:
Taaa, o orkach. Walczyłem raz z jednymi niedaleko Silden. Chcieli przebić się z Nordmaru przez tą wioseczkę by dostać się wgłąb lądu. Na ich nieszczęście nie udało im się to. Ale jedno trza przyznać - są cholernie mocni.
Dan:
Dotarliście po kilkunastu minutach bez większych problemów do starej ścieżki prowadzącej tuż do starych kopalni. Na razie nie słyszycie, ani nie widzicie niczego niepokojącego. Będąc niedaleko celu Randolph w końcu zatrzymuje Cię - Dobra, jesteśmy prawie na miejscu. Musimy tylko pójść po tych schodach na górę i gdzieś po lewej zobaczymy wejście do tej kopalni. Lepiej, żeby to coś wyszło do nas, bo nie mam żadnych pochodni przy sobie. No chyba, że ty masz jakiś plan awaryjny. Najwyżej wrócimy się na farmę, albo coś na miejscu na szybko skombinujemy - powiedział po cichu.