-
Robert:
Wszędzie jest niebezpiecznie, teraz tylko ci dzielni ludzie i Bóg mogą nas ocalić... W nich pokładam wiarę - odparła Charlotte, patrząc Ci w oczy.
Adalbert:
Złodziej uciekł w popłochu, zostawiając płaszcz Tobie. Ciekawe, ile jeszcze problemów sprawi Ci panienka Sybilla?
Spytko:
Już idę, pomogę ci! Odparła Katarina. Konie tymczasem coraz ciężej uspokoić. Zwłaszcza, że jest ich dużo.
-
Adalbert
Westchnął ciężko, machnął ręką za złodziejem i skierował się szybkim krokiem do karczmy, gdzie zostawił swoją "towarzyszkę".
-
sir George Srogi
Po skończonej modlitwie pobiegł z załogą pomagać przy masztach.
-
Spytko
Wraz z żoną zajmuje się uspokajaniem tylko ich własnych wierzchowców. Skoro inni rzyci nie raczyli ruszyć, to już nie Spytka problem co się z końmi innych stanie.
Techniczny:
Tym bardziej że odpowiedział żonie na pokładzie po łacinie (skoro nie ma w nawiasie w jakim języku Spytko mówi, to mówi tak by go większość obecnych zrozumiała).
-
Robert
Westchnął tylko ciężko a na jego twarzy mogła wyczytać zawód i rozczarowanie...Nie chciał jednak wdawać się z nią w dysputy o wierze w środku sztormu dlatego rzekł jedynie zrezygnowanym tonem - Niech tak będzie Charlotte,nie zamknę Cię pod pokładem wbrew Twojej woli... - po czym nie czekając na odpowiedź odszedł pomagać załodze w przygotowaniu okrętu na to co nieuniknione...
-
Adalbert:
Kiedy wracałeś do karczmy, widok Twój przykuł rycerz iberyjskiego zakonu Santiago, przyglądający się całej sytuacji. Wydaje się młody, o czarnych włosach.
Alejandro Hernandez de Avila:
Dostrzegłeś, jak jakiś rycerz puszcza wolno złodzieja.
Spytko:
Wkrótce do uspokajania wierzchowców dołączyło kilku innych ludzi. Burza nadeszła, słychać potężne grzmoty a okrętem rzucają na wszystkie strony silne fale. Trzaskawica wyrwała Ci się i stanęła dęba...
Robert, Sir George:
Gdy tylko pomogliście przygotować okręt do sztormu, runęła potężna burza. Woda często sięga nawet pokładu waszej kogi. Agnes stanęła spokojnie u burty, wpatrując się w burzliwe niebo...
-
Spytko po polsku
Na Belzebuba! zaklął próbując złapać uzdę, by pociągnąć łeb Trzaskawicy na dół z całej siły, tak by opadła na cztery kopyta.
-
Adalbert
Nie zwrócił większej uwagi na południowego zakonnika, choć nieco zdziwiła go jego obecność w tych stronach. Kontynuował wędrówkę do gospody.
-
Mimo tego że był zdenerwowany na wybrankę i jej przesadną religijność to ujął ją za rękę i stanął obok Agnes obejmując je obie w niedźwiedzim uścisku tak aby fala nie zmyła ich z pokładu...
-
Alejandro
Podjechał spokojnie do nieznajomego i rycerskim zwyczajem przedstawił się po czym wyrzekł Panie jak to tak złodzieja wolno puszczać, nie godzi się, choć zapewne nie minie go kara boska toż kogoś innego ukrzywdzić może, a Wy jako rycerz powinniście ludzi od występku bronić