-
Rehlynn
A żeby tego pierdla piorun jebnął w te uschnięte dupsko. Ja chędoże murwa, świetnie. Robota dla nory, nici z Elsą, ale przynajmniej na razie jest bezpieczna. Tyle dobrego, ale to właśnie murwa przez nią, gdyby nie moje chędożone serce nigdy nie straciłbym wygodnej posady. Ech, przeżyję i wrócę, do tego czasu Ty ,,arcymistrzu'' będziesz pewnie martwy. Wyraz jego twarzy pozostał obojętny mimo, że w środku się gotowało. Odrzekł również obojętnie Niech będzie. A ten nowy dowódca to kto? Pewnie następny stary bufon, ale może kto inny. Ech pora się przekonać.
-
Morghar
Usłyszawszy kąśliwe komentarze w swoim kierunku przerwał jedzenie, powstał i rzekł Wybaczcie me maniery, bowiem zapomniał się. Jam Morghar, konny z armii imperialnej. Ukłonił się dworsko, wręcz do przesady. A zatem smacznego, drodzy zgromadzeni! Powrócił do spożywania.
-
Regina
Skinieniem głowy przywitała się z ludźmi którzy siedzieli już w izbie... Gdzie mogę usiąść? zapytała... Szukała wzrokiem kogoś kto przypominałby gospodarza tego zamku...
-
Dagoth:
Łuskowata bestia zaskoczyła kapłana, bo i to nawet nie zdążył się jej dokładnie przyjrzeć. Przez swą nieuwagę został ugryziony, choć na szczęście nie była to poważna rana dzięki jego pancerzowi. Gdy tylko bestia minęła go Dagoth ruszył na nią boleśnie tnąc swym mieczem. Bestia nie dawała za wygraną, lecz nie mogła sprostać słudze Setrena Byka i padła po jego kilku ciosach. Teraz czekała go walka z "zoofilem". Jak się okazało był to wątły pomiotnik. Kapłan uśmiechnął się wrednie pod nosem i bez dłuższego zastanawiania się ruszył na tę żałosną istotę. Choć zdawało się, że walka będzie niezwykle prosta i szybka, to w miarę sprawnie omijała ciosy, a nawet udało jej się zranić swego przeciwnika dzięki swej magii. Gdy walka dobiegała końca, a stwór był dostatecznie poraniony, by nie móc walczyć, kapłan szybkim ciosem wbił miecz w jego tors i wyszeptał - Pozdrowienia od mego pana, Setrena Byka - a następnie szybkim ciosem odciął jego łeb.
Rozgląda się jeszcze po okolicy czy coś tu się na niego nie czai, albo czy coś nie wyjdzie z uroczyska. Jeżeli nic się nie dzieje to powoli odjeżdża w kierunku wioski...
-
Maikh
Jak tam chcesz, masz tu 20 orgów na utrzymanie przez jakiś czas, niedługo spotkamy się ponownie, a i mam nadzieję, że nie boisz się wody, po czym wyminął Cię i skierował karawanę do miasta
Alda i Aurelia
Udaliście się do karczmy, na środku stoi tylko ława i dwa zydle, resztę usunięto pod ściany, pozycję wkoło zajęli kusznicy, przy jednym zydlu zasiadł ów tajemniczy osobnik, dowódca wskazał Wam miejsce na drugim zydlu po drugiej stronie stołu. Widać nie o taką gościnę jaką sobie wyobrażałyście idzie. Mężczyzna wpierw zagaił do Aldy Pewno jeszcze nie wiesz, ale Wozacy pobili Ojca Wojny, a nawet jak wiesz, nie to jest najistotniejsze, okazało się że Twoje pokolenie tu wycelował palec w Ciebie, to tak naprawdę dzieci Verdano, które wg Yawendyra zostały zabite przez Sahrensey, czym skutecznie skłócił Wozaków i Twe plemię, szczwany podstęp przyznasz, ale teraz się wydał hehe, ale mniejsza o to. Ma dla Was zadanie zwrócił się już do obu, potrzebujemy ludzi do misji na zachodzie i Wy dwie weźmiecie w nim udział, szykujcie się do drogi, pierwszy punkt zborny Stary Meekhan, po czym wstał zza stołu i ruszył ku wyjściu
Rehlynn
Spodziewałeś się ujrzeć jakiegoś starego gryzipiórka, ale ku Twemu zaskoczeniu czeka na Ciebie jakiś gołowąs, i do tego chyba jakiś nierozgarnięty bo nie ma konia czy zapasów na drogę Witam jestem Oswald, mistrz Ścieżki Promienia, dosiądź Panie konia i wyruszamy
Morghar
Przejaw manier wywołał jeszcze większy wybuch śmiechu, jeden ze zgromadzonych rzekł, Oj już dawno tego nie widziałem ni nie słyszałem, nie przejmuj się, teraz każdy udaje tu kulturalnego, a jak potrzeba zachowuje się gorzej niż najgorszy prostak
Dagoth
Nie zdążyłeś dosiąść konia gdy usłyszałeś brawa No nieźle sobie poradziłeś kapłanie, na kamieniu siedzi jakiś jegomość, zostań na miejscu i nie czyń głupstw, nie masz szans, z Norą nie wygrasz i nie rób głupich min, Twoje przekraczanie granic Imperium już dawno zwróciło Naszą uwagę, a teraz ma dla Ciebie propozycję, chcesz ją wysłuchać?
Regina
Gdzie chcesz, możesz u mnie na kolanach rzucił jakiś pulchny facet, a jak nie chcesz jak widać jest sporo wolnych miejsc
-
Maikh
Zawrócił wierzchowca O czymś zapomnieliście Panie! Ośka! W końcu kupiona za Wasze pieniądze.
-
Alda
Co? Spojrzała zaskoczona, jak wryta na tego człowieka, gdy trafiały do niej coraz to kolejne słowa raniące jej serce niczym strzały. Porzuciłam swoich, gdy odzyskali wolność... I nie jestem Sahrendey? Ale... Jak... Upadła na kolana i zaczęła płakać zakrywając dłońmi twarz.
-
Dagoth:
Za łatwo nie mogło być, czyż nie? Ehhh... Tak myślałem, że w końcu będę miał jakieś kłopoty - Dobrze, mów - stanął w miejscu i przyglądał się nieznajomemu.
-
Aurelia
Ehh...,no to pięknie,zostałyśmy zmuszone do pracy dla tej świni,musiał jej tak przy tym dowalić? - pomyślała ze smutkiem po czym przykucnęła przy Aldzie,delikatnie oparła jej dłoń na ramieniu i szepnęła - Jesteś Sahrendey Aldo,ważne jest nie tylko to skąd się wywodzisz ale i za kogo się uważasz.....
-
Morghar
Wiedziałem że to zamek jakichś zjebów. Kontynuuje posilanie się nie odzywając się już słowem.