-
Kersijana
Zaczęła się uważnie rozglądać. To juz nie był głos w jej głowie, a ktoś faktycznie do niej mówił. Domyślała się, że to ktoś z ''Anakondy'' Wyciągnęła sztylet i przyłożyła go sobie do piersi... Prędzej się zabiję niżli ulegnę komuś z was. Kersi rozglądała się w około coby jej nie podszedł....
-
Catherine:
Pewnie, obudzę cię, śpijcie dobrze - rzekła niegłośno Rita i poszła do rannych, jeszcze wracając się i zdejmując Ci buty, mrugając przy tym okiem. Ty jednak nie możesz zasnąć... Twoje myśli zbyt obracają się wokół matki i sióstr.
Kersijana:
Ale po co tak drasssstycznie, odłóż ten ssssztylet i mów jak na Noldorkę przysssstało, a nie nawiedzoną idiotkę. Chociaż, kwessstia nawiedzenia jest... Cóż... Hihihiii...
-
Catherine
Pragnęła wyściskać i wycałować każdą z nich,sprawdzić jak się czują,czy rany im się goją,i najzwyczajniej w świecie z nimi porozmawiać,nie mówiąc o wspólnej zabawie z siostrami....Dlatego gapiła się bezmyślnie w sufit rękami mimowolnie głaszcząc włosy przyjaciółek i rozmyślając o ich wszystkich wspólnych chwilach....Wciąż czuła zmęczenie jednak troska i tęsknota skutecznie powstrzymywały ją przed zamknięciem oczu....
-
Catherine:
Z rozmyślań wyrwał Cię Tristan, przykucając obok was i szepcąc - i jak się czujesz księżniczko?
-
Catherine
Źle,tęsknię za nimi tak bardzo....To już dwa dni odkąd je widziałam,i jeszcze w takich okolicznościach się rozstałyśmy.... - odparła zgodnie z prawdą wciąż wpatrując się w sufit i zaraz dodała wreszcie zwracając na niego uwagę - Miałeś odpoczywać,czy Ty w ogóle spałeś odkąd zasnąłeś po moim śpiewie kilka dni temu?
-
Catherine:
Od jakiegoś czasu nie mogę spać, nie widząc twego oblicza Catherine - odparł Tristan kładąc delikatnie dłoń na Twym policzku. Chcesz, bym pojechał po nie?
-
Catherine
Chcę byś odpoczął....Ewentualnie coś zjadł i odpoczął,bo tego pewnie też nie robiłeś,prawda? - odpowiedziała stanowczo,mimo iż przez chwilę korciło ją by powiedzieć coś dokładnie odwrotnego to nie chciała go tak bardzo wykorzystywać,wiedziała że to kwestia czasu kiedy Tristan po prostu padnie z nóg i zaśnie jak zabity na kilkanaście godzin....
-
Kersijana
Nie,,,zostaw mnie w spokoju. krzyknęła nagle... Chcąc zagłuszyć głos w głowie zaczęła śpiewać jakąś tam swoją piosenkę i pobiegła do szpitala....
-
Catherine:
Są rzeczy ważne i ważniejsze, wrócę niedługo, czekaj cierpliwie - odparł rycerz z uśmiechem i wyszedł ze szpitala.
Kersijana:
Niestety, długo nie dałaś rady biec z powodu wyczerpania. Musiałaś się zatrzymać, by się nie przewrócić... Na szczęście głos przestał Cię gnębić, ale ze szpary między dwoma budynkami, tuż obok Ciebie, wypełzła nagle niewielka żmija...
-
Catherine
Przewróciła oczyma i westchnęła ciężko choć bardziej na pokaz bowiem podobało jej się to że miała kogoś kto zrobił by niemal wszystko o co by zechciała poprosić i jeszcze się z tego cieszył....Nie miała najmniejszych wątpliwości że Tristan traktował by ją jak boginię po ich ślubie....