-
Kersijana
Popatrzyła w oczy Królowej.... Wiem co muszę zrobić, byście bezpieczne były... Dziękuję Ci za wszystko moja Pani... za całą dobroć i wybacz, że Cię na śmierć w męczarniach naraziłam. Chciałam Ci to wynagrodzić jakoś a w jeszcze większą troskę wpędzam...
-
Catherine
Coraz głośniej pomrukiwała,wolną stopą starała się ją głaskać w miarę możliwości.... - Chyba będę musiała poprosić by pokazała mi kilka swoich sztuczek hihi,nawet ja tak dobrze nie masuję a robię to najlepiej z sióstr....
-
Kersijana:
Wszelkie dawne spory tracą na znaczeniu... Adela jest nam droga i musimy teraz trzymać się razem, by ją ocalić Kersi, pamiętaj... Królowa uścisnęła Twoją dłoń nieco mocniej.
Catherine:
Wiesz? Są naturalnie śliczne, ale kilka moich maści sprawi, że będziesz miała takie jak Noldorki, i dłonie też - rzekła Lilly energicznie przerzucając wszystkie swe włosy na jedną stronę, tak że opadły Ci na nogę.
-
Catherine
Naprawdę?Bardzo chętnie je wypróbuję....Dziękują kochana.... - rzekła zadowolona z jej komplementu oraz propozycji
-
Kersijana
Równie co Elfka ścisnęła jej dłoń i spojrzała jeszcze na małą... Uśmiechnęła się widząc ją i wyszła szukać świątyni. Tak jak radziła Lothiriel pytała o drogę przypadkowych ludzi.
-
Catherine:
Lily zaśmiała się cicho, nie przerywając masażu. Po chwili wróciła Lothiriel i obie z uzdrowicielką wpadły sobie w ramiona z uśmiechem, mocno się ściskając. Wymieniły kilka czułych słów, siadając już. Lilly wróciła do masażu, także królowa zaczęła masować drugą Twą stopę wciąż z promiennym uśmiechem, jakby na chwilę zapominając o troskach...
Kersijana:
Po niedługim czasie znalazłaś świątynię Astrei. To dość okazały, spory, kamienny budynek, którego drzwi są zamknięte. Przed nimi stoi, z szeroko rozstawionymi nogami i rękami skrzyżowanymi na piersiach, potężnej postury rycerz ze zbroją oraz tuniką noszącą emblematy Zakonu Świtu - paladynów Astrei. U pasa ma przypięty wielki miecz, a na plecach tarczę. Przyłbica jego hełmu jest opuszczona...
-
Catherine
Jestem w niebie.... - wyszeptała uśmiechając się do obu kobiet,po czym opadła znów na posłanie tuląc do siebie siostry i cały czas pomrukując a czasem i cicho wzdychając,Lothiriel masowała jeszcze lepiej od Lily co przed chwilą wydawało jej się niemożliwe do osiągnięcia....
-
Catherine:
Po dłuższej chwili kobiety skończyły Cię masować, choć była to chwila dla Ciebie niezwykle przyjemna, dawno nie zaznałaś czegoś tak cudownego... Lothiriel ucałowała jeszcze spód Twej stopy i rzekła do Tristana - chodź do nas, czemu tak stoisz, moje córki przecież tak cię lubią... Rycerz uśmiechnął się nieśmiało, widząc że patrzycie na niego, ale podszedł i usiadł obok.
-
Catherine
Delikatnie zdjęła z siebie Adele sadzając ją obok i przytuliła Lily oraz Lothiriel i wymruczała - To był najlepszy masaż w moim życiu,musicie mi pokazać kilka swoich sztuczek żebym mogła się odwdzięczyć.... - i ucałowała czule każdą z nich w policzek,po wszystkim przykucnęła obok Tristana i spytała patrząc mu w oczy - No właśnie,czemu tak stałeś Panie?Nie gryziemy hihi
-
Catherine:
Kobiety uśmiechnęły się do Ciebie, a Lilly znów wytarmosiła Ci włosy. Tristan złapał Cię delikatnie za rękę i rzekł - normalnie bym powiedział, że to nie wstyd acz danie paniom chwili prywatności, ale że cenię sobie szczerość zwłaszcza w stosunku do mych bliskich, rzeknę, iż nieco zawstydzała mnie obecność tylu piękności, jako że jedyny mężem w tym gronie jestem.