-
Catherine
Uśmiechnęła się do niego sympatycznie po czym ucałowała go w policzek mówiąc - Dziękuję że po nie pojechałeś,naprawdę to doceniam,mimo że zrobiłeś dokładnie odwrotnie niż powiedziałam....Tak czy inaczej,teraz odpoczywaj,dłużej nie możesz oszukiwać swojego ciała Tristanie.... - gdy skończyła położyła dłonie na jego ramionach napierając na niego by się położył....
-
Catherine:
Tristan zdziwił się mocno po pocałunku, takoż gdy zechciałaś go ułożyć... Nie opierał się jednak i położył się na boku, patrząc na Ciebie, nie mogąc wykrztusić ani słowa. Słyszysz chichot dwóch żmij, te wtulone w siebie obserwują Ciebie i rycerza. Tristanie, zdejmij zbroję, będzie ci wygodniej - rzekła Adela, a na jej twarzy widać wredny uśmiech...
-
Catherine
Tak!Doskonały pomysł!Dziewczyny pomóżcie mi z tym,szybciej nam pójdzie.... - powiedziała z trudem zachowując powagę choć w duchu zaśmiewała się do łez bowiem po czerwonej minie Tristana domyślała się co się z nim teraz dzieje....
-
Catherine:
Szybko zdjęłyście rycerzowi zbroję, a gdy pozostałe dziewczyny się położyły, zostawiając dokończenie tego Tobie, Tristan odwrócił się, zdjął kolczugę i natychmiast, szybko usiadł z ugiętymi nogami, jedną rękę kładąc tak, by zasłaniały jego krocze. Ty jednak przez chwilę dojrzałaś, dokładnie to czego się spodziewałaś... Żmije dalej chichoczą... Rycerz wziął Cię za rękę i pociągnął delikatnie, byś usiadła przy nim.
-
Catherine
Także się z niego podśmiewała jednak ani myślała się za to obrażać,była to wręcz swoista pochwała jej urody i wyraz uczuć,inna sprawa że na prymitywny męski sposób....Nie chciała jednak upokarzać Tristana,traktowała to bardziej jako sprawdzian i wredny bo wredny ale żart....Dlatego w pewnym momencie uznała że swoje już wycierpiał,sięgnęła po koc i okryła go by zasłonić nabrzmiałą męskość rycerza,ponownie go kładąc z sympatycznym uśmiechem na ustach....
-
Catherine:
Tristan odetchnął z ulgą, gdy okryłaś go kocem i ułożył się wygodnie... Spod niego wyciągnął jednak dłoń i znów złapał Cię za rękę pytając - nie chciałabyś może pani, ułożyć się pod kocem obok mnie? Betty wyrwało się przeciągłe gwizdnięcie...
-
Catherinne
Mmm,może innym razem,dobrze? - odparła nieco zakłopotana i nie czekając na odpowiedź pogłaskała go po policzku po czym wstała i udała się do Rity by sprawdzić czy ta nie potrzebuje pomocy
-
Catherine:
Tristan nic nie odpowiedział, całkowicie speszony... Gdy szłaś, usłyszałaś jeszcze głos Lothiriel mówiący - nie martw się zięciu, Cat już tak ma. Oczywiście dwie wariatki nie przestały chichotać...
Rita myje ręce, już uporała się ze wszystkimi rannymi sama...
-
Catherine
Spojrzała na królową poirytowana jednak nic nie powiedziała,zamiast tego podeszła do Rity i rzekła do niej - Wybacz,sama musiałaś wszystko robić a my tam leżałyśmy i żartowałyśmy....Dlaczego mnie nie zawołałaś?Wiesz że bym przyszła....Ehh,daj,pomogę Ci.... - i ujęła jej ręce w obie dłonie zaczynając je delikatnie myć i rozmasowywać....
-
Catherine:
A po co, ładnie razem wyglądałyście, a potem przyglądałam się jeszcze Tristanowi, biedak hihihi, chociaż ja wredniejsza jestem akurat - Rita zachichotała, mrucząc cicho po tym za sprawą pieszczot...