-
Wyjawił swe grzechy ojcze przed Bogiem, kacie czyń powinność - rzekła Agnes po łacinie po czym odsunęła się uważnie spoglądając. Nasze czyny na ziemi decydują czy dostąpimy Królestwa Pana, nic nie umknie Jego uwadze. Za ciężkie przewiny śmierć, za lekkie pokuta - oto sprawiedliwość, śmierć saracenom - rzekł Rajmund. Wtem kat trzasnął konia w zad, na którym podtrzymywał się Mitrydates a ten pognał cwałem przed siebie, Ormianin zaś zawisnął na sznurze, chwilę potem umierając w męczarni. Oto więc się stała wola Pana - dodał templariusz Oswald de Chastelneuf.
Techniczny
Koniec gry dla Ormianina, dziękuję.
Robert:
W czasie gdy trwa egzekucja, Ty słyszysz w głowie znajomy Ci głos... To śpiew Twej żony... Drugi już raz odkąd przybyłeś do Ziemi Świętej.
-
Bertrand
Z obojętnym wyrazem twarzy obejrzał egzekucję Ormianina po czym zawrócił konia i pognał w stronę zakładu płatnerskiego, aby w końcu zakupić rękawice.
-
Adriano
Pognał za Bertrandem
-
Robert
Tym razem postanowił nie bronić się przed tym bolesnym a przy tym miłym wspomnieniem, ponownie przymknął oczy starając sobie wyobrazić jak znów gładzi jego włosy śpiewając mu do snu, na samo wspomnienie o tym z jego oczu pociekły łzy jednak towarzyszył im lekki uśmiech.....
-
Robert:
Zatonąłeś całkowicie we wspomnieniach o tej, którą najbardziej umiłowałeś. Jeszcze przez jakiś czas słyszysz jej śpiew, gdy nagle przed Twymi oczyma widzisz piękną, zieloną łąkę... Na niej w oddali znajduje się srebrzysta brama, zdobiona wieloma złoceniami i rzeźbami. Przed nią zaś swą umiłowaną Julię w krwistoczerwonej sukni i narzuconym na nią białym płaszczu opadającym na zad cudnej klaczy, też białej, której dosiada. Włosy Twej lubej rozwiewa wiatr, coraz to większy gdy brama stopniowo się otwiera. Za nią dostrzegasz aniołów, krzyczących - dołącz do Boga Julio, czekamy na ciebie! Wnet Twa żona ucałowała swą dłoń i chuchnęła w Twą stronę przesyłając pocałunek, mówiąc po tym - bądź prawy i rycerski Robercie, a spotkamy się znów... Po tym zawróciła swego konia i pognała ku aniołom, a brama po chwili się zamknęła i całkiem znikła, niebo zaś spochmurniało i zmroczniało, spadł gęsty deszcz...
-
Robert
Julio.....- wyszeptał kompletnie nieobecnym głosem, jednak wkrótce do deszczu dołączyły pioruny a z mroku poczęły się wyłaniać twarze ludzi których zabił w swoim życiu,zaczął się cofać gdy nagle potknął się i począł spadać w otchłań........, nagłe szarpnięcie wyrwało go z letargu,zorientował się że jest cały zlany zimnym potem a rękę ma wyciągniętą w przód jak by chciał kogoś złapać. Szybko otarł twarz z łez i potu po czym poszedł znaleźć hrabiego by poprosić o komnatę do odświeżenia się przed nadchodzącą ucztą.
-
Gunter
Cicho do siebie po niemiecku Tak chce Bóg. Po czym pognał za Bertrandem i Adriano.
-
Wszyscy poza Robertem:
Popędziliście ku gildii płatnerskiej co koń wyskoczy mijając jak huragan rycerzy i strażników przy bramie. Dostrzegliście w końcu wąską uliczkę, która prowadzi do gildii płatnerzy. Wjechaliście w nią, lecz niestety gdy tylko przekroczyliście próg budynku ujrzeliście kilkunastu ludzi z kołatkami i w długich szatach, na głowach mają kaptury a twarze zasłonięte płótnami. Idą powoli modląc się... Bertrand jadący pierwszy wpadł na nich, w porę jednak uskoczyli na bok i rycerz swobodnie przejechał ocierając się tylko cholewami. Jednakoż Adriano i Gunter... Nie zdążyli w porę zareagować i powpadali na nich wylatując z siodeł gdy masa pielgrzymów znów się zacieśniła. Obydwaj lezą na ziemi, a dziwnie ubrani ludzie usiłują wstać, przygnieceni ciałami zbrojnych w kolczugi wojowników...
Techniczny:
MG prosił, MG ostrzegał...
Robert:
Widzisz hrabiego przed wejściem do palatio, siedzi na koniu i rozmawia z rycerzami. Sa tam też Agnes i Oswald.
-
Gunter
Murwa! po niemiecku Po łacinie Z drogi! Dajcie rycerzowi wstać! Już ! Jak najszybciej się podnosi i jak tylko może stara się nie dotykać pielgrzymów. Szuka wzrokiem konia i jeśli może czym prędzej do niego idzie i na niego wsiada. Po tym patrzy na Adriano.
-
Bertrand
Zatrzymuje konia, patrzy na całą sytuację i chichocze pod nosem.