-
Arathena
Myślałam, że przyjazna mi była, a oszustką się okazała. Obiecała mi że mnie w ciebie zamieni i to wystarczy. Raz, chciałam być zdrowa by was nie spowalniać, a dwa to i jej pomóc odbudować rodzinę. Ona podstępem wykorzystała chyba mnie by do Ciebie się dobrać. Tak myślę teraz że specjalnie chciała sprofanować to miejsce Bo zajęła jezioro co Pani Jeziora jako świątynia było. Może się mylę, ale nimfa tak czy siak by Cię wzięła. Ty jako wierny Pani Jeziora nadawałeś się do tego planu idealnie... Pomyśl czy mogę mieć rację?.. Wierny wyznawca uwiódł niewinne stworzenie na świętej ziemi... To cios dla Pani Jeziora... Całe szczęście Nimfa przeliczyła się i nie doceniła tego. Sama we własną pułapkę wpadła...
Zrozumiem jeśli mi nie uwierzysz i znienawidzisz. Ale ja tego nie chciałam... Nie, w ten sposób.... Moja wina i moja kara.. zasłużyłam na nią i zyć z nią bedę.. Ucierpiała Twoja duma. Ale wierzę w Twą rycerskość i wierzę że Jesteś w stanie mi wybaczyć....
-
Flisacy sprawnie odbili od przystani po tej stronie rzeki i ruszyli po pozostałych czekających na transport w osadzie.
-
Christophe Leroy
Albo sobie nie zdawała sprawy gdzie postanowiła zamieszkać... I co się może stać, gdy się bawiła mną - tu pomyślał o stanie swojego przyrodzenia po tamtej nocy - Poza tym... Skoro tak to dlaczego mnie nie wysłuchałaś i mimo wszystko zrobiłaś swoje? Mówiłem przecież, że to święte miejsce. Na dodatek już raz próbowała Cię wciągnąć pod wodę, nie wspominając już nawet co te ryby zrobiły... Więc?
-
Arathena
Świętość miejsca dotyczyła bardziej Ciebie i Anny. Mnie inna Bogini czci i szacunku prosi i do niej modły kieruję. Więc z całym szacunkiem dla Twej wiary, ale Miejsce dla mnie bez różnicy. Zamieszkała je nimfa i myślałam, że Pani Jeziora je dawno temu opusciła. Ranna byłam i nie zorientowałam się, że w błędzie byłam... Jak pierwszy raz tam byliśmy to pomnik nie płakał, Gdy wróciliśmy tam to łzy z niego spływały. Teraz wiem, że jednak Pani Jeziora piecze tam swoją miała.
Prosiłam cie wprawdzie czy się zgodzisz na jej propozycję i gdy odmówiłeś to zaproponowałem jej w zamian siebie... Gdybym wiedziała, że tak to się skończy to sama bym ją ubiła i za kudły z wody na ognisku przypaliła. powinieneś już wiedzieć że szalona jestem i zdolna do różnych rzeczy. Bardziej lub mniej przemyślanych.
Ale na Ishę nie chciałam by gwałtu na Tobie ani nikim innym dokonano... Nie posłuchałam Cie. Masz rację.... Karać mnie za to będziesz do końca swych dni?
Nie chowaj urazy i pozbądź się jej zanim zadra zakwasi twe serce i nikomu nie będziesz już w stanie zaufać....
A nimfy mimo, że do topieli mnie wciągnęła nie bałam się... Powiem nawet szczerze, że sama chciałam z nią tam kiedyś zamieszkać...
-
Christophe Leroy
Mnie bardziej dotyczyła, ale w końcu to bogini miejsce, więc i miała prawo zareagować. Niezależnie od jakiejkolwiek wiary... Co do urazy... Możemy zawrzeć pokój, nie można narazić misji przez zwady, lecz wiedz, że rany wymagają czasu, zanim się w końcu zasklepią... Więc?
-
Arathena
Wyciągnęła rękę na zgodę... Ja zadry nie chowam a Tobie czasu ile potrzebujesz nie odmawiam.... Jak misja się skończy to sam zadecydujesz czy wybaczyć mi możesz czy nie. Jak mówiłam kiedyś tak i teraz powtórzę nie ja Ci wrogiem jestem i Twej krzywdy nie chcę. Zawsze powtarzam, ze jak się nie przewróci to i chodzić się nie nauczy. Tak i ja błędy popełniam w życiu i popełniać będę... Zapewne wszyscy tak mamy....
-
Anna de Loiret
Tak sobie myślę, co się stało z tym szlachetnym rycerzem Graala, z którym rozmawiałam przy jeziorze... Miał chyba strzec tego miejsca, a nie było go tam...
-
Nie wiem, przelatując na smoku nigdzie go w pobliżu nie widziałam, choć bardziej starałam się Was dostrzec i te ogry. odpowiedziała Liothannea.
-
Anna de Loiret
Mam nadzieję że nic mu nie jest... To chyba dzięki niemu jeszcze żyję... To mój wybawca. Przemówił mi do rozsądku jak chciałam się rzucić na pewną śmierć, hm, skrycie wciąż czasem tego pragnę. Och nieważne, wybaczcie - westchnęła otrząsając się.
-
Alessio
Znowu ma okres?Ach nie,byłbym zapomniał,to przecież cała ona.... - ironizował w myślach na nagłe zmiany nastroju ukochanej i jako,że wciąż był zirytowany jej niczym nieuzasadnionymi porannymi dąsami położył jej tylko dłoń na ramieniu,lekko je ściskając,kochał ją pomimo tych humorków ale nie miał ochoty jej teraz przytulać by za parę godzin znów zmagać się z wielce obrażoną Panną Anną i domyślać się oczywistych powodów takiego stanu rzeczy,no bo przecież nie dąsa się na niego bo wypada....
-
Anna de Loiret
Jak Alessio położył jej dłoń na ramieniu, spojrzała swymi ślicznymi oczętami na niego, tak uroczo i niewinnie...
-
A Sven, niech Jego dusza spoczywa w spokoju, chciał go za to potraktować swym toporem. Gdy ujrzał łzy na Twym obliczu, myślał iż ten rycerz Ci krzywdę jaką wyrządził - Liothannea uśmiechnęła się delikatnie. Tratwa przybiła do Waszego brzegu. Jeden z flisaków schodząc z pokładu rzucił Jaśnie Państwo, weźmiem Wasze konie, bo... rozległ się trzask materiału ...ożesz murwa w rzyć chędożona dokończył po tym jak klapnął na belki promu. Zrobił błąd, że swą dłoń do pyska Świtu wyciągnął, na szczęście zdążył odskoczyć do tyłu, choć potknął się przy tym i klapnął na tyłek. Dzięki temu stracił tylko kawał rękawa koszuli, który zwisa z zębów rumaka królewskiej córki. Zwinął pięść w kułak i wstał ciężko, rzucając spode łba spojrzenie na ogiera. Liothannea oparła dłoń na rękojeści swego miecza. Nie wyciągaj dłoni ni pięści w kierunku cudzego, bo ją rychło stracisz.
-
Alessio
Gdy luba na niego w ten sposób spojrzała,delikatnie zagarnął jej włosy za ucho i zaczął lekko głaskać ją po policzku kompletnie tonąc w jej oczach,przed całkowitym pogodzeniem z ukochaną powstrzymał go flisak i jego nierozsądna decyzja o dotykaniu elfiej bestii....,na słowa elfki dodał tylko - Pani ma rację,nadgorliwość rzadko dobre efekty przynosi...
-
Anna de Loiret
Uśmiechnęła się tylko słysząc i widząc sytuację z flisakiem oraz koniem Liothannei. Ale nie ruszyła się prawie wcale, nie chcąc przerywać miłej chwili. Tylko zastanawia ją, o co Alessiowi chodzi że jakiś taki dziwny... Obrażony był?
-
Ale tylko pomoc zechcę chwilę temu i przywiązać wierzchowce do poręczy tratwy, by spłoszone w toń nie skoczyły rozprostował dłoń i się pokłonił. Może lepiej jak Jaśnie Państwo się swymi końmi raczy zająć, tylko by pretensji do nas nie zacznie żywić jak stanie się tragedia.
-
Alessio
I teraz z tym giermkiem jadę zamiast ją mieć w objęciach....,nie mogła innej pory na obrażanie wybrać?! - pomyślał po czym przerwał czułe pieszczoty,takie jakie wiedział że jego Ania lubi najbardziej i poszedł starannie przywiązać ich konie do poręczy jednak do Świta ręki nie zbliżając,zostawiając to swej długouchej przyjaciółce,zanim odszedł od Stelli przytulił się jeszcze na moment do jego szyi i wyszeptał mu kilka uspokajających słów po Tileańsku na ucho
-
Anna de Loiret
Liothanneo, Świt to niezwykły rumak, nie płoszy się też nigdy jak zgaduję?
-
Jeszcze mu się to nie zdarzyło. Wątpię by przestraszył się rzeki, po tym jak przebył wzburzony ocean. uwagę Anny znów zwrócił brak blasku przy uszach elfki, dopiero teraz zauważyła, że przyjaciółka nie ma założonych swoich kolczyków. Tratwa ruszyła, Stella i Thibault parskają nieco niespokojni, choć flisacy bardzo starają się by nie bujało promem.
-
Alessio - Tileański
Podszedł do swojego wierzchowca i głaskał go mówiąc do niego uspokajająco w swym ojczystym języku - Cśśś,będzie dobrze,wszystko będzie dobrze
-
Anna de Loiret
Ciiii spokojnie kochany spokojnie. Pamiętasz, jak pierwszy raz cię dosiadłam? Byłeś wtedy taki potulny, jak ojciec mi cię dał, od razu się zaprzyjaźniliśmy. Spędzaliśmy całe dnie ze sobą na przejażdżkach, towarzyszyłeś mi jak Roland uczył mnie fechtunku... Tak bardzo zżyci... Też ci go brakuje, prawda? Hm... Piękne wspomnienia. Dobrze, że mi pozostałeś, chociaż wciąż mamy siebie co daje nam siły... Starała się zagadać swojego wierzchowca spokojnym, delikatnym głosem patrząc mu w oczy.
-
Christophe Leroy
Zgoda - uścisnął jej dłoń na zgodę - No dobra. Mam spokój z tym przynajmniej... Choć i tak po tym poranku z Panią Jeziora tak łatwo jej nie wybaczę tego co narobiła.
-
Uspokoiliście swe konie ciągle do nich przemawiając. Tak Was to zajęło, że nawet nie wiadomo kiedy znaleźliście się na drugim brzegu rzeki.
Techniczny:
Alessio -1PS, +5 PD za przemowę po tileańsku.
Anna + 10 PD za ładne uspokajanie wierzchowca dłuższą przemową.
-
Anna de Loiret
Czemu nie nosisz kolczyków Liothanneo? Spytała, dosiadając Thilbauta. Takie one piękne...
-
Wiesz przecież Anno, że reagują światłem na magię inną niż elfia. Im się jest bliżej tej magii i czym ona silniejsza, tym większym. Nie mogłam w nocy zasnąć przy ich blasku. A i teraz nie ma sensu bym je zakładała w pobliżu Aratheny i waszych wierzchowców. Jeszcze kogoś nimi oślepię. stwierdziła Liothannea po czym dosiadła Świtu i zjechała z przycumowanej do przystani tratwy.
Jaśnie Pani, szepnij o nas dobre słowo swemu Ojcu rzucił jeden z flisaków kłaniając się w pas przed Bretonnką.
-
Alessio - Tileański
Dobrze się spisałeś - powiedział do swojego wierzchowca klepiąc go po pysku po czym dosiadł go podążając za Liothanneą i patrząc z ciekawością na honory z jakimi traktowana jest jego kochana Ania - Wychodzi na to że ten Tankred to wielki pan....,bogom dzięki że mam te swoje wsie i winnice bo by mnie na starcie odrzucił a i tak to zrobić może zważywszy na to że i on jakiegoś wielkiego dryblasa co żelastwem machać umie sobie zapewne wymarzył,a to przecież jego jedyna córka....
-
Anna de Loiret
Zastanowię się - odparła flisakom zadziornie ale mrugnęła im okiem. Liothannei zaś już nic nie odpowiedziała, skinęła jej tylko głową nieco się po tym zamyślając.
-
Liothannea podjechała do Aratheny i Christopha po czym zsiadła ze Świtu. Zaszeptała mu coś na ucho, ten potrząsnął łbem i zarżał. Tratwa odpłynęła. Królewska córka jeszcze coś cicho zaszeptała swemu wierzchowcu do ucha, zdjęła z niego swe sakwy, po czym odezwała się na głos Dosiądę Trzmiela, Świt nie jest objęty działaniem błogosławieństwa. Nie chcę go zajeździć.
-
Arathena
Gdy pogodziła się już z giermkiem, sprawdziła czy ma wszystko tak jak należy przy Zorzy i swoim oporządzeniu... No koniku... napracujesz się dziś.
Oby wiatr Cię niósł, a kopyta miękkiej trawy dotykały.
Oby puch na grzbiecie był, abyś nie był obolały.
Ogień w żyłach niech się żarzy, i rozpali Serce Twoje.
Byśmy rano całe były, i spojrzały w oczy Swoje.
Ucałowała jeszcze klacz.....i jej dosiadła....
-
Christophe Leroy
W porządku, pani. Więc i pozwól, że zawieszę te sakwy.. - jeżeli pozwala to bierze je i zawiesza na Trzmielu, dokładnie to przed siodłem, po czym wsiada na swojego wierzchowca.
-
Zdejmij mu przy okazji ogłowie wraz z uzdą Christophe, nie będą mi potrzebne rzekła Liothannea dając giermkowi swe sakwy.
-
Christophe Leroy
Dobrze... - postępuje tak jak mu każe. Ogłowie i uzdę chowa do swojej sakwy i wsiada na konia.
-
Anna de Loiret
Rozglądała się wokół podziwiając ziemie swej ojczyzny... W końcu rzekła - Bretonnia to piękny kraj... Dawno tylko nie słyszałam dźwięku lutni, na jakiej to często się grywa. Sama też jestem w tym niezgorsza. Och co za szkoda, że nie wzięłam jej ze sobą uciekając z domu... Spojrzała wymownie na Alessio.
-
Alessio
Tak,faktycznie wielka szkoda,na pewno grasz tak pięknie jak śpiewasz.... - powiedział udając że nie zrozumiał aluzji - Tak będzie większa niespodzianka,a jak ją dostanie to może dzięki temu mniej z mieczem będzie latać....,dobra chłopie,kogo Ty oszukujesz? Ehh....
-
Anna de Loiret
Odwróciła się od ukochanego z kapryśnym wyrazem twarzy, zamykając oczy i głowę podnosząc lekko w górę. Czemu on taki niedomyślny? Skoro nie umie walczyć, może by chociaż mądry był...
-
Arathena
Anno! Ty grasz na lutni? oj.. to muszę kiedyś posłuchać. Zaiste wiele umiejętności masz... Nie dość, że piękna i prześlicznie śpiewa to jeszcze grać na instrumencie... Sądząc po tym jak miecz trzymałaś to i walczyć też umiesz.. tyle zalet w jednym ciele. Panie Alessio, diament.... diament, ino oszlifować tak drogocenny skarb...
Jeno giermek piękniejszym śpiewem nas obdarował... Aż miło by posłuchać jeszcze raz, prawda Anno?
-
Alessio
Nie musisz mi mówić Aratheno,nie musisz mi mówić - powiedział patrząc na nią z przyjaznym uśmiechem po czym przeniósł wyczekujący wzrok na giermka jako że jeszcze nie słyszał jego śpiewu
Techniczny
Chyba że słyszał,wtedy edyta pójdzie
-
Anna de Loiret
Och Aratheno ja... Ja nie wiem co powiedzieć - odparła zarumieniona całkowicie od tylu pochwał pod swym adresem. Najchętniej po prostu rzuciła by się elfce na szyję, ale jakoś opanowała emocje i poprzestała na pogładzeniu jej po dłoni. I prawda, masz rację, Christophe przepięknie śpiewa, musi to powtórzyć!
-
Arathena
Odwzajemniła uśmiech do Alessia jednocześnie głaskając Annę po dłoni... Oj nie zawstydzaj się. Trza znać swoją wartość...
-
Anna de Loiret
Nic nie odpowiedziała już elfce, przyglądała się jej tylko uśmiechnięta serdecznie, nie mogąc za bardzo zebrać się na to, by rzec coś sensownego. Wielce tylko żałowała, że już wyruszać muszą...
-
Liothannea w międzyczasie zaszeptała coś Trzmielowi na ucho, po czym wydłużyła strzemiona i dosiadła ogiera. Ruszyła naprzód, Świt podążył obok Niej zerkając od czasu do czasu na bretońskiego konia.