-
Catherine:
Czemu, fajnie spadałaś, żebyś widziała swoją minę hihi - odparła Beatrice chichocząc. Ach... Bym zapomniała, mam coś dla was. Wzięła najpierw na ręce Adelę i usadziła ją na Twej klaczy, po czym założyła na jej kostkę piękny, srebrny łańcuszek. Chwyciła jej stopę i rzekła - mam trzy takie, jeden ja noszę, a chcę by dwa pozostałe miały moje siostry... Cathy? Spojrzała na Ciebie, trzymając drugi łańcuszek w dłoni.
-
Catherine
Dobrze....,ale tylko dlatego że to będzie symbol naszej więzi,niczego innego nie przyjmę.... - powiedziała niechętnie odbierając od niej łańcuszek,siadając na ziemi,zdjęła buta i założyła go sobie na kostkę,jednak zaraz po tym zaczęła go nakładać z powrotem
-
Catherine:
Czekaj - Betty usiadła przy Tobie i nim założyłaś but z powrotem, zabrała Ci go by położyć obok. Objęła Cię za szyję i spytała - a na urodziny to prezentu też ci dać nie mogę? Hihi.
-
Catherine
Nawet nie wiesz kiedy je mam....,podpowiem że nieprędko.... - powiedziała z ciężkim westchnięciem,jednak także objęła ją za szyję i oparła swoje czoło o jej
-
Catherine:
Spytam mamę, ona mi powie skoro ty nie chcesz a wtedy się nie wymigasz. Dostaniesz piękną sukienkę, a jak już zostanę królową, to dam ci też srebrną koronę, jaką noszą księżne. A moje są za dwa tygodnie, gdybyś chciała wiedzieć hihi.
-
Catherine
Pokręciła głową przecząco i wstała mówiąc stanowczo - Nie chcę od Ciebie żadnej sukni ani tym bardziej korony....,wystarczą mi siostry i dwie cudowne przyjaciółki....A ode mnie nie spodziewaj się żadnego drogie podarunku,jestem za biedna by coś kupić,ale coś Ci podaruję,nie bój się....
-
Catherine:
Beatrice spuściła głowę i smutna poszła osiodłać swojego rumaka. Chodź Gerlanie, siostrzyczka nie chce ode mnie prezentów, i jeszcze biedna myśli, że ja chcę od niej coś drogiego - rzekła do niego.
-
Catherine
Nie to miałam na myśli,wiesz przecież.... - powiedziała całując ją czule w głowę i pomagając osiodłać jej rumaka
-
Catherine:
A o co! Myślisz, że miło się czuję wiedząc, że nie przyjmiesz żadnej rzeczy, jaką chcę ci podarować?! Tak bardzo zawsze pragnęłam, żeby uszczęśliwiać kogoś mi bliskiego, widzieć jak się cieszy bo mu coś podarowałam...
-
Catherine
Przepraszam....Betty,ale nie tym mi sprawiasz przyjemność,robisz to swoim sposobem bycia,dobrym sercem i troską,nie zaś prezentami....,te możesz sprawiać Adele.... - tu puściła oko najmłodszej siostrzyczce - I przyjmę urodzinowy,ale te mam za trzy miesiące bo wypadają w połowie sierpnia.... - pocałowała ją jeszcze w policzek i dosiadła z powrotem swojej klaczy
-
Catherine:
Po chwili Beatrice dosiadła konia i podjechała do Ciebie oraz Adeli, mówiąc chłodno - zaraz powinna reszta przybyć, poczekajmy.
-
Catherine
Westchnęła ciężko i tylko skinęła jej głową ze smutkiem,po chwili oparła ją na ramieniu Adele i zastygła w oczekiwaniu na pozostałych członków wyprawy....
-
Catherine:
Królewna spojrzała na Ciebie jednym okiem, nie odwracając głowy w Twoją stronę, a następnie oparła dłoń na biodrze, zadzierając nosek i robiąc minę urażonej księżniczki...
-
Catherine
Przepięknie wyglądasz kiedy tak zadzierasz noska hihi.... - powiedziała pozwalając sobie na niewinny żarcik
-
Catherine:
Betty dalej w tej samej postawie i z tą samą miną, udała że nie usłyszała Twych słów. Jednak na jej twarzy na moment pojawił się delikatny uśmiech. Zaraz jednak chrząknęła i wróciła do poprzedniej miny...
-
Catherine
Beatrice I Piękna,tak Cię będą nazywali....,ewentualnie dobrotliwa albo głupiutka,jeszcze nie wiadomo hihihi
-
Catherine:
Żmija - rzuciła Beatrice nie mogąc już powstrzymać uśmieszku.
-
Catherine
Uśmiechnęła się w odpowiedzi i stanęła Rosie tuż obok jej ogiera ujmując ją za rękę i czekając aż spóźnialscy się pojawią - Tak jest znacznie milej,nieprawdaż?
-
Catherine:
Może - odparła zadziornie, ale zacisnęła palce na Twej dłoni zerkając na chwilę na Ciebie.
-
Kersijana
Leżała tak jeszcze na nim przez chwilę... Wymęczona ale i zarazem odprężona. Wstała leniwie i podniosła swoją suknie.... Chyba będziemy musieli się zbierać już. Zupełnie straciłam poczucie czasu...
Uśmiechem dawała mu znak, że jest zadowolona i wdzięczna.
Techniczny..
Przepraszam ale nie widziałam Ostatniego Twojego postu do Kersi... Wcześniej już bym napisała...Gdzieś mi on przemknął. :*
-
Kersijana:
Rycerz Brzasku uśmiechnął się do Ciebie, pomógł Ci się odziać i po kolejnym, czułym pocałunku, wróciliście zadowoleni do reszty...
Wszyscy:
Zebraliście się przed namiotem królewny Beatrice. Oprócz was oraz Adeli, jest też Lothiriel i Margaret, oraz Tristan, który jak się okazało ma wam pomóc. Kiedy dojedziemy, pytajcie o marszałka Ealdreda Srogiego, wydaje mi się, że będzie bardziej skory do pomocy aniżeli wielki mistrz zwiadowców - rzekła królowa Noldorów, zakładając kaptur na głowę.
-
Catherine
Nie puszczając Beatrice westchnęła jedynie ciężko - Ehh,nie nadaję się do takiej wyprawy,z moim temperamentem wygnają nas stamtąd w mgnieniu oka....,zresztą,i tak pewnie nie powinnam się odzywać z tym ubiorem - pomyślała ponuro rzucając krótkie spojrzenie na swoje odzienie,i choć nie dała tego po sobie poznać to zdziwiło ją to że pozwolili jeńcowi do tej pory tak pogardzanemu wziąć udział w ich zadaniu,o tak wielkim stopniu ryzyka.... - Jeszcze przed chwilą miano za wroga i pozwalano traktować jak psa a teraz jedzie z nami? Nie rozumiem ich....
-
Arstan
Jedna konkretna, jak będzie lać tą Beti po łbie i decydować za nią to mamy szansę, tfu kłaść los w łapy elfa, cóż za poniżenie, i jeszcze mi flaszki nie oddała pomyślał, potem czeka na rozwój wypadków, może w końcu wyruszą
-
Kersijana
Rzuciła ciepły uśmiech do Beatrice... Nie martw się Księżniczko, wszystko będzie dobrze.... zamilkła na dłuższą chwilę...popatrzyła na towarzyszy... Jak taka garstka ma odwrócić bieg rzeki? a może w tym szaleństwie jest właśnie metoda? zastanawiała się zakładając kaptur kurtki na głowę... Popatrzyła jeszcze po swoim oporządzeniu ale nie zauważyła by czegoś nie miała. Zatem w drogę... powiedziała cicho tak jakby do siebie.
-
Wyruszyliście w podróż przez las do Larii. Przedzieranie się przez gęstwiny jest męczące, chwile oddechu łapiecie dopiero na polankach, lub jadąc wzdłuż brzegów rzeczek. Nagle dotarliście do dziwnego miejsca... Drzewa są tu obumarłe, pozbawione życia, liści i barwy. Ziemia jakby wypalona, a grobowa cisza jaka panuje wywołuje dreszcze. Śpiew ptaków, jaki słyszeliście przez całą drogę ustał, jest tylko cichy, mroczny powiew wiatru.
Nieopodal jest kurhan, gdzie pochowano około 200 uczestników starcia, w większości to ludzie, który napadli na Noldorów 127 lat temu. Ale nigdy tu tak nie było... Nie tak mrocznie, nie tak ponuro... Rzekła Lothiriel. Adela jest wyraźnie wystraszona, spoglądając na to przerażające miejsce. Wasze konie również są niespokojne.
-
Arstan
No to jeszcze klątwy brakowało, omińmy polanę i dalej w drogę, ale miejmy się na baczności
-
Kersijana
Spokojnie mój bracie... kładąc dłoń na szyi rumaka starała się go uspokoić. Znała go na wylot i wiedziała, że i tak sobie da radę, ale rozumiała też, że okazywanie wzajemne szacunku i pokazywanie że się martwi o drugą istotę umacnia tylko więź...
Sama zresztą dała się ponieść nastrojowi tego miejsca. Przytłaczająca cisza czy te kurhany, a może i jedno i drugi.... Coś jej mówiło, że ta cisz nie wróży nic dobrego. Przez ostatnie lata nie musiała się martwić o nikogo oprócz Mirillia Lassi , ale ostatnio coś się zmieniło. Popatrzyła na Elfa... Uśmiechnęła się do niego, choć uśmiech był niepewny i już nie tak wesoły jak zazwyczaj. Ino nadal ciepły,,,Taki z serca... Tak, zaczęło jej na kimś zależeć i to powodowało, że zaczęła się martwić....
Zauważyła wystraszoną Adelę i podjechała do niej.
Catherine, może Adela by mogła ze mną jechać przez jakiś czas? Miała nadzieję, że wojowniczka zrozumie jej sugestię mówiącą o tym, że w razie jakiejś walki Ona powinna skupić się bardziej na walce... Ich oddział nie posiadał zbyt wielu wojowników a nie chciała tego wypowiadać na głos by nie wystraszyć, i tak już przerażonego dziecka.
-
Catherine
Zmierzyła ją nieprzyjaznym spojrzeniem,wciąż miała w pamięci jej niedawne zachowanie,nie mogła jednak odmówić jej racji i temu że będzie lepiej jeśli przez chwilę pojedzie na koniu elfki....,dlatego szepnęła cicho do ucha siostrzyczki - Kochanie,pojedź z nią przez chwilę,pamiętaj jednak że jestem blisko.... - ucałowała ją jeszcze w głowę z wielką czułością i zaczęła jechać w stronę Kersijany by przekazać jej Adele
-
Kersijana
Wyciągnęła obie ręce do dziewczynki.... Uśmiechnęła się do niej przyjaźnie i przemiło... Chodź śliczna księżniczko.... Będzie mi raźniej z Tobą.... Skinieniem głowy podziękowała też wojowniczce....
-
Adela spojrzała słodko na swą siostrę i pocałowała ją w policzek. Po tym również wyciągnęła ręce w stronę Kersijany, a po chwili znalazła się w jej siodle, opierając się o Noldorkę plecami. To miejsce przepełnione złem, czarną magią... Przeznaczenie wzywa do pójścia naprzód, nie unikniemy jego spełnienia... Stwierdziła Lothiriel, zachowująca się niczym w jakimś transie. Tymczasem usłyszeliście syk ostrza wyciąganego z pochwy... To Beatrice dobyła miecza i ruszyła powoli naprzód, wprost na przeklętą ziemię.
-
Arstan
Głupie babska po czym ruszył na przód wyprzedzając królewnę a kij najwyżej zginę, ale na własnych warunkach a nie wiedziony przez tą smarkulę
-
Catherine
Bez zastanowienia dogoniła Beatrice i stanęła przy niej ramię w ramię z dobytym mieczem - A na siostrę to nie poczekasz? - powiedziała rozgniewanym głosem
-
Kersijana
Popatrzyła na resztę grupy, ale najbardziej ja interesowała reakcja Elfa... Co Ona wyprawia? zastanawiała się patrząc też jak Królewna wymachując mieczem jedzie naprzód..
-
Elrohir stwierdził krótko - przeklęta idiotka, zgubę ześle na nas. Ale również ruszył za królewną dobywając oręża, łapiąc też dłoń Kersijany. Podobnie uczyniła Margaret, biorąc do rąk miecz, oraz tarczę. Beatrice nic nie odpowiedziała, ruszyliście więc z nią wgłąb tego przerażającego miejsca. Adela przepełniona strachem wtula się w Kersijanę. Po chwili usłyszeliście dziwny dźwięk... Jakby przeciągłe, ciche wycie nieumarłej istoty... Kiedy przepowiednia się spełnia, wiele dziwnych wydarzeń ma miejsce... Martwi ożywają, istoty chowają się w obawie przed nadchodzącą tragedią... Szepnęła noldorska królowa.
-
Arstan
Dobył broni To co raz umarło da się zatłuc i drugi raz przybiera postawę bojową, choć jedzie dalej, może upiór się nie pokarze, a jeśli się ujawni to Arstan atakuje
-
Catherine
Szybko!Musimy czym prędzej opuścić to miejsce! - krzyknęła jednak cały czas patrzyła na nie do końca przytomną Lothiriel
-
Kersijana
Gdy Elohir chwycił ją za rękę, zrozumiała, że i on teraz ma coś do stracenia, ale paradoksalnie mu to nie pomoże przeżyć.. Zdała sobie sprawę, że Ten rycerz nie zawacha się poświęcić własnego życia jeśli zajdzie taka potrzeba. Musze z nim o tym porozmawiać jak nadarzy się okazja... myśli przerwały jej słowa Królowej... Nie wróżyły one nic dobrego... Dziewczynka wtulona w nią dała jej nagle jasność myślenia... delikatnie wymknęła swą rękę z uścisku Elfa i objęła nią Adelę... Zamknij oczy jak się boisz... Lśniący Liść bezpiecznie nas przewiezie królewno.. Ucałowała ją w tył głowy okrywając ją dodatkowo swoim płaszczem( na ile jest to możliwe) chcąc dać jej troszkę więcej poczucia bezpieczeństwa...
-
Adela zgodnie z radą Noldorki zamknęła oczy i cichutko zajęczała ze strachu. Dźwięk wydany przez jakiegoś upiora nagle się nasilił, stał się głośniejszy i jakoby bliższy. Po chwili... Usłyszeliście dźwięk wypuszczanej z łuku strzały, jej lot, jak przecina z wielką szybkością powietrze. Poleciała w Margaret, która w porę zareagowała, zasłaniając się tarczą. Jednak dosłownie sekundę po tym nadleciała kolejna strzała, trafiając Adelę w ramię. Grot byłby wbił się w pierś Kersijany, gdyby nie dziewczynka. Ta zawyła głośno z bólu, jaki przeszył jej ciało. Trzecia strzała odbiła się od hełmu Arstana, a czwarta wystrzelona w tym samym momencie drasnęła szyję Lothiriel.
Do broni, zewrzeć się! Zakrzyknął Elrohir dobywając tarczy i zasłaniając nią Kersijanę. Rumak Betty tymczasem stanął dęba, a ta pognała jak w amoku naprzód, unosząc wysoko miecz.
-
Catherine
Czekaj głupia! - krzyknęła za odjeżdżającą Beatrice,pognała za nią i zdążyła jeszcze rzucić - Wy zewrzyjcie szyk i uciekajcie stąd,ja spróbuję ocalić tą idiotkę!
-
Kersijana
Jej strach przyćmił krzyk i potem szloch dziecka. Jeśli ta strzała, która wbiła się w rękę dziewczynki była realna a nie jakaś upiorna, magiczna to Kersi sobie poradzi z raną bez większych problemów. Tego jednak elfka jeszcze nie mogła być pewna.. Chwyciła jednak szybko strzałę obiema rękoma i najdelikatniej jak to było możliwe przełamała ją nad raną nie wyciągając jej jednak. chciała tylko zapobiec by długie drzewce strzały nie sprawiało większego bólu dziewczynce...Bądź dzielna,,, zaraz stąd wyjedziemy....
Za radą Catherine starała się przejechać jak najszybciej to miejsce.