Catherine
Przełknęła ślinę wystraszona i zapytała nieco drżącym głosem - Ale to w takim razie nie pokochałaś mnie za swoje wizje,skoro były sprzeczne....Zatem dlaczego?Dlaczego ja mamo?Proszę,nie mów nic o przeznaczeniu....
Wersja do druku
Catherine
Przełknęła ślinę wystraszona i zapytała nieco drżącym głosem - Ale to w takim razie nie pokochałaś mnie za swoje wizje,skoro były sprzeczne....Zatem dlaczego?Dlaczego ja mamo?Proszę,nie mów nic o przeznaczeniu....
Catherine:
Bo czasem w niepozornej istocie tkwi wielka siła, odwaga, mądrość i dobroć... I tak w mojej wrednej, rudej kuleczce dostrzegłam uosobienie dobra, szlachetności i miłości... Mogłam cię więc nie pokochać? Rzeczy nie zawsze są takimi, jakimi się wydają, dotyczy to też ludzi i Noldorów córeczko...
Catherine
Mamo.... - powiedziała cicho znów czując narastające wzruszenie,sięgnęła dłonią i delikatnie ujęła jej ręce siedząc tak i powoli opanowując emocje....Nie mówiła ile to dla niej znaczy bowiem już pokazała to swoimi emocjami,siedziała tak przez moment w milczeniu przerywanym jedynie pluskiem wody i szorowaniem jej włosów po czym rzekła - Chyba zaczynam rozumieć to co jest między mną a Margaret....Wydaje mi się że to nie jest miłość,a zwykłe pożądanie,rosnące pożądanie....Sama wiesz,że nigdy nie zaznałam rozkoszy....To znaczy kocham ją ale jak przyjaciółkę,nie mogę jednak oddać jej serca jak kochance z powodu zwykłej żądzy....Co o tym myślisz mamo?
Catherine:
Myślę że masz rację... Co więcej, wydaje mi się, że coraz bardziej przekonujesz się do Tristana, a pragniesz też dzieci... On jest wobec ciebie bardzo rycerski, kocha cię szczerze, tak mocno jak ja, tyle że inaczej... Nie ulegaj nigdy pożądaniu, pozostańcie z Margaret przyjaciółkami, tak będzie dla was lepiej. Ona na pewno sobie znajdzie jakaś kobietę, którą pokocha z wzajemnością... To dobra dziewczyna ale ciężko panować jej nad żądzą... Córeczko powiedz mi szczerze, z Tristanem nie miałabyś źle, prawda?
Catherine
Tak,bardzo go lubię....I wiem że traktował by mnie jak boginię....Promienieje za każdym razem gdy na niego przychylnie spojrzę,boi się jak ognia utraty w moich oczach....Ale on jest taki porywczy....I lubi się popisywać,nieco mnie to drażni,ale wiem że taka już jest większość rycerzy....Muszę go lepiej poznać....A co do Margaret to jak jej to powiedzieć?Boję się że nie zrozumie,ona też kocha mnie szczerze mamo....
Catherine:
Z tym będzie trudno, trzeba znaleźć jej jakąś kobietę... Wiesz, co mam na myśli. Co zaś do Tristana, spędźcie trochę czasu tylko we dwoje, porozmawiajcie... Wtedy bedziesz mogła się zdecydować.
Catherine
Nie wiesz tego mamo ale ona już szukała śmierci....Chciała "usunąć mi się z drogi",zabroniłam jej tego,przysięgła że więcej tego nie zrobi....Że zawsze będzie mnie kochać,także jak przyjaciółkę jeśli tego zechcę i ,że uszanuje moją decyzję ale wiesz jaka ona jest porywcza....Może zapomnieć o obietnicy pod wpływem emocji,a ja nie chcę łamać jej serca,zasługuje na dobrą dziewczynę....Taką która da jej to czego ja nie mogę....Tylko gdzie ja niby ją znajdę? Z Tristanem zaś jestem pewna że prędzej czy później sam coś zaproponuje....
Catherine:
Lothiriel zaczęła wycierać Twoje włosy mówiąc - poczekajmy co przyniesie przyszłość Cathy, nie na wszystkie pytania znam odpowiedź. Tymczasem widzisz jakąś kuleczkę owiniętą w płaszcz na podłodze, kilka metrów od Ciebie. Dałabys sobie rękę uciąć, że przed chwilą się poruszyła.
Catherine
Chodź do nas Betty,stęskniłam się za Twoim przypadkowym przechodzeniem obok hihi - rzekła z uśmiechem jednak zaraz kontynuowała tym razem wyrażając swoje myśli na głos - Wiesz mamo,zauważyłam ostatnio że coraz łatwiej zjednuję sobie ludzi....Może niedługo los postawi na mej drodze jakąś dziewczynę którą będę mogła poznać z Margaret?
Catherine:
To nie ja, nie ma mnie - wydobył się głos Betty spod płaszcza. Królowa zaśmiała się odpowiadając Ci - otworzyłaś swe serce córciu... Na pewno jakoś się to ułoży.