-
Catherine
Tak,to Wasza zasługa mamo....Doceniłam to czego nie miałam,to jest cudowne być takim kochanym.... - rzekła również się głośno śmiejąc z zachowania Betty - No chodź do nas,nie powinnaś się czołgać ze swoimi plecami.... - nagle wyraźnie się spięła i dodała z ciężkim westchnięciem - Oszczędziłam tego który chciał ją dobić...
-
Catherine:
Beatrice podniosła się z podłogi i usiadła Ci na kolanach mówiąc niewinnie - upuściłam pierścionek i go szukałam. Lothiriel odparła - wykazałaś sie więc większą litością ode mnie córeczko, bo ja bym go zabiła od razu... Ale nie myśl o tym.
-
Catherine
Spojrzała na chwilę na mamę ze szczerym zdziwieniem jednak nic nie powiedziała bowiem szybko zrozumiała że jest jedna granica w której puszczają jej wszelkie zahamowania....Posłuchała jednak jej rady i starała się o tym nie myśleć,dlatego przytuliła się do siostry i wyszeptała - Moja słodka ciekawska Betty....Twoja pomysłowość nie zna granic w tych sprawach hihi
-
Catherine:
Betty objęła Cię ręką za szyję i utuliła Cię troskliwie do swej piersi co jest nowością, bo zazwyczaj to ona się łasi. Moja ciekawość nie ma z tym nic wspólnego, mówiłam, szukałam pierścionka - odparła chichocząc.
-
Catherine
Mruknęła cicho dając się utulić jednak po chwili rzekła poważnym głosem - Mamo,wiesz już co się stało Adele?Dowiedziałaś się czegoś?
-
Kersijana
Spojrzała na rycerza... Czy wpuścisz strażniku, zagubioną w myślach i beznadziejnej sytuacji Nordolkę, by pomoc od Najwspanialszej mogła wyprosić? zapytała
-
Kersijana:
Nie wpuszczę! Skąd mam wiedzieć, że nie zapragniesz zbezcześcić posągu naszej Pani, albo nie zamordujesz jednej z kapłanek! Prędzej zginę, niż pozwolę komuś wejść! Wykrzyczał rycerz spode przyłbicy, waląc się w pierś pięścią...
Catherine:
Nie, nic nie wiem... Jeszcze, ale będzie dobrze, nie bój się - mama uśmiechnęła się serdecznie, by dodać Ci otuchy. Widzisz z oddali, jak Twoja najmłodsza siostra żywiołowo rozmawia o czymś z Tristanem. Oboje ukradkiem zerkają na Ciebie co chwila.
-
Catherine
Skinęła jej tylko głową ze zrozumieniem po czym zmieniła temat na przyjemniejszy.... - Hmm.....Powiedzcie mi szczerze,dlaczego go tak lubicie?Dlaczego tak chcecie żebyśmy byli razem?Ty mamo to już w ogóle go zięciem bez skrępowania nazywasz....
-
Kersijana
To po co budować świątynie w takim razie skoro nie można w nich się pomodlić? zapytała zdziwiona.... W takim razie co musi zrobić zagubiona w myślach i beznadziejnej sytuacji by wejść do Najwspanialszej? dodała już z ironią w głosie..
-
Kersijana:
Co musisz zrobić? Ha! Moja lojalność do mej Pani jest niezachwiana, nie mogę więc wpuścić pierwszej lepszej osoby, której nie znam! Spróbuj mnie przekonać!
Catherine:
A dlaczego ty go tak lubisz? Spytała z uśmiechem Lothiriel, dodając - jest szlachetny i rycerski, a ja chcę dla ciebie jak najlepiej, więc mi się nie dziw...