Catherine
Zamyśliła się na jej słowa i zapytała siostrę bawiąc się kosmykiem jej włosów - A Ty Betty?
Wersja do druku
Catherine
Zamyśliła się na jej słowa i zapytała siostrę bawiąc się kosmykiem jej włosów - A Ty Betty?
Kersijana
Man na imię Kersijana... Teraz mnie znasz... To już nie jestem nieznajoma... Kersi popatrzyła w miejsce gdzie powinny być jego oczy
Kersijana:
Niestety, to za mało pani. Abym cię wpuścił, muszę poznać twe najskrytsze zakamarki... Duszy... Tak, duszy. Muszę wiedzieć, czyś dobra, czy pragniesz zło czynić! Sama pani rozumiesz - rzekł rycerz.
Catherine:
Bo jest takim przystojnym, dzielnym rycerzem, takim, który bez wahania by walczył za swą damę, który by wszystko dla niej robił, na turnieju wykrzykiwał jej imię, w bitwie myślał też o niej, by tak wspaniale gnał przez pola z dobytym mieczem - odparła podniecona Betty z rozanieloną miną, aż kładąc rękę na sercu...
Kersijana
Zawołała swojego konia... Co za impertynent. pomyślała....
Catherine
Już to zrobił.... - mruknęła cicho,zadowolona w duchu z ich odpowiedzi,zaraz po tym przytuliła do siebie siostrę i rzekła już głośniej - Jestem pewna skarbie że będziesz miała takiego męża jakiego sobie wymarzysz,nie bój się,siostrzyczki i mama Ci pomogą....
Kersijana:
Twój koń podszedł do Ciebie... A rycerz wpatruje się w Ciebie cały czas w tej samej pozycji, nic póki co nie mówiąc.
Catherine:
Zawsze marzyłam o tym, by jakiś rycerz wykrzykiwał moje imię na turnieju, żeby mnie nosił cały czas och - królewnie zalśniły oczka na samą myśl...
Catherine
Jesteś taka śliczna że na pewno będą chętni by za Ciebie walczyć.... - stwierdziła szczerze całując ją w policzek i wciąż do siebie tuląc....
Kersijana
Posłuchaj no Ty zakuty w to blaszysko ignorancie... Nie jestem w nastroju na szperanie w mojej duszy... Wskoczyła na konia.... Ej... żmijowaty.... dawaj wskrzesimy tego twojego jednojęzycznego sługę i miejmy to z głowy... Wkurzona ruszyła do zamku księżnej.
Catherine:
Beatrice uśmiechnęła się uroczo na Twe słowa. Tristan tymczasem wstał i udał się w stronę wyjścia, zatrzymując się jednak obok was i rzecząc - idę rozsiodłać konie, zechcesz pani mi potowarzyszyć? Twoja siostra szepnęła Ci - zgódź się zgódź się hihi.
Kersijana:
Sssssss nie rossssskazzzuj mi długoucha... Rozległ się w Twej głowie głos, gdy dojechałaś do zamku. Na murach zamku stoi Anna, zza blanek obserwuje miasto...
Kersijana
Ujrzawszy Annę pobiegła do niej jak najszybciej.... Anno...musisz mi pomóc.... Muszę Asterę o pomoc prosić, ale tam taka zakuta pała odmawia mi wejścia do świątyni.... Co to za zwyczaje? Jak można komuś takie propozycje składać?