-
Kersijana:
Wiesz, ja normalnie szanuję Noldorów. Ale za to, co rzekłaś o moim mieście, o tym co pragniesz by stało się z mą córką, rzeknę - wypierdalaj stąd uszata zdziro i idź do Jatu ciągać fiuta ich wodzowi, skoro serca za grosz nie masz! Warknął Ealdred i galopem pojechał w stronę świątyni.
Catherine:
Tristan uśmiechnął się, ale zaraz posmutniał i rzekł - ja miałem to szczęście, że dzieciństwo było mi miłe. Dopiero później ma matka zmarła... A ojciec dalej mieszka w Sarleonie i jest rycerzem Lwa, tak jak ja. Choć już podeszły ma wiek i liniowo nie służy, to wciąż jego doświadczenie jest cenne dla zakonu. Nie przebaczy mi zdrady...
-
Catherine
Właśnie Tristanie,dlaczego przeszedłeś na naszą stronę?Wiem że to dla Ciebie trudne ale ciekawi mnie czym się kierowałeś - rzekła patrząc na niego z lekkim współczuciem jednak zaraz dodała - jeśli nie chcesz nie musimy o tym rozmawiać....
-
Kersijana
Popatrzyła z politowaniem na człowieka... i kontynuowała drogę do szpitala.... Chciała ostatni raz spojrzeć na Adelę...
-
Catherine:
Jako rycerz zawsze uważałem, że powinienem być bardziej lojalny honorowemu kodeksowi niż komukolwiek innemu. Ten kazał mi stanąć po stronie sprawiedliwości, a mój król Ulryk przejął tron posługując się mordem, hańbiąc siebie. Wymordował rodzinę królewny, nie mogłem nie stanąć po jej stronie, ona teraz będzie mą władczynią i jej przysięgnę wierność. Choć jest roztargniona, to dobra i szlachetna, wiem, że dla niej warto będzie nawet poświęcić życie, nazywając ją swoją królową... Odparł Tristan.
Kersijana:
Gdy tylko wróciłaś do szpitala, Lothiriel podeszła do Ciebie łapiąc za ręce i pytając nerwowo - i co, Astrea przemówiła, pomogła?
-
Kersijana
Nie,,, Nie dostałam się tam,,, Rycerz okazał się gburem a potem spotkałam jeszcze większego idiotę... Wiem Pani co zrobić by Adela przeżyła... Wystarczy, że skończę swój żywot...
-
Catherine
Skinęła mu głową ze zrozumieniem zadowolona z wyczerpującej odpowiedzi,zaraz po tym sięgnęła po naszyjnik jaki jej podarował i przyjrzała mu się dokładnie po raz pierwszy....
-
Kersijana:
Lothiriel spojrzała w Twe oczy, a pierścień na jej palcu zaczął lśnić. A więc to o te kilkaset denarów chodzi, tak? Spytała ze łzami w oczach. Pociągnęła Cię za rękę idąc w stronę wyjścia i mówiąc - skoro więc tak, ja zapłacę temu rycerzowi, nie musisz sięgać do swojej sakiewki! I przestań gadać bzdury o zakończeniu swego żywota, pomyśl o swej matce!
Catherine:
Naszyjnik jest bardzo piękny, wykonany ze złota... Tak ci pięknie w nim, nie oddawaj mi go, niech to będzie prezent dla ciebie. I wiem - rycerz położył Ci delikatnie palce na ustach - że nie będziesz chciała przyjąć, ale zrób to dla mnie, proszę, Cathy...
-
Kersijana
Jak możesz mnie oskarżać że chodzi mi o złoto? wyrwała rękę Lothiriel... Wiesz... miedzy nami ostatnio same nieporozumienia.. Wpierw to,że Cię celowo zdradziłam teraz to... Kersijana nie ukrywała oburzenia...
-
Catherine
Delikatnie acz stanowczo zabrała jego palce ze swoich ust i odparła nieco zdenerwowana jego zachowaniem - Dlaczego chcesz mi oddać tak cenną pamiątkę po swej matce? - bardziej niż jego śmiałym zachowaniem była zdenerwowana tym że spróbował ją choć by symbolicznie uciszyć....
-
Catherine:
Kochałem ją... Wciąż kocham, ale ona z tego świata odeszła... Kiedy mi wręczała ten naszyjnik, powiedziała mi bym przekazał go wybrance swego serca, co też czynię zgodnie z jej wolą. Nie wiem, czy oddasz mi swoje serce tak jak ja moje oddałem tobie... Ale bez względu na to, tylko ciebie pokochałem szczerą miłością i tylko ty zasługujesz na to, by nosić ten łańcuszek, księżniczko... Odpowiedział Tristan patrząc prosto w Twe oczy.
Kersijana:
A o co chodzi, o twą dumę? Co znaczy duma, kiedy chcemy ratować kogoś, kogo kochamy? Ja bym padła na kolana, ukorzyła się przed każdym, byle tylko Adela żyła, rozumiesz? Szepnęła nerwowo Lothiriel.