-
Veronika
Bóg kot phi... - powiedziała cicho - ja mam swoich Panów, a to, że jeszcze żyję świadczy tylko o ich potędze sięgającej nawet w to parszywe miejsce. A ja głupia wątpiłam w ich obecność... - drżącą ręką bezskutecznie próbowała odpalić przemoknięty tytoń zamieszczony w swej drewnianej fajce.
-
Vira
Pewno jest wielu lojalistów oddanych Szkarłatnemu Generałowi, Hasan może ich porwie do walki a ja mu w tym pomogę. Coś za co warto walczyć... Tak, warto. Choć nie mój to kraj to podziwiam tych ludzi, z pewnością to samo bym próbowała uczynić gdyby coś takiego w Zerrikani miało miejsce... Spuściła nieco głowę i rzekła cicho - jeśli jeszcze któraś z sióstr chciała by mnie ujrzeć...
-
Kielon
Jak to skarby zostawić pomyślał i rzekł skoro sytuacja wygląda tak jak Hasan prawi armia sama się zbierze, tylko dowódcy potrzebuje, a Szkarłatny Generał zapewne sprawnie ich poprowadzi w czym My dopomożemy
-
Isterin
Tylko jak ta armia wyglądać będzie? Motłoch potrafi cuda czynić, ale z zawodowym wojskiem nie ma szans.
-
Vira
Dlatego musimy przeciągnąć na swoją stronę żołnierzy, Hasanie co zamierzasz czynić?
-
Kielon
Motłoch na początek starczy i jakieś dźwięczne argumenty dla jakiegoś korpusu coby unaocznić mu słuszność sprawy
-
Veronika
Podeszła do Krasnoluda Kielona i rzekła mu po cichu - Nadzieję mam Kielonie, że nie żywisz złych uczuć za to, co wygadywałam tam w fortecy Twoich pobratymców? Nie bierz tego do się, zwyczajnie nie byłam sobą... Skwar ten strasznie mi doskwiera musiałam na statek. Na morzu chłodniej, ochłonęłam dzięki temu, a mina Twoja tam w fortecy była wielką miną nienawiści, trochu mnie wstyd teraz zżera.
-
Kielon cicho do Veroniki
Widzisz dhoine często udajecie przyjaźń gdy jesteśmy wam potrzebni, ale Ja wiem co tak naprawdę o nas sądzicie, zawsze uważacie nas za gorszych, głupszych, przywykłem. Nie obawiaj się nie wbiję Ci noża w plecy podczas snu, ale podczas wesela Angusa i Viry do tańca też raczej nie poproszę, wybaczam Ci, może kiedyś zapomnę nawet o tym co sądzisz o Mym ludzie.
-
Hasan
Są lojaliści i są pieniądze - wykonał uspokajający ruch ręką, zerkając przy tym z sympatią kątem oka na Virę,potrzebni są tylko sprawni woje co do boju ich poprowadzą.
-
Veronika
Nie obawiaj się, nie będziesz musiał. Druid na potańcówkę kogoś takiego jak ja nie zaprosi, a i sama przez to płakać nie zamierzam. Dhoine, ech... - Ukradkiem i z odrazą spojrzała na Isterina. - Dzięki Kielonie żeś wybaczył, tedy w drogę Ci nie będę wchodzić. Jeśli jednak pomocy Ci trzeba będzie, na tarczę moją zawsze możesz liczyć.